Europejska Tarcza. Polska zrezygnowała, ale może wrócić do rozmów

Stary system przeciwlotniczy S-125 Newa - Polska przekazała tę broń Ukrainie
Stary system przeciwlotniczy S-125 Newa - Polska przekazała tę broń Ukrainie
Źródło zdjęć: © WZE
Łukasz Michalik

10.11.2023 13:40, aktual.: 10.11.2023 15:27

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Inicjatywa Europejskiej Tarczy Antyrakietowej (ESSI), zaproponowana przez Niemcy, skupia obecnie 19 państw. Choć grono to jest otwarte dla nowych chętnych, polski rząd zdecydował swego czasu o samodzielnej budowie zdolności antyrakietowych i przeciwlotniczych, co wywołało krytyczne komentarze części polityków opozycji. Czym jest ESSI i czym różni się od Tarczy Polski?

ESSI (European Sky Shield Initiative) to zaproponowana w 2022 r. przez Niemcy inicjatywa, której celem jest wspólne budowanie przez państwa europejskie zdolności przeciwlotniczych i przeciwrakietowych.

Inicjatywa ta wydaje się polityczną odpowiedzią na doświadczenia płynące z Ukrainy – pojawiła się bezpośrednio po okresie bardzo intensywnych, rosyjskich ataków na ukraińską infrastrukturę. Jest zarazem próbą możliwie szybkiego odbudowania europejskich zdolności w zakresie obrony przeciwlotniczej.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zdolności te przez ostatnie dziesięciolecia zostały w większości państw Starego Kontynentu poważnie zaniedbane. Dobitnym dowodem są opinie ekspertów, choćby komentatora wojskowego Jarosława Wolskiego. Według nich, przed rosyjskim atakiem najsilniejszą, choć nie najnowocześniejszą, obroną przeciwlotniczą w Europie dysponowała Ukraina.

Do ESSI w momencie jej ogłoszenia dołączyło 15 krajów: Belgia, Bułgaria, Czechy, Estonia, Finlandia, Holandia, Litwa, Łotwa, Niemcy, Norwegia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Węgry i Wielka Brytania. Ich lista w kolejnych miesiącach zwiększyła się o Danię, Szwecję, a także – neutralne – Austrię i Szwajcarię.

Daje to łącznie 19 państw europejskich. Znamienny jest tu brak tak dużych krajów jak Francja, Hiszpania czy Włochy.

Tarcza Polski i ESSI nie wykluczają się

Brak udziału Polski stał się osią sporu politycznego. Wynik wyborów sprawił, że wpływ na dalszy rozwój Tarczy Polski i nasz ewentualny udział w ESSI (jedno nie wyklucza drugiego) zyskali politycy, którzy do tej pory krytykowali brak polskiego zaangażowania w międzynarodową inicjatywę.

Próbę podsumowania głosów w tej sprawie podjął serwis Defence24. Analiza publicznych wypowiedzi jednoznacznie wskazuje, że zmiana stanowiska Polski w sprawie ESSI jest możliwa wraz z powyborczą zmianą ekipy rządzącej.

Kluczowym celem ESSI nie jest obecnie tworzenie jakiegoś ponadpaństwowego systemu obrony powietrznej (bo taki przecież już od dawna istnieje w ramach NATO), ale standaryzacja sprzętu i koordynacja zakupów. To działania pozwalające – dzięki efektowi skali – obniżyć jednostkową cenę różnych systemów czy pocisków, a także koszt ich obsługi i serwisowania.

Nakładają się na to gospodarcze interesy różnych państw, produkujących – jak Niemcy (IRIS-T SLM) czy Wielka Brytania (CAMM) – najnowocześniejsze w swojej klasie systemy przeciwlotnicze na świecie.

Warto w tym kontekście zauważyć, że np. program Narew zakłada licencyjną produkcję przez polski przemysł pocisków z rodziny CAMM i wspólne prace Polski i Wielkiej Brytanii nad nowym pociskiem CAMM-MR o zasięgu rzędu 100 km.

Europejska Tarcza nie jest przy tym alternatywą dla krajowych programów modernizacyjnych, prowadzonych niezależnie przez uczestniczące w niej państwa.

Przykładem są choćby kraje skandynawskie, którym udział w ESSI nie przeszkadza w samodzielnym wzmacnianiu obrony przeciwlotniczej. Obecność w międzynarodowym gremium pozwala im jednak na współuczestnictwo w podejmowaniu decyzji, rzutujących na obronność całego kontynentu.

Tarcza Polski i RSSI – kluczowe różnice

Jednocześnie warto podkreślić – co w ferworze politycznej dysputy wydaje się często ginąć – że ESSI i Tarcza Polski nie są różnymi wersjami tej samej koncepcji budowy wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej. Wynika to z faktu, że trzy warstwy ESSI nie są tożsame z trzema warstwami Tarczy Polski, a każda z inicjatyw inaczej wskazuje kluczowe zagrożenia.

ESSI obejmuje warstwy, które umownie można nazwać systemami krótkiego i średniego zasięgu oraz obroną balistyczną – decyzje w kwestii systemów bardzo krótkiego zasięgu (VSHORAD) zostały tu pozostawione władzom poszczególnych państw.

Tarcza Polski to systemy bardzo krótkiego, krótkiego i średniego zasięgu – pozyskiwane odpowiednio w ramach programu Pilica (i innych), Narew i Wisła – bez warstwy najwyższej. Aby w naszych warunkach miała sens, kluczowe jest najpierw zbudowanie zdolności w warstwach niższych.

Słuszność takiego punktu widzenia potwierdzają doświadczenia z Ukrainy, gdzie największym wyzwaniem okazują się nie rosyjskie ataki pociskami balistycznymi, ale pociski manewrujące i roje małych, tanich dronów.

Nie bez znaczenia jest tu również geografia. Inaczej priorytetyzuje zagrożenia kraj oddalony od potencjalnej linii walk, a inaczej kraj frontowy (jak Polska).

Obrona przeciwlotnicza wyłączona z politycznego sporu?

Najgorsze, co może spotkać polską obronę przeciwlotniczą, to upolitycznienie sporu o jej kształt, finansowanie i kierunki rozwoju. Wojna w Ukrainie dobitnie pokazała, że nowoczesne, skuteczne systemy przeciwlotnicze – choć nie prezentują się na paradach wojskowych tak efektowne jak czołgi, artyleria czy samoloty – są warunkiem przetrwania zarówno sił zbrojnych, jak i krytycznej dla funkcjonowania kraju infrastruktury.

Choć sytuacja Ukrainy, której lotnictwo zostało niemal całkowicie zniszczone, jest odmienna od prawdopodobnej sytuacji broniącego się przed atakiem państwa członkowskiego NATO, doświadczenia naszego wschodniego sąsiada, wskazujące na ogromną rolę obrony przeciwlotniczej, są nie do przecenienia.

Nowoczesna obrona przeciwlotnicza nie gwarantuje Polsce czy żadnemu innemu państwu zwycięstwa w wojnie. Jej brak – zwłaszcza w sytuacji, gdy własna lub sojusznicza przewaga w powietrzu zostałaby w jakiś sposób zachwiana – jest jednak gwarantem przegranej.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także