Zmagania z historią

Zmagania z historią
Źródło zdjęć: © WP.PL

25.04.2008 08:30, aktual.: 25.04.2008 09:47

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Reputacja i dorobek w każdym zawodzie są ważne. W marketingu pewnie ważniejsze, niż na przykład w zawodzie księgowego ( nie lubię księgowych ), bo udowadniają nasze doświadczenie, wyobraźnię, zawodowe umiejętności. Bez tego nie nas nie ma. Jeśli nie pracujemy dla pieniędzy, to tym bardziej chcemy, żeby w projektach, którym poświęciliśmy swój czas - a zatem swoją wyobraźnię, duszę, fantazję, coś po nas pozostało.

Rzadko mi się zdarza pracować i nie brać za to kasy. Tym bardziej więc z dumą opowiadałam, że przez kilka miesięcy uczestniczyłam w powstawaniu unikalnego projektu, który ma na celu promocję starej warszawskiej Pragi. Projekt był raczej społeczny, stało za nim stowarzyszenie, ale tak naprawdę każdy dawał, co miał. Wiedzę, czas, obecność. Ja do tego dołożyłam jeszcze meble, bo akurat miałam. Robiłam stronę internetową, bo nie było na webmastera, projektowałam ulotki, bo nie było na grafika. Nie było doskonałe, bo nie jestem doskonała, ale było.

Z projektu Infopraga po pół roku wygoniła mnie szara rzeczywistość. Nikt nie chciał się dorzucać do mojego czynszu - niestety. Z offowych klimatów życia kulturalnego z pewnym żalem wróciłam zatem do normalnego kapitalistycznego obyczaju polegającego na tym, że bierze się pieniądze za wykonywaną pracę. Czasem, przy okazji rozmów o projektach dotyczących marketingu terytorialnego, opowiadałam moje praskie doświadczenia. Aż pewnego wieczoru zajrzałam na stronę internetową projektu i odkryłam, że nigdy mnie tam nie było. Zwłaszcza z okazji rocznicowych obchodów strona wyczerpująco informowała, kto i co w Infopraga. Stąd dowiedziałam się, że ja nie.

Już kilka razy w zawodowym życiu tę sytuację przeżyłam. Byłam, a potem nie byłam. Robiłam, a potem dowiadywałam się, że się samo zrobiło. Głupie uczucie - kiedy mi się to zdarza, zaczynam rozumieć schizofreników, że mogą mieć jakieś problemy. Kiedy byłam młodsza, machałam ręką. Ale teraz jakoś mi się zrobiło i dziwnie, i przykro, bo co komu zależy? Faktur nie wystawiam, nie przypisuję sobie osiągnięć, które nie były moje. Więc dlaczego? Co komu przeszkadza, zostawić mnie w historii, jako jedno ze wspomnień?

Odkryłam, że się nie zgadzam. Zadzwoniłam, mówiąc, że mi przykro. Minęły dwa dni i na stronie Infopraga pojawiła się informacja, że Infopraga mi dziękuje. Tak naprawdę, to wcale nie chciałam, żeby mi dziękowała. Prościej było nie ruszać - zostawić mnie jako kawałek historii. Pracowałam, bo chciałam, a nie żeby mi ktoś dziękował. Ale skoro już są podziękowania, to korzystając z forum mojego bloga chciałam tą drogą uprzejmie podziękować dyrekcji Praskiego Punktu Informacji Turystycznej i Kulturalnej za to, że mi dziękuje.

Źródło artykułu:idg.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)