Wojna zimą? Ukraina ma pomoc z Zachodu, Rosja sięga po onuce

Wojna zimą? Ukraina ma pomoc z Zachodu, Rosja sięga po onuce19.11.2022 10:42
Nowoczesne umundurowanie zimowe z Zachodu (lewa) vs drugowojenne tradycje Rosji wydawane zmobilizowanym (prawa).
Nowoczesne umundurowanie zimowe z Zachodu (lewa) vs drugowojenne tradycje Rosji wydawane zmobilizowanym (prawa).
Źródło zdjęć: © Twitter | NEXTA, ТРУХА

Zima kilkukrotnie uratowała carską Rosję, a później ZSRR, przed przeciwnikami. Teraz jednak wygląda na to, że nawet "generał mróz" zdradzi Władimira Putina. Wyjaśniamy, jak dalej może potoczyć się wojna w Ukrainie.

Wiele wskazuje, że Ukraińcy w przypadku wojny zimowej będą mieli sporą przewagę nad Rosjanami. Kijów już od paru tygodni prosi swoich sojuszników o dostawy wyposażenia zimowego, począwszy od umundurowania, a na namiotach, śpiworach bądź generatorach kończąc.

Przykładowo Niemcy wysłały już 195 agregatów niezbędnych do ładowania przenośnej elektroniki i licznie stosowanych komercyjnych dronów, 116 przenośnych zestawów grzewczych, 116 tys. zimowych kurtek, 80 tys. zimowych spodni oraz 240 tys. zimowych nakryć głowy. Kanada deklaruje dostawę 500 tys. zestawów ubrań zimowych, Bułgaria wyśle 10 tys., a Litwa przekazała 35 tys. egzemplarzy umundurowania zimowego. Ponadto mamy zapowiedzi pomocy z USA, Finlandii czy Szwecji.

Prowadzone są także liczne zbiórki na wyposażenie zimowe dla ukraińskich wojskowych w wielu państwach Zachodu. Można zakładać, że z czasem do inicjatywy dołączą inne państwa, ponieważ tego typu wyposażenia nigdy za wiele.

Tymczasem po rosyjskiej stronie mamy nieliczne przypadki dobrze wyposażonych jednostek specnazu armijnego lub podległego pod Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej. Reszta jednostek, a w szczególności ostatnio zmobilizowanych, otrzymuje wyposażenie pamiętające czasy Związku Radzieckiego, często w fatalnym stanie.

Podobnie, albo i gorzej, jest w przypadku umundurowania zimowego, którego najwyraźniej brak, na co wskazuje wypowiedź gen. Andrieja Gurulewa, przedstawiciela rosyjskiej Dumy. Mowa o zagubionych 1,5 mln kompletów, a umundurowanie zimowe z czasów głębokiego ZSRR najpewniej już dawno temu zjadły mole, bo nie było tak odporne jak czołgi T-62. O fatalnej sytuacji mówią też proputinowscy blogerzy wojskowi, którzy zaczęli organizować zbiórki na zakup wyposażenia zimowego dla rosyjskich sił zbrojnych.

Jeden z nich, Jurij Podoljaka, chwalił się w połowie października zebraniem 400 mln rubli (ok. 30 mln zł) i również przyznał, że państwowe magazyny są puste. Kryzys ma też pomóc zażegnać Białoruś, gdzie będą masowo szyte nowe mundury.

Ostatecznie można przewidywać, że część Rosjan pójdzie do boju w zwykłych kurtkach zimowych z AliExpress, skoro już dzisiaj w rosyjskich barakach brakuje skarpet (są onuce), mają miejsce walki o buty wśród zmobilizowanych i normą stały się oferty kredytowe specjalnie dla wysłanych na front. Pojawiają się nawet polowe namioty wykonane z folii i taśmy klejącej.

Błotny, a następnie śnieżny i mroźny koszmar, który czeka obie strony

Przyjście, jak i odejście mrozów z nad ukraińskich stepów, zawsze jest poprzedzone tzw. "rasputicą", o której szerzej pisała Karolina Modzelewska. Powoduje ona, że bezdroża lub drogi gruntowe stają się w zasadzie nieprzejezdne dla ciężkiego sprzętu, który musi się poruszać po stosunkowo łatwych do "pilnowania" drogach. Taka sytuacja będzie trwać do grudnia i dopiero później, jak lód zmrozi ziemię, znowu będzie możliwe operowanie ciężkim sprzętem po bezdrożach.

O ile dla czołgistów będzie to w pewnym względzie ułatwienie, to dla reszty żołnierzy piechoty będzie to istny koszmar. Przede wszystkim wszelki sprzęt będzie trudniejszy w użyciu, szczególnie w przypadku artylerii holowanej, co wydłuży czas zmiany jej pozycji. Ponadto ślady w śniegu, brak roślinności oraz wyższa delta temperaturowa między otoczeniem a ciepłem generowanym przez m.in. pojazdy lub indywidualnych żołnierzy polepsza działanie termowizji.

W takich warunkach próba ogrzania się np. ogniskiem może tylko ściągnąć ostrzał artyleryjski naprowadzany przez drona pokroju miniaturowego Bayraktara czy polskiego FlyEye'a lub wizytę snajperów z celownikami termowizyjnymi "polujących" na Rosjan.

Termowizja — kluczowa technologia i sposoby ochrony

Postępy w zakresie produkcji kamer termowizyjnych sprawiły, że w ostatnich latach stały się one małe, lekkie i stosunkowo tanie. W efekcie termowizja stała się krytycznym aspektem każdego nowoczesnego sprzętu wojskowego. Termowizory są powszechnie dostępne na rynku cywilnym, począwszy od komercyjnych dronów pokroju Anafi Thermal Parrot, po celowniki termowizyjne przeznaczone dla myśliwych.

W przeciwieństwie do noktowizji, którą da się pokonać poprzez m.in. zastosowanie specjalnych powłok i wzoru kamuflażu na umundurowaniu czy sprzęcie, to poradzenie sobie z termowizją jest dużo trudniejsze. Ta w skrócie opiera się na emisji ciepła w stosunku do otoczenia, a im większa różnica temperatur, tym lepiej, i jedynie gęste chmury lub mgła potrafią negatywnie wpłynąć na jej osiągi.

Jedynym sposobem pozostaje więc przechwycenie całego ciepła generowanego przez np. ciało człowieka wewnątrz ubrania lub postawienie przeszkody o temperaturze otoczenia pomiędzy chronionym punktem a termowizorem.

Pierwszym jest przetestowany przez Adama Gaafara INVISI-TEC IR, którego wewnętrzna warstwa materiału odbija ciepło z powrotem do jego źródła. Z kolei drugą metodą są płachty od np. Relv Eclipse lub siatki maskujące Berberys, które po zawieszeniu nad namiotem lub nad okopem potrafią go ukryć przed termowizją. Materiał jednak nie może mieć styku z maskowanym źródłem ciepła i musi mieć przewiew, aby się nie nagrzewać. Z tego względu siatka czy płachta musi być rozciągnięta np. na tyczkach nad namiotem czy stanowiskiem snajpera lub strzelca karabinu maszynowego.

Podobnie jest np. z podgrzewaniem racji żywnościowych za pomocą kuchenek typu Esbit, ponieważ gorące powietrze zniweczy efekt maskowania. Lepiej w tym przypadku sprawdzą się podgrzewacze chemiczne, które po dolaniu do nich wody generują ciepło (magnes i żelazo wchodzą w reakcję ze słoną wodą). Jednakże ostatnio pojawiły się podgrzewacze wykorzystujące w roli aktywatora powietrze.

Kolejną kwestią są bardzo popularne szczególnie wśród żołnierzy jednostek specjalnych, snajperów i strzelców wyborowych tłumiki dźwięku. Mimo iż w przypadku strzelania zwykłą amunicją naddźwiękową nie wygłuszają zbyt dobrze, to pozwalają wyeliminować błysk wystrzału poprzez ochłodzenie gazów prochowych, zanim te zostaną wypuszczone na zewnątrz. Efekt jest taki, że strzelec mniej "świeci się" w termowizji lub noktowizji.

Z kolei w przypadku pojazdów mamy wielozakresowe kamuflaże nakładane na pancerz czołgów bardzo przydatne podczas postoju na pozycji strzeleckiej. Drugą kwestią jest zastosowanie w nowszych lub modernizowanych czołgach dodatkowych małych generatorów tzw. APU (Auxiliary power unit), które pozwalają na zasilenie kluczowej elektroniki w czołgach pokroju np. systemu kierowania ogniem z termowizją przy wyłączonym silniku głównym.

Ogólnie rzecz biorąc, mały agregat o mocy do zazwyczaj 20 kW generuje znacznie mniej ciepła i zużywa mniej paliwa niż silnik główny. Takie dodatkowe generatory fabrycznie mają np. czołgi z rodziny T-80 oraz ukraińskie modyfikacje T-72 oznaczone jako AMT dostarczone w 2021 r. Takie generatory o mocy do 10 kW mają też darowane Ukrainie polskie PT-91 Twardy.

Gorzej wygląda kwestia podczas ruchu, kiedy sam ciężar czołgu powoduje, że zostawia on termiczne ślady gąsienic, ale aktualnie trwają prace nad pancerzem adaptacyjnym, którego powierzchnia jest chłodzona lub podgrzewana do temperatury otoczenia. Z drugiej strony system najpewniej wymaga dużo energii, przy której produkcji powstaje sporo ciepła, które trzeba jakoś odprowadzić.

Z tych względów raczej nie mamy co liczyć na ofensywę w stylu charkowskim, tylko walki przyjmą charakter pozycyjny, gdzie zwycięską stroną będzie ta bardziej nasycona termowizją oraz mająca lepsze możliwości ukrycia się przed nią. Szczególnie w tym przypadku istotny będzie dostęp do nowoczesnej odzieży ochronnej i wiedzy, jak z niej korzystać, co wskazuje na stronę ukraińską.

Przemysław Juraszek, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie