Jak "Windows fanboy" Linuksa testował

Jak "Windows fanboy" Linuksa testował
09.05.2009 21:00
Jak "Windows fanboy" Linuksa testował
Źródło zdjęć: © linux.org

Jestem użytkownikiem Windows i nie czuję palącej potrzeby przesiadki na inne systemy operacyjne. Zwolennicy Linuksa podkreślają, że jest to system przyjazny, prosty w obsłudze, bezawaryjny i na dodatek darmowy. Nigdy nie miałem z nim do czynienia, postanowiłem więc w ramach próby przesiąść się na jakiś czas na Linuksa i spróbować robić dokładnie to samo na co pozwalał mi system Microsoft. Nie zamierzam wykazywać wyższości któregokolwiek z systemów, opiszę jedynie wrażenia z pierwszej pracy z Linuksem z punktu widzenia zwykłego, szarego użytkownika.

_ Marcin Jaskólski _

Swoją przygodę z Windows zacząłem od wersji 98. Przelotnie miałem do czynienia z Millenium i kilkukrotnie robiłem podejście do Windows 2000. XP pozwolił mi uwierzyć, że Windows wcale nie musi się tak często wieszać. Po premierze Visty przesiadłem się na nią bez większego entuzjazmu. Zbiegło się to z wymianą komputera na nowszy - nie po to przecież kupowałem kartę graficzną z obsługą DirectX 10, żeby z niej nie korzystać. Lepsza obsługa procesorów wielordzeniowych niż w przypadku XP również nie była bez znaczenia. Po instalacji SP1 okazało się, że jest to system stabilny, a liczbę jego zawieszeń od tego czasu mogę policzyć na palcach jednej ręki. Nie zamierzam tu bynajmniej rozpływać się w pochwałach dla systemu giganta z Redmond, bo każdy kto twierdzi, że jest to system idealny, powinien szybko udać się do specjalisty i nie chodzi mi tu bynajmniej o serwis komputerowy. Wizerunek Windows powinien nieco poprawić Windows 7, który w stosunku do Visty nie tylko został odchudzony, ale jego 64-bitowa wersja w końcu
ma realne szanse na wyparcie 32-bitowych reliktów.

288769425837209747
Źródło zdjęć: © Zwolennicy obu systemów, nie pałają do siebie miłością (fot. IDG.pl)

Nie planuję rychłej zamiany systemu operacyjnego, bo Windows spełnia moje podstawowe potrzeby. Gdy zamierzam kupić do komputera dodatkowy sprzęt, nie muszę się zastanawiać, czy jego producent udostępnił sterowniki pod Windows, bo jest to oczywiste (przynajmniej jeśli chodzi o 32-bitowe wersje). Pod Windows znajdę potężną bazę oprogramowania, w tym niezliczoną ilość gier, a możliwość sięgnięcia po najnowsze produkcje jest dla mnie istotna. To właśnie na ten system powstaje najwięcej produkcji rozrywkowych i on umożliwia mi podziwianie w akcji świeżych nowinek technologicznych. Tym niemniej nie należy się ograniczać. Może faktycznie system Microsoftu nie jest mi potrzebny do szczęścia, a wszystkie trapiące mnie niegodności związane z jego używaniem znikną gdy tylko sięgnę po darmowego Linuksa? Postanowiłem zweryfikować to empirycznie - na jakiś czas odstawić Windows i zainstalować OS spod znaku pingwina.

Pierwszym wyzwaniem był oczywiście wybór dystrybucji - http://www.idg.pl/ftp/katalog/linux_74/dystrybucje.html. Mogłem wybierać pomiędzy Debianem, Fedorą, Gentoo, Knoppiksem, Mandrivą, PCLinuxOS, Red Hat Enterprise, Sabayon, SimplyMEPIS, Slackware, SUSE i Ubuntu. Wizyta na kilku stronach upewniła mnie, że powinienem sięgnąć po Ubuntu - http://www.pcworld.pl/news/344164/ubuntu.9.04.juz.jest.html, który jest polecany dla początkujących użytkowników. Podróż w świat pingwinów rozpocząłem od polskiej strony Ubuntu, gdzie znalazłem dział Start z Ubuntu - http://start.ubuntu.pl/.

288769425837406355
Źródło zdjęć: © Windows i Linux w jednym stali domu (fot. IDG.pl)

Dowiaduję się, że nie muszę rezygnować z Windows. Mogę równolegle zainstalować Ubuntu i korzystać z obu systemów. Jako człowiek z natury leniwy postanowiłem skorzystać z instalatora Ubuntu pod Windows o nazwie Wubi, który uruchomiony pobiera po prostu całą dystrybucję i instaluje ją jako alternatywny system. Wrodzona ostrożność nie pozwala mi instalować Ubuntu na moim domowym systemie, ale wykorzystuję do tego starego twardziela, który dzielę na dwie partycję, z czego na pierwszej instaluję Windows.

Przed instalacją Linuksa przeglądam stronę Ubuntu.pl, a także próbuję zorientować się o dostępności sterowników posiadanego przeze mnie sprzętu. Instrukcja na stronie firmy Brother nieco zbija mnie z tropu. Wedle informacji zawartych na stronie, instalacja sterowników pod Linuksa powinna wyglądać następująco:

288769425837602963
Źródło zdjęć: © (fot. IDG.pl)

Wydawało mi się, że czasy obowiązkowego wykorzystywania konsoli użytkownicy Linuksa mają już za sobą, a wszystko wygląda podobnie jak w Windows. Nieco skonfundowany odkładam kwestię sterowników na bok. Może Ubuntu rozwiąże za mnie ten problem.Instalacja

O instalacji Windows nie sposób się rozwodzić. Każdy kto zaczynał karierę od Windows 9. zapewne robił to niezliczoną ilość razy, a od tego czasu ten proces nie zmienił się znacząco. Przy instalacji Ubuntu miałem wrażenie, że jakaś tajemnicza siła (szamani Microsoftu?) powstrzymuje mnie przed tą czynnością.
^Podejście numer 1.^
Uruchamiam Wubi. Oczywiście nie wskazujemy instalatorowi partycji na której znajduje się Windows. Oprócz kilku podstawowych opcji mogę także wybrać środowisko pulpitu. Nazwy niewiele mi mówią, więc pozostaję przy domyślnym wyborze.

288769425837799571
Źródło zdjęć: © Instalator Wubi (fot. IDG.pl)

Instalacja przebiega bezproblemowo, aż do restartu. Pojawia się menedżer rozruchu, gdzie mogę wybrać, czy chcę uruchomić Windows, czy Ubuntu. Wybieram to drugie i po chwili podziwiam komunikat o braku głównego systemu plików. Jedyne co mogę zrobić to klikać na napis OK, co nie przynosi żadnych rezultatów. Reset, sprawdzam Windows - działa. Reset, start Ubuntu i ponownie podziwiam znajomy komunikat. Naprawa tego problemu prawdopodobnie wymagała kilku kliknięć myszką, bądź stanowiła wyzwanie dla każdego miłośnika grzebania w systemie. Nie mam zamiaru się w to bawić i szukać rozwiązania. System z założenia powinien instalować się bezproblemowo. Rozważam instalację na moim domowym systemie. Znajomy dzieli się ze mną doświadczeniami z instalacji Ubuntu za pomocą Wubi. Rezygnuję z tego pomysłu.

^Podejście numer 2. ^
Postanawiam zainstalować Ubuntu z CD, jako jedyny system na dysku. Odwiedzam stronę Ubuntu.pl i pobieram ISO z Ubuntu 8.1. PL (Intrygująca Iranka). Jest to po prostu spolszczona wersja Ubuntu, z której usunięto niepotrzebną dla polskojęzycznego odbiorcy zawartość. Dowiaduję się, że wyposażono ją między innymi w najróżniejsze oprogramowanie, kodeki, wsparcie dla formatu .docx (Office 2007) oraz "pełen compiz z emeraldem" ( cokolwiek by to nie znaczyło ). Uruchamiam komputer z płyty i wybieram opcję wypróbowania Ubuntu bez instalacji systemu. Po minucie wczytywania ekran gaśnie, a dioda monitora sygnalizuje brak sygnału. Ciemność widzę. Czekam przez grzeczność parę minut, resetuję komputer i wybieram opcję instalacji Ubuntu. Efekt jest identyczny. Znajduję w menu instalacyjnym opcję uruchomienia w bezpiecznym trybie graficznym. Sukces.
Instalator oferuje mi kilka opcji. Zerkam do ręcznych ustawień, widzę propozycje kilku dziwnych formatów, wycofuję się pośpiesznie i wybieram opcję instalacji automatycznej. Po kilku minutach instalacji znowu gaśnie mi ekran. Panika. Spokojnie, to tylko tryb oszczędzania energii. Koniec instalacji i restart.

Start

Pierwsze wrażenie jest pozytywne. Okienka jak okienka, a że pasek zadań znajduje się na górze, a nie na dole, to naprawdę robi niewielką różnicę. Obsługa Ubuntu bardzo przypomina Windows i w większości przypadków jest nieskomplikowana. Sprawdzam zajętość twardego dysku i okazuje, że Ubuntu PL zajął mi niecałe 4 GB. Gdy ostatnio sprawdzałem dysk systemowy Visty (na którym znajduje się też Office 200. i kilka innych programów) znajdowało się na nim ponad 50 GB danych.

288769425838061715
Źródło zdjęć: © Firefox w Ubuntu (fot. IDG.pl)

System z miejsca sygnalizuje połączenie z Internetem. Rozdzielczość mi nie pasuje. System informuje mnie o sterownikach własnościowych do karty graficznej i nakazuję ich włączenie. Uzyskuję żądaną rozdzielczość, ale z bliżej nieznanych mi powodów nie mogę zmienić częstotliwości odświeżania obrazu. Macham na to ręką. Z ciekawości zaglądam do ATI Catalyst Control Center. Zawartość znajoma, ale nieco zubożona. Podczas włączania takich efektów jak antyaliasing, czy filtrowanie anizotropowe, zamiast silnika graficznego widać jedynie zrzuty ekranowe. Drobiazg bez większego znaczenia.

288769425838192787
Źródło zdjęć: © ATI Catalyst Control Center w wersji na Linuksa (fot. IDG.pl)

Moją uwagę przykuwa jedna z ikonek na górnym menu. Wow. Trafiłem właśnie na aktualizację systemu. Nie dość, że mam możliwość aktualizacji do najnowszej wersji Ubuntu (9.04PL Jurny Jarząbek), to na dodatek system znalazł 206 innych dostępnych aktualizacji. Czuję się niemal jak w domu, ale nawet takiemu staremu fanboyowi Windows jak ja, liczba aktualizacji imponuje. Zerkam na listę aktualizacj i czytam: _ apt - zaawansowana nakładka dpkg _. Rezygnuję z dalszej lektury i aktualizuję wszystko jak leci.

288769425838323859
Źródło zdjęć: © Liczba aktualizacji Ubuntu robi wrażenie (fot. IDG.pl)

Wieczór spędzam na poznawaniu podstawowych funkcji systemu. Co krok potykam się o opcje dodawania płomieni, dymków, chmurek, animacji latających słoni, trójwymiarowości, przejrzystości okien i innych wodotrysków upiększających pulpit, co zaczyna powoli mnie drażnić. Ktoś tu psioczył na Windows Aero?Oprogramowanie codziennego użytku

Uruchamiam _ Firefoksa _ ( zainstalował się wraz z systemem ) i po chwili, podobnie jak w Windows, przeglądarka informuje mnie o możliwości instalacji Flash Playera. Różnica polega na tym, że otrzymuję do wyboru chyba z cztery różne możliwości, ale żadnych informacji o tym, czym one się różnią. Wybieram pierwszą z brzegu i wszystko działa bez problemu. Wchodzę na konto pocztowe na WWW i próbuję wysłać maila wraz z kilkoma zrzutami ekranu Ubuntu. Za każdym razem, gdy chcę dodać kilka plików do maila, ekran szarzeje i Firefox się zawiesza. Wchodzę na stronę Google Chrome, której to przeglądarki używam pod Windows. Dowiaduję się, że _ Prace nad Google Chrome dla systemu Linux obecnie trwają. Nasz zespół inżynierów dokłada starań, aby jak najszybciej udostępnić przeglądarkę _. Uruchamiam komunikator _ Pigdin _, jako protokół wybieram Gadu Gadu i bezproblemowo loguję się na swoje konto. W katalogu Internet znajduje się też między innymi klient Bit Torrenta i program pocztowy _ Evolotion _. Pełen wypas.

Pakiet _ Open Office _ znakomicie zastępuje Office 2007. Faktycznie, zgodnie z informacjami na stronie Ubuntu.pl, mogę bezproblemowo odczytywać pliki w formacie .docx. Katalog Grafika ujawnia znanego _ GIMP-a _, edytor PDF-ów oraz menedżer zdjęć _ F-Spot _, a Dźwięk i Obraz narzędzie do nagrywania płyt, odtwarzacz filmów _ Totem _ i odtwarzacz muzyki _ Rhytm Box _. Uruchamiam odtwarzacz Totem, który bez najmniejszych protestów wyświetla pierwszy wskazany mu film. Klikam ikonkę drugiego filmu i Totem próbuje go odtwarzać prezentując mi czarny ekran. Korzystam z opcji "Otwórz" i tym razem film zostaje odtworzony bez żadnych problemów. Zauważam, że sytuacja powtarza się przy innych plikach wideo.

Obsługa sprzętu

Sterowniki do karty graficznej (Radeon HD 3870. zainstalowały się już na początku pracy z Ubuntu. Zerkam na stronę producenta płyty głównej (Asus). Sterowniki są, ale nie ma oprogramowania Asus AI Suit w wersji dla Linuksa. Szkoda, bo korzystam z Asus AI Gear2, by przestawić komputer w tryb maksymalnego oszczędzania energii. Klawiatura i bezprzewodowa myszka działają od początku bez żadnych problemów, choć obydwie są produkcji Microsoft ; ) Zobaczymy jak Ubuntu poradzi sobie z resztą sprzętu.
Urządzenie wielofunkcyjne Brother DCP 135C ( drukarka + skaner ). Podłączam drukarkę. System natychmiast prawidłowo wykrywa sprzęt i sygnalizuje mi, że znalazł odpowiednie sterowniki. Wprawdzie od innego modelu, ale powinny działać. Hm. Przynajmniej oddaliło to ode mnie widmo wklepywania poleceń w konsoli.

288769425838651539
Źródło zdjęć: © (fot. IDG.pl)

Wczytuję pierwszy dokument jaki wpadł mi pod kursor myszki i klikam na _ Drukuj _. Otwiera mi się okno preferencji podobne do tego z Windows. Wszystko wygląda w porządku, widnieje tam odpowiedni model drukarki. Klikam na _ OK _ i komunikat informuje mnie, że drukowanie zostało zakończone. Patrzę na drukarkę, ale ta ani myśli o rozpoczęciu pracy. Kolejne próby wydruku nie przynoszą jakichkolwiek efektów. Znajduję narzędzie o nazwie _ Xsane Image Scanning _, które zgodnie z nazwą powinno służyć do skanowania. Program informuje mnie o braku dostępnych urządzeń. Powoli zaczyna mnie to irytować (czytaj: autor tekstu klnie na czym świat stoi).

Kamera internetowa Creative Live! Cam Vista. Na stronie firmy Creative nie znajduję sterowników dla Linuksa. Niezrażony podłączam kamerkę do kompa. Ubuntu całkowicie ignoruje moje działania i obecność kamery. Za pomocą Google znajduję sterowniki, które powinny ją ożywić. Przeglądam instrukcję ich instalacji, pobieram, rozpakowuję i wpisuję do konsoli żądane polecenia. Instalacja sterowników kończy się wyświetleniem kilku stron komunikatów o błędach.

Pendrive SanDisk Cruzer. Wkładam go do portu USB i przypominam sobie, że fabrycznie został on wyposażony w oprogramowanie antywirusowe pod Windows i zabezpieczenia dostępu ( hasło ). Nie uda mi się go wykorzystać, chyba, że go sformatuję.

Karta TV Leadtek Winfast DVR 3100H. Wizyta na stronie domowej firmy Leadtek ujawniła, że sterowniki i oprogramowanie są dostępne jedynie dla 3. i 64-bitowych wersji Windows XP i Vista. Ponownie korzystam z pomocy Google. Po półgodzinnym czytaniu porad na najrozmaitszych forach na temat podłączania karty TV pod Linuxem, ściągam polecane oprogramowanie. Zaczynam czytać instrukcję instalacji i po paru minutach wywieszam białą flagę. Za stary jestem na takie ekscesy.

288769425838979219
Źródło zdjęć: © (fot. IDG.pl)

Zapewne ktoś obeznany z Linuksem raz-dwa wyszukałby i zainstalował sterowniki oraz oprogramowanie, które wykorzystałoby posiadany przeze mnie sprzęt. Jednak ja, biedny, przeciętny użytkownik, nie mam czasu ani chęci na podobne zabawy. Chcę podłączyć sprzęt, potwierdzić jednym kliknięciem instalację sterowników oraz oprogramowania i zacząć z niego korzystać.Rozrywka

W katalogu Gry znajduję Szachy. Próba włączenia widoku 3D kończy się niepowodzeniem. Komunikat informuje mnie o konieczności instalacji Python OpenGL oraz Python GTKGLExt. Może innym razem. Kilku producentów oprogramowania aktywnie wspiera pingwina i wypuszcza swoje gry także w wersji na Linuksa. Ściągam demo _ Penumbra: Black Plague _ i klikam na ikonkę programu. Nic się nie dzieje. Zaglądam do właściwości pliku i zezwalam na uruchomienie programu. Instalacja i uruchomienie programu przebiega idealnie. Gra również działa bez zarzutu. Zauważam jedynie, że pomimo włączenia opcji Vsync, nie działa synchronizacja pionowa i obraz nieco się rozjeżdża. Zdarza się i pod Windows, chociaż akurat nie w tej grze.

288769425839175827
Źródło zdjęć: © Wine w akcji (fot. IDG.pl)

Przypominam sobie informacje o możliwości uruchomienia Wiedźmina na Linuksie za pomocą Wine - http://www.pcworld.pl/news/155834/wine.1.0.wiedzmin.i.world.of.warcraft.na.linuksie.html. Wiedźmin ma w Wine status Gold - http://appdb.winehq.org/objectmanager.php?sclass=version&iid=9593, więc powinien działać bez problemu. Po kilku komunikatach o błędach i lekturze informacji na temat instalacji tej gry pod Linuksem ostatecznie z tego rezygnuję. Czy tu nic nie może być proste?

Podsumowanie

Linux wcale nie jest tak bezproblemowy i przyjazny w obsłudze, jak chcieliby tego piewcy spod znaku pingwina. Instalacja oprogramowania oraz aktualizacja może sprawiać problemy użytkownikom przyzwyczajonym do Windows, a z obsługą sprzętu też bywa różnie. Banalna czynność jaką powinna być instalacja sterowników potrafi stać się wyzwaniem. Faktycznie, każdy kto przebrnie przez to wszystko może się poczuć mądrzejszy i zdolniejszy od użytkownika Windows, ale w obsłudze systemu naprawdę nie o to chodzi. Moim skromnym zdaniem większość użytkowników nie ma ochoty tracić czasu na podobne atrakcje przy instalacji oprogramowania.

Oczywiście nie bez znaczenia jest tu fakt, że był to mój pierwszy kontakt z tym systemem. Windows także wymaga nauki jego obsługi i użytkownicy którzy mają pierwszy kontakt z tym systemem muszą się nauczyć kilku oczywistych zdawałoby się rzeczy, by móc poprawnie z niego korzystać. Powtórzę, że moim celem nie było zniechęcenie kogokolwiek do Linuksa, ale wskazanie na to, że przeciętny użytkownik MOŻE (ale przecież wcale nie musi) natknąć się na pewne problemy towarzyszące wykorzystaniu tego systemu.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (859)