USA mają mniejszą marynarkę wojenną od Chin. Pekin buduje oceaniczną flotę

Chiński lotniskowiec Fujian (wizualizacja)
Chiński lotniskowiec Fujian (wizualizacja)
Źródło zdjęć: © YouTube
Łukasz Michalik

28.02.2023 13:53, aktual.: 06.01.2024 08:30

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

"Chiny mają więcej okrętów od nas i budują je szybciej" – stwierdził Carlos Del Toro, sekretarz marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. W czasie, gdy Ameryka boryka się z kilkoma nieudanymi programami rozbudowy floty, Pekin konsekwentnie buduje swoją morską potęgę, która w statystykach prezentuje się imponująco. Ale liczby – choć ważne - nie mówią wszystkiego.

Oto #HIT2023. Przypominamy najlepsze materiały minionego roku.

Przez dziesięciolecia chińska marynarka wojenna była – podobnie jak całe siły zbrojne – liczna, jednak prymitywna pod względem technicznym. Zmiany jakościowe rozpoczęły się w ostatniej dekadzie poprzedniego wieku, a techniczna modernizacja sił zbrojnych, wsparta środkami zapewnianymi przez imponujący wzrost gospodarczy, w ciągu ćwierćwiecza wyniosła chińską marynarkę wojenną do roli kluczowego rywala US Navy.

Ukoronowaniem długiego procesu, jaki przeszła chińska flota, był 18 czerwca 2022 roku, gdy w szanghajskiej stoczni Jiangnan zwodowano okręt Fujian – trzeci chiński lotniskowiec.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Dwa poprzednie lotniskowce Chin – Liaoning i Shandong - to jednostki, zbudowana na bazie starego, radzieckiego projektu. Liaoning powstał na kadłubie, zbudowanym jeszcze w czasach ZSRR (był to okręt Ryga/Wariag – bliźniacza jednostka jedynego rosyjskiego lotniskowca, Admirała Kuzniecowa), a Shandong – choć zbudowany od podstaw w Chinach – był rozwinięciem starego projektu.

Nowy chiński lotniskowiec

Fujian, jedyny reprezentant typu 003, jest konstrukcją całkowicie chińską, a pod względem rozmiarów, zastosowanych rozwiązań i możliwości góruje nie tylko nad starszymi, poradzieckimi konstrukcjami, jak chiński Liaoning czy indyjski Vikramaditya.

Chiński lotniskowiec ma ponad dwukrotnie większą wyporność od francuskiego, atomowego lotniskowca Charles de Gaulle, a wielkością i możliwościami góruje nad najnowszymi, brytyjskimi lotniskowcami typu Queen Elizabeth. Jak stwierdził jeden z amerykańskich analityków, Robert Farley, Fujian jest największym i najbardziej zaawansowanym lotniskowcem, jaki kiedykolwiek zbudowano poza Stanami Zjednoczonymi.

W tej kwestii Chiny nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa – budują kolejny lotniskowiec, tym razem typu 004. Choć chińskie lotniskowce mają na razie konwencjonalny napęd, niewykluczone są docelowe prace nad okrętami tej klasy z napędem jądrowym.

Chińskie lotniskowe są dobrym przykładem tego, jak Państwo Środka stopniowo zdobywa kompetencje w dziedzinie budowy najbardziej zaawansowanych okrętów wojennych – zaczynając od kupienia obcej jednostki, którą tylko ukończono własnymi siłami, poprzez zbudowanie udoskonalonej kopii, po własny projekt, wykorzystujący zdobyte wcześniej doświadczenia.

Morska potęga

Co więcej, jest to jednostka typu CATOBAR – czyli lotniskowiec o największych możliwościach, z samolotami startującymi przy pomocy katapulty i lądującymi z pomocą aerofiniszerów – lin hamujących, o które lądujący samolot zaczepia wysuwanym hakiem, co pozwala na zatrzymanie na bardzo krótkim dystansie.

Obecnie tylko trzy kraje eksploatują i mają zamiar budować w przyszłości lotniskowce tego typu. Pozostałe – w tym Wielka Brytania – zadowalają się lotniskowcami przystosowanymi do obsługi samolotów pionowego/skróconego startu i lądowania (V/STOL), albo wyposażonymi w specjalną rampę (lotniskowce STOBAR). Ułatwia ona start samolotów, ale maszyny startujące w ten sposób mają zazwyczaj ograniczoną masę, a w konsekwencji mniejszy zapas paliwa lub uzbrojenia.

Dziesiątki nowych okrętów

Docelowo – do 2035 roku – Chiny mają ambicje dysponować sześcioma lotniskowcowymi grupami uderzeniowymi, korzystającymi z lotniskowców typu 003 i 004.

Jednocześnie trzeba podkreślić, że plany te mogą pozostać jedynie na papierze – budowa czwartego chińskiego lotniskowca jest mocno opóźniona i nie wiadomo, czy i w jakim tempie będą powstawały kolejne jednostki tej klasy.

Niszczyciel typu 052D Luyang III
Niszczyciel typu 052D Luyang III© China Defense

Program lotniskowców to tylko przykład intensywnych prac nad rozbudową chińskiej floty, zasilanej dziesiątkami niszczycieli typu 052D Luyang III (docelowo 37 jednostek), fregat typu 054A Jiangkai II (w budowie seria 50 jednostek) czy mniejszymi korwetami typu 056A Jiangdao (w budowie seria 72 jednostek).

Działania daleko od brzegu

Dzięki nowoczesnym okrętom chińska marynarka wojenna w XXI wieku zmieniła swój charakter z przybrzeżnej, skupionej na działaniach w oparciu o lądową infrastrukturę i wsparcie z kontynentu, na flotę oceaniczną, nawiązującą do tradycji XV-wiecznej floty admirała Zheng He. Dowodem ambicji Pekinu są wizyty chińskich jednostek w różnych częściach świata, wspólne z Rosją manewry blisko amerykańskiego wybrzeża, rejsy blisko bazy Guam czy demonstracje siły w rejonie Wysp Japońskich.

Wszystko to pokazuje zdolność chińskiej marynarki wojennej do działania poza tzw. pierwszym łańcuchem wysp, zamykającym od wschodu morza Wschodnio- i Południowochińskie i intensywnie przez Chiny militaryzowanym – na tym obszarze Chiny budują sztuczne wyspy, zmieniając ledwo wystające nad fale atole w bazy wojskowe.

Chińskie ambicje sięgają jednak znacznie dalej – Pekin dąży do rozszerzenia swojej kontroli do tzw. drugiego łańcuchu wysp, rozciągającego się od Japonii, przez Mariany, po Nową Gwineę. Celem tych działań jest maksymalne odsunięcie Stanów Zjednoczonych (baz, infrastruktury i możliwego do wykorzystania zaplecza) od kontynentu, a w konsekwencji osłabienie pozycji USA na Indo-Pacyfiku.

Inwazja na Tajwan

Od dziesięcioleci za oś potencjalnego konfliktu pomiędzy Chinami i USA uważany jest Tajwan, czyli Republika Chińska. Wyspa jest uznawana przez Pekin za zbuntowaną prowincję, a groźby siłowego "zjednoczenia" formułowane są regularnie od dziesięcioleci. Do niedawna były one jednak czysto teoretyczne, bo Chiny nie dysponowały odpowiednio dużą liczbą środków przeprawowych, aby ewentualna inwazja mogła odnieść skutek.

W ostatnich latach również i ten problem został przez Chińczyków rozwiązany. Niezależnie od budowy nowoczesnych okrętów desantowych, w Chinach przeprowadzono udane testy ramp, które można zamontować na zwykłych, cywilnych promach.

Dzięki tym rampom cywilne jednostki zyskują zdolność desantowania wojskowych amfibii, a ponieważ statków tego typu są setki to – po ich zmilitaryzowaniu – Chiny w bardzo krótkim czasie mogą zyskać możliwość jednoczesnego przerzucenia przez Cieśninę Tajwańską bardzo dużych sił.

Problemy chińskiej marynarki wojennej

Choć rozwój chińskiej floty jest imponujący, nie można zapominać o trapiących ją problemach. Obok wspomnianych już opóźnień, związanych z programem budowy lotniskowców, warte uwagi są także kłopoty związane z jakością produkowanego sprzętu.

Wprawdzie cenzura skutecznie odcina dostęp do informacji na temat sytuacji w chińskiej flocie, pewien obraz dają doświadczenia z eksploatacji nowoczesnych, chińskich okrętów, zamówionych przez Pakistan.

Cztery fregaty F-22P Zulfiquar miały być trzonem pakistańskiej marynarki wojennej, tymczasem – choć ich dane techniczne prezentują się bardzo obiecująco – w praktyce fregaty Zulfiquar okazały się pływającym złomem, co w połowie 2022 roku udało się ustalić włoskiemu Centrum Studiów Geopolitycznych i Stosunków Międzynarodowych.

Ich główne uzbrojenie - chińskie rakiety przeciwokrętowe YJ-83 – nie było w stanie namierzyć celów, radary nie działały poprawnie, a żyjący własnym życiem system stabilizacji sprawiał, że cumowanie oznaczało ryzyko uszkodzenia okrętu. Wadliwie zaprojektowano także siłownię, sonary pokazywały kontakty-widma, a chińska kopia rosyjskiej armaty AK-176 nieustannie się psuła. Do tego szwankował chiński serwis okrętów.

Kolejnym problemem – tym razem już z chińskiego podwórka – jest coraz bardziej opóźniony program budowy systemu HQ-26, który miał zapewnić chińskiej flocie przeciwlotniczą i przeciwbalistyczną ochronę. Choć Chiny mają inne, starsze systemy, to właśnie HQ-26 miał oferować skokowy wzrost możliwości. Na razie pozostaje to w sferze planów.

Zdjęcie satelitarne jednej z chińskich makiet
Zdjęcie satelitarne jednej z chińskich makiet© U.S. Naval Institute

Te rysują się bardzo poważnie, zważywszy na fakt, że w głębi kontynentu Chiny zbudowały makiety amerykańskich lotniskowców i okrętów innych typów. Prawdopodobnie jest to lądowy poligon, służący testowaniu broni i różnego rodzaju rozwiązań, pomocnych podczas ewentualnej walki z amerykańską flotą.

Walka o dominację

USA nie bagatelizują chińskich zamierzeń, czego dowodem jest wzrost finansowania amerykańskiej infrastruktury w regionie. Przeprowadzone w 2023 roku gry wojenne wykazały, że ewentualny konflikt z Chinami może oznaczać dla USA bardzo wysokie straty, z utratą lub wyłączeniem z walki dziesiątek okrętów, w tym lotniskowców, jednak ostatecznie jest on dla Ameryki możliwy do wygrania.

Z punktu widzenia Waszyngtonu to – mimo niepokoju spowodowanego chińskimi zbrojeniami – budujące wnioski, zwłaszcza w kontekście zamykającego się okna czasowego, w którym Chiny mogą próbować rzucić Ameryce wyzwanie.

Jest ono coraz mniejsze z powodu gwałtownego starzenia się chińskiego społeczeństwa, skutkującego lawinowym spadkiem liczby osób zdolnych do pracy (problem chińskiej demografii szczegółowo porusza artykuł "Celujcie w głowę. Generał z USA wieszczy konflikt z Chinami"). Być może to nie lotniskowcowe grupy uderzeniowe, ale liczba obywateli w wieku produkcyjnym przesądzi o tym, kto zdobędzie albo umocni swoje panowanie na Indo-Pacyfiku.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (101)