openSUSE Linux 10.3 - powrót do źródeł?

openSUSE Linux 10.3 - powrót do źródeł?02.10.2007 20:30
openSUSE Linux 10.3 - powrót do źródeł?

Jak deklaruje jeden z głównych deweloperów openSUSE, Andreas Jaeger, prace nad najnowszą edycją 10.3 zostały zakończone 27 września - i właśnie od tego dnia system kopiuje się na serwery lustrzane ( mirrory ) na świecie. Chwyciliśmy taką jeszcze gorącą i bardzo nieoficjalną wersję openSUSE 10.3 by sprawdzić, czy warto się nią w ogóle zainteresować. Naszym zdaniem to wydanie może zadecydować o przyszłych losach dystrybucji Linuksa spod znaku sympatycznego kameleona - jeśli będzie kiepskie, użytkownicy odwrócą się od systemu; jeżeli natomiast okaże się dobre, może pomóc openSUSE w zdobyciu licznej rzeszy zwolenników.

SUSE Linux w wersji 10.1 - czyli openSUSE przed zmianą nazwy - udostępniony 11 maja - http://www.pcworld.pl/news/93176.html 2006 roku był systemem całkiem porządnym, choć szybkość jego działania nie zachwycała. Instalacja dystrybucji trwała dłużej niż instalacji Visty na tym samym sprzęcie, lepiej wypadał nawet Aurox, nie wspominając już o Windows XP czy Ubuntu.

System jak zwykle miał problemy z dobraniem właściwej rozdzielczości i częstotliwości odświeżania monitora. Również winmodemy i niektóre karty Wi-Fi korzystające ze sterowników NdisWrapper nie chciały działać, bo nie zadbano o aktualizację wszystkich wchodzących w skład systemu pakietów. YaST - program o olbrzymich zasługach w zachęcaniu użytkowników Windows do spróbowania Linuksa - działał jak żółw chory na niedowład kończyn. Sytuacja była na tyle zła, że w PC World Komputerze 08/2006 zadecydowaliśmy o publikacji materiału "Przyspieszyć pingwina - http://www.pcworld.pl/artykuly/52488.html", w którym pokazywaliśmy, jak tuningować SUSE 10.1.

Z wersją 10.2 było już odrobinę lepiej - http://www.idg.pl/news/105114.html: system powstał po umowie Novella z Microsoftem ( która, notabene, przynosi temu pierwszemu niezłe profity - http://www.pcworld.pl/news/125565.html ) - a więc oczekiwano na niego z olbrzymią niecierpliwością - ale spora jego część wydawała się odrobinę niedopracowana. Dystrybucja startowała i działała szybciej niż 10.1, jednak ciągle nie mogła się równać z Ubuntu - http://www.pcworld.pl/news/101752.html, nie wspominając już o Debianie.

A teraz?

Zwykle darujemy sobie wstępy historyczne, tym razem jednak był on wyjątkowo istotny. Zgodnie z ankietą przeprowadzoną na portalu DesktopLinux.com, openSUSE obecny był na zaledwie 19 procentach komputerów osobistych internautów ( więcej w PC World Komputerze 11/2007 ). Również na witrynie DistroWatch.com dystrybucja spadła na trzecią pozycję po Ubuntu i, ciekawostka, PCLinuxOS.

Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem tej sytuacji jest fakt "obrażenia się" użytkowników na Novella. Z niedopracowanymi edycjami 10.1 i 10.2 korporacja popełniła dokładnie ten sam błąd, który zrobił Red Hat w przypadku Fedory - rozwijana przez społeczność dystrybucja stała się poligonem doświadczalnym dla komercyjnego Linuksa. A wiadomo, że na poligonie niewypały ( niewybuchy ) są na porządku dziennym.

Na podstawie nagłego spadku zainteresowania internautów Fedorą można próbować przewidywać, że jeśli openSUSE 10.3 nie okaże się naprawdę dobre, system wypadnie poza pierwszą, liczącą się trójkę, a z czasem również poza pierwszą dziesiątkę...

Co w openSUSE 10.3 piszczy?

System testowaliśmy na trzech platformach: w wirtualnej maszynie VMware z dyskiem 8 GB i 256 MB pamięci RAM, w komputerze z procesorem Pentium D 805, 1 GB pamięci RAM i kartą GeForce 7900GT oraz w laptopie z procesorem Celeron M 1,4 GHz, 512 MB pamięci RAM i zintegrowanym chipsetem graficznym i852/855GM. Duże obciążenie łączy internetowych w serwerach lustrzanych sprawiło, że nawet z najszybszego serwera pliki ISO z wersjami CD openSUSE pobierały się u nas z szybkością kilkunastu kilobajtów na sekundę. O edycji DVD mogliśmy tylko pomarzyć - nie zdołaliśmy jej zdobyć ani za pomocą protokołu HTTP, ani FTP, ani nawet z użyciem BitTorrenta.

Co gorsza: szybko okazało się, że plik ISO z instalacją wykorzystującą środowisko GNOME jest uszkodzony. Próby kopiowania go z innych serwerów nie przyniosły spodziewanych rezultatów, dlatego postanowiliśmy przetestować jedynie edycję z KDE, do której ręcznie doinstalowaliśmy środowisko GNOME i polskie pliki lokalizacyjne.

Z tego powodu nawet zapalonym miłośnikom openSUSE doradzamy wstrzymanie się do czwartku, 4.10, gdy będzie miała miejsce oficjalna premiera dystrybucji. Warto to zrobić choćby dlatego, że w repozytoriach ciągle jeszcze znajdują się paczki skompilowane z myślą o wersji beta - o czym zresztą system poinformuje nas w trakcie instalacji.

Garść technikaliów: w systemie pracuje kernel 2.6.22.5, OpenOffice dostępny jest w wersji 2.3.0.1.2, Mozilla Firefox - 2.0.0.6, AppArmor - 2.1, GNOME - 2.20, KDE - 3.5.7 i 3.9x ( zapowiedź edycji 4.0 ).

Pierwszy spacer po systemie

Jako że pierwszą ( chronologicznie patrząc ) instalację przeprowadzaliśmy na notebooku, w oczy rzuciła nam się możliwość wyboru dwóch sterowników do chipsetu graficznego ( "i810" i "intel" ) - domyślnie zainstalował się ten pierwszy. I dobrze, bo stary i810 nie potrafił rozpoznać rozdzielczości monitora podpiętego do gniazda VGA laptopa.

Podobna sytuacja miała miejsce podczas próby uruchomienia karty Wi-Fi Intela. Starszy sterownik ipw3945 nie powinien mieć problemów z sieciami z wyłączonym rozgłaszaniem SSID, ale nie zadziała po uśpieniu i obudzeniu laptopa. Nowy, iwlwifi, odwrotnie - nie będzie w stanie zobaczyć ukrytych sieci, ale za to można go stosować z trybami oszczędzania energii, wliczając w to usypianie i hibernację sprzętu ( dodatkowe informacje w pliku Release Notes ). Sprawdziliśmy też starą, dobrą kartę DWL-G520 firmy D-Link zbudowaną w oparciu o chipset Atheros. Niestety, mimo naszych prób połączenie się z jakąkolwiek siecią nie było możliwe. Nie udało nam się sprawdzić, skąd brał się się problem.

Co ważne, wreszcie udało nam się uruchomić wbudowany w notebook winmodem. W poprzednich wersjach niby był wykrywany i niby działał, ale w ostatniej chwili zawsze coś zawodziło w konfiguracji... To dobry znak dla użytkowników, którzy trzymają na dysku Windows tylko po to, by nie odcinać się od świata podczas wojaży po Polsce i świecie.

W trakcie przechadzki po drzewie katalogów openSUSE 10.3 rzuciła nam się w oczy ciekawa zmiana: "stare" KDE z serii 3.x umieszczone jest standardowo w _ /opt _, natomiast biblioteki KDE4 i GNOME lądują już w _ /usr/share _. Zmiana może niewielka, ale z pewnością korzystna.

W dokumencie podsumowującym informacje o wydaniu ( ang. Release Notes ) zwrócono również uwagę na nazewnictwo dysków: to co spędzało sen z powiek użytkownikom Ubuntu podczas upgrade z edycji 6.10 do 7.04 ( kłopoty z wpisami w pliku _ fstab _ ), również tutaj może przyczynić się do niewielkich problemów - dyski nie są już symbolizowane przez _ /dev/hdX _, ale pojawiają się jako _ /dev/sdX _.

Wrażenia

Po pierwszej godzinie testów mieliśmy całkowitą pewność co do jednego: openSUSE 10.3 nie da się używać na komputerze z 256 MB pamięci RAM i procesorem taktowanym zegarem 800 MHz ( środowisko KDE ). 512 MB i 1,3 GHz należy uznać za całkowite minimum, poniżej którego kończy się praca, a zaczyna udręka.

Za największą zmianę należy chyba uznać wykorzystanie bibliotek libzypp wykorzystywanych przez Zypp ( zypper ). Ta aplikacja ma sprawić, że użytkownicy dosłownie zakochają się w systemie: łącząc funkcje YaST-a z pakietem libredcarpet Novell chciał sprawić, że oprogramowanie da się zainstalować za pomocą jednego kliknięcia. Na razie zypper nie ma żadnego rozsądnego interfejsu, a w trybie tekstowym jego możliwości są zbliżone do narzędzia apt-get znanego z Debiana i Ubuntu. Ale nikomu nie powinno to przeszkadzać - gdy tylko Novell przygotowuje zbiór stron-podręczników dotyczących ( open )SUSE, na pewno pojawią się na nich odsyłacze do archiwów instalowanych za pomocą jednego kliknięcia w odsyłacz na stronie.

Koniec z pracowitym przepisywaniem kolejnych linijek - klikasz i masz! Wobec olbrzymiego zainteresowania użytkowników efektami 3D ładniejszymi niż w Viście - patrz PC World Komputer 11/2007 - oraz integracją Compiz Fusion z Ubuntu 7.10, postanowiliśmy sprawdzić, jak w kwestii wodotrysków na pulpicie radzi sobie openSUSE 10.3. Szybko dowiedzieliśmy się, że w systemie znalazł się Compiz w wersji 0.5.4 ( szkoda że nie 0.6.0, który jest stabilniejszy ), natomiast dodatkowe wtyczki z pakietu Compiz Fusion oraz tak często wykorzystywanego przez miłośników Beryla Emeralda trzeba zainstalować na własną rękę.

Administratorzy systemów z pewnością ucieszą się z AppArmora 2.1, który pojawił się zarówno w openSUSE 10.3, jak i Ubuntu 7.10. Zwykłego, szarego użytkownika ten moduł raczej nie zainteresuje. Tworzenie profili aplikacji, choć prostsze niż w SELinuksie, ciągle nie należy do najłatwiejszych zadań.

Podsumowanie

Wydaje nam się, że jeszcze za wcześnie na rzetelne podsumowanie obejmujące wszystkie aspekty działania openSUSE 10.3. Wersję ostateczną wykorzystywaliśmy przez niecałą dobę, wersje testowe - przez trzy tygodnie ( wcześniej nie nadawały się do codziennej pracy ). W ciągu najbliższych dni w Internecie z pewnością pojawią się doniesienia użytkowników instalujących system na rozmaitych platformach ( dotyczy to szczególnie edycji x64 ) - radzimy na nie poczekać.

Naszym zdaniem openSUSE 10.3 nie rzuca na kolana i raczej trudno uznać go za symboliczny powrót do wspominanych z rozrzewnieniem edycji 9.x. Ot, dostaliśmy kolejną wersję openSUSE, w której kilka elementów usprawniono ( szybszy start systemu, nowszy kernel i większa liczba sterowników modułów Wi-Fi i Bluetooth ), jednak żaden dramatyczny przewrót się nie dokonał. Spośród nowinek zauroczył nas tylko "One-Click-Install", czyli instalacja paczek po kliknięciu w odsyłacz na stronie. Pytanie tylko, czy takie ułatwienie nie zachęci cyberprzestępców do tworzenia fikcyjnych stron z rootkitami, które obiecają użytkownikowi złote góry, żeby tylko zdecydował się na ich instalację?...

Z drugiej strony początkujący miłośnik Linuksa przechodzący z Windows XP czy Visty raczej na openSUSE 10.3 się nie zawiedzie, ba, powinien być z niego nawet zadowolony. Niemal wszystko działa z pudełka, środowisko KDE, choć z brzydkimi fontami, też pracuje sprawnie. System na pewno warto przetestować i zdecydować, czy warto było na niego czekać - w końcu już za kilka dni kolejna premiera, wielkimi krokami zbliża się Ubuntu 7.10.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)