Pływające muzeum. Polskie fregaty rakietowe mają już ponad 40 lat

Fregata ORP "Gen. T. Kościuszko"
Fregata ORP "Gen. T. Kościuszko"
Źródło zdjęć: © Lic. CC BY-SA 3.0, Mody1234, Wikimedia Commons
Łukasz Michalik

06.06.2023 14:20, aktual.: 06.06.2023 15:12

Rozpoczęły się manewry BALTOPS 2023. Polskę reprezentuje – obok korwety ORP "Ślązak" i okrętu transportowo-minowego ORP "Toruń" - największa obecnie jednostka naszej Marynarki Wojennej. To jedna z dwóch fregat typu Oliver Hazard Perry, ORP "Gen. T. Kościuszko". Okręt wymaga pilnego zastąpienia, jednak nad programem Miecznik, mającym zapewnić Polsce nowe fregaty, zebrały się czarne chmury.

BALTOPS to cykliczne, organizowane przez NATO manewry morskie, prowadzone na Bałtyku od lat 70. XX wieku. Początkowo miały na celu przygotowanie państw Sojuszu do obrony cieśnin duńskich przed siłami Układu Warszawskiego.

Z czasem manewry przybrały formę międzynarodowych ćwiczeń, otwartych także dla państw spoza NATO. Dość wspomnieć, że w latach 90. brały w nich udział m.in. okręty rosyjskie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Obecnie celem BALTOPS jest zgranie załóg uczestniczących okrętów i podniesienie poziomu współpracy pomiędzy marynarkami wojennymi krajów NATO, jak i państw spoza Sojuszu, uczestniczących w Partnerstwie dla Pokoju.

Reprezentacja na BALTOPS 2023

Największym reprezentantem polskiej Marynarki Wojennej podczas tegorocznej edycji manewrów jest fregata ORP "Gen. Tadeusz Kościuszko". To okręt wydelegowany wcześniej przez Polskę do SNMG1 (Standing NATO Maritime Group 1) – stałego zespołu okrętów NATO, złożonego z większych jednostek klasy niszczyciela czy fregaty. Istnienie takiego zespołu (a także bliźniaczego SNMG2) umożliwia Sojuszowi natychmiastową reakcję na różnego rodzaju zagrożenia.

Zaangażowanie polskiej fregaty w działania SNMG1 i manewry BALTOPS bywa – m.in. przez polityków – przedstawiane jako sukces i dowód siły polskiej Marynarki Wojennej. Niestety, nie jest to w pełni prawda.

Pomostowe fregaty rakietowe

W polskiej Marynarce Wojennej służą dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry. Zostały przekazane Polsce przez Stany Zjednoczone na początku wieku – w 2000 roku ORP "Gen. K. Pułaski" (były USS "Clark"), a w 2002 r. ORP "Gen. T. Kościuszko" (były USS "Wadsworth").

Plany były wówczas bardzo ambitne – ruszała m.in. budowa korwety Gawron (dzisiejszy ORP "Ślązak"), która miała być pierwszą z serii siedmiu korwet projektu 621. Dlatego od początku zakładano (podobnie, jak w przypadku okrętów podwodnych typu Kobben), że jest to tzw. rozwiązanie pomostowe.

Stare okręty miały umożliwić Polsce szkolenie załóg i utrzymanie gotowości personelu, a zarazem zapewnić nieco czasu na zakup lub budowę docelowych, nowoczesnych jednostek. Ich pozyskanie było wówczas oczywistością, bo obie amerykańskie fregaty już w momencie przekazania nie były nowoczesnymi, perspektywicznymi okrętami.

Okręty typu Oliver Hazard Perry

Fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry zostały opracowane w Stanach Zjednoczonych w latach 70. XX w. W tej samej dekadzie pierwsze jednostki zaczęły wchodzić do służby, stając się z czasem prawdziwymi wołami roboczymi amerykańskiej floty – powstało w sumie 71 okrętów tego typu, z czego część trafiła do odbiorców zagranicznych, jak Tajwan, Turcja czy Hiszpania.

Cztery amerykańskie fregaty typu Oliver Hazard Perry
Cztery amerykańskie fregaty typu Oliver Hazard Perry© Domena publiczna | PH1 Terry Cosgrove

Jednostki te już na etapie projektu powstawały jako niskokosztowe – przeznaczone głównie do działań eskortowych i zwalczania okrętów podwodnych. Stąd na ich pokładach znalazło się miejsce dla dwóch śmigłowców, w tym przypadku dokupionych przez Polskę SH-2G Super Seasprite.

Problem z eksploatacją

Pojawienie się dwóch fregat wzmocniło polską Marynarkę Wojenną, ale zarazem stało się dla niej ograniczeniem. Wynikało to z faktu, ze na okrętach znajdowały się systemy uzbrojenia nieeksploatowane przez Polskę, jak choćby pociski przeciwokrętowe Harpoon, których realne znaczenie – w sytuacji, gdy mieliśmy tylko kilkanaście egzemplarzy z kończącymi się resursami – było iluzoryczne.

Problemem okazały się także śmigłowce pokładowe. Seasprite’y zostały wycofane z marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych już w 2001 roku. Tymczasem Polska musiała serwisować te maszyny i utrzymywać je w służbie, co wiązało się z rosnącymi kosztami.

O tym, jak poważnym problemem stało się utrzymywanie w służbie starych okrętów i ich wyposażenia, dobitnie świadczy fragment analizy zamieszczonej w branżowym magazynie "Nowa Technika Wojskowa" w 2010 roku – a zatem już prawie 13 lat temu.

"Coraz głośniej zaczyna się mówić o planach wydłużenia okresu eksploatacji polskich fregat typu Oliver Hazard Perry do 2025 roku (!). Decyzja ta mogłaby śmieszyć, gdyby nie była dowodem, w jak tragicznej sytuacji znajduje się nasza Marynarka Wojenna" - słowa te nie pozostawiają wątpliwości, że fregaty OHP już kilkanaście lat temu były raczej balastem, niż atutem polskiej Marynarki Wojennej.

Program Miecznik – nowe fregaty dla Polski

W podobnym tonie przez ostatnich kilkanaście lat utrzymane były komentarze dotyczące przedłużania eksploatacji starych śmigłowców, kondycji pocisków Harpoon czy w końcu sensu remontowania starych fregat. Próbą rozwiązania tej sytuacji stał się prowadzony od 2013 roku program Miecznik, który w 2022 roku doprowadził do podpisania umowy na nowe, polskie fregaty.

Plan zakłada budowę co najmniej trzech okrętów tej klasy, budowanych wspólnie z Wielką Brytanią i bazujących na projekcie Arrowhead 140, będący bazą m.in. dla brytyjskich fregat typu 31.

Sam pomysł pozyskania fregat jest pozytywnie oceniany przez ekspertów, podobnie jak wstępnie proponowane wyposażenie tych okrętów. Planowane rozpoczęcie budowy pierwszego z nich – tzw. cięcie blach – zostało potwierdzone na sierpień 2023 roku (planowane wodowanie ma nastąpić w roku 2025, a wejście do służby – w 2028).

Niepokojący jest jednak problem rosnących kosztów budowy – oficjalnie boryka się z nimi Wielka Brytania, której władze są zmuszone renegocjować z producentem fregat typu 31 kwestie finansowe, gdyż wartość okrętów miała wzrosnąć nawet o 40 proc. Cena trzech Mieczników, określana oficjalnie przez polskie władze na 1,4 mld funtów, może okazać się w tym kontekście mocno zaniżona.

Zwłaszcza, że sam kadłub okrętu to zaledwie ułamek kosztów budowy – lwią część pochłaniają systemy uzbrojenia, sensory i wszelkiego rodzaju wyposażenie. Dlatego sytuacja, z jaką boryka się Wielka Brytania, wydaje się dla Polski ostrzeżeniem – koszt budowy Mieczników będzie albo znacznie wyższy od planowanego, albo zostanie utrzymany poprzez skromniejsze wyposażenie budowanych jednostek.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (2)