KNDS to nowy europejski kolos pancerny. Francja i Niemcy łączą siły

Francuski czołg AMX-56 Leclerc
Francuski czołg AMX-56 Leclerc
Źródło zdjęć: © Daniel Steger, Lic. CC BY-SA 2.5, Wikimedia Commons
Łukasz Michalik

16.06.2023 14:57, aktual.: 16.06.2023 16:39

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Francuski koncern Nexter i niemiecki Krauss-Maffei Wegmann łączą siły pod marką KNDS. Spoiwem ich współpracy jest Eurotank, czyli budowany w ramach programu MGCS europejski czołg przyszłości. Problem polega na tym, że może być on gotowy dopiero ok. 2040 r., podczas gdy Europa potrzebuje nowych czołgów natychmiast. Zupełnie inną drogą podążyła Polska, która wcześniej też chciała uczestniczyć w tym programie.

Europejska współpraca w dziedzinie broni pancernej wchodzi na nowy poziom. Dwa wielkie koncerny zbrojeniowe podjęły decyzję o zacieśnieniu współpracy, czego wyrazem ma być rezygnacja z występowania jako Krauss-Maffei Wegmann i Nexter. Zamiast nazw narodowych koncernów będzie stosowane oznaczenie KNDS France i KNDS Germany.

Decyzja finalizuje proces rozpoczęty ponad osiem lat temu. W 2015 r. KMW i Nexter stworzyły wspólną markę KNDS. Do nowego holdingu trafiły udziały obu firm, należące wcześniej do Wegmann GmbH i – poprzez koncern GIAT - rządu Francji. Mimo powstania KNDS oba koncerny działały jednak przez lata pod własnymi markami.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Fundamentem współpracy jest ambitny plan stworzenia wspólnego, europejskiego koncernu zbrojeniowego, produkującego ciężki sprzęt, a pierwszym wspólnym przedsięwzięciem ma być program MGCS. Ma on na celu stworzenie nowego, europejskiego czołgu przyszłości, który mógłby zastąpić użytkowane przez Francję wozy AMX-56 Leclerc i niemieckie Leopardy 2.

Długa historia europejskiego czołgu

Warto przy tym zauważyć, że plan budowy europejskiego czołgu nie jest niczym nowym, a próby stworzenia takiej konstrukcji – do tej pory nieudane – są podejmowane od niemal 70 lat.

Wszystko zaczęło się w 1956 r. od porozumienia w sprawie wspólnych prac nad czołgiem nowej generacji, podpisanego przez władze RFN (ówczesne Niemcy Zachodnie) i Francji. Do inicjatywy dołączyły także Włochy. Wspólne prace prowadzono przez kilka lat, jednak ostatecznie główni uczestnicy zdecydowali się w 1965 r. na samodzielną budowę własnych czołgów.

W ten sposób we Francji i Niemczech powstały dwie bardzo podobne, ale odrębne konstrukcje w postaci Leoparda 1 i AMX-30. Obie maszyny w swoich bazowych wersjach miały te same wady i zalety: silne uzbrojenie w postaci armaty 105 mm, dość wysoką mobilność, a zarazem niską odporność spowodowaną stosunkowo lekkim pancerzem. Leopard 2 ważył 38 ton, a AMX-30 był mniej więcej o 3 tony lżejszy.

Historia powtórzyła się po wprowadzeniu przez ZSRR do służby czołgu T-62, górującego nad europejskimi i amerykańskimi przeciwnikami. Niemcy wraz ze Stanami Zjednoczonymi usiłowały stworzyć wspólną odpowiedź na nowe zagrożenie w ramach programu MBT-70, jednak różnice nie do pogodzenia doprowadziły do powstania dwóch odrębnych konstrukcji – czołgu M1 Abrams i Leoparda 2.

Nieco później własne prace rozpoczęła Francja, która początkowo ponownie połączyła siły z Niemcami (mającymi już własny prototyp w postaci Leoparda 2). Oba kraje rozpoczęły na przełomie lat 70. i 80. wspólne prace nad maszyną, określaną w Niemczech nazwą Kamfpanzer III, a we Francji Napoleonem I. Również i ta współpraca zakończyła się fiaskiem – Niemcy skupili się na rozwoju Leoparda 2, a Francja opracowała własny czołg AMX-56 Leclerc.

Warty wspomnienia jest także program MBT-80, prowadzony z Berlinem przez Londyn. Także i w tym przypadku zamiast wspólnej konstrukcji, powstał odrębny, "narodowy" czołg – brytyjski Challenger.

Program MGCS – kolejna próba

Program MGCS jest zatem kolejną próbą stworzenia międzynarodowego czołgu, mającego ambicję stać się europejskim standardem. Warto przy tym zauważyć, że taką rolę – nieformalnie – pełni obecnie Leopard 2, używany w samej tylko Europie przez armie 15 państw.

Dotychczasowe próby umiędzynarodowienia programu MGCS zakończyły się niepowodzeniem. Niemieckie dokumenty wskazywały, że niepożądany jest udział Polski (która potrzebuje więcej czołgów, niż Niemcy i Francja razem wzięte, i mogłaby zdominować program), a jako potencjalnych partnerów wskazywano Holandię, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię i Włochy.

Jednocześnie, na co niedawno zwracała uwagę niemiecka redakcja "Deutsche Welle", nad programem MGCS zbierają się czarne chmury. Winę ponosi m.in. przewidywany harmonogram, zakładający powstanie nowego czołgu około 2040 roku.

Czołgi potrzebne "na wczoraj"

Tymczasem Europa potrzebuje nowoczesnej broni pancernej tu i teraz. Przykładem jest Polska, która m.in. ze względu na presję czasu zdecydowała się na samodzielną współpracę ze Stanami Zjednoczonymi i Koreą Południową. Dzięki temu rozwiązaniu Warszawa otrzymała pierwsze maszyny K2 już w 2022 r., zaś M1 Abrams w 2023 r., a nie 18 lat później.

W rezultacie z puli potencjalnych, europejskich klientów KNDS, odpadł kraj gotowy zamówić nawet 800-1000 czołgów. Można przypuszczać, że przyszłościowy, polski czołg opracowany w ramach programu Wilk także będzie konstrukcją odrębną od propozycji Francji i Niemiec.

Jako zagrożenie dla programu MGCS wskazywany jest także ciągły rozwój czołgu Leopard 2. Bardzo duży potencjał modernizacyjny tej konstrukcji sprawia, że za sprawą serii udoskonaleń czołg zaprojektowany ponad 40 lat temu nadal należy do światowej czołówki broni pancernej.

Jest zamawiany przez najbardziej wymagających użytkowników, jak – niedawno – przez armię Norwegii. Warianty takie jak Leopard 2A8 w bliskiej przyszłości nadal będą atrakcyjne dla europejskich odbiorców, a możliwości dalszej modernizacji – czego dowodem jest koncepcyjny wariant Leopard 2AX – są bardzo duże.

Kolejną kwestią jest opracowanie przez niemiecki koncern Rheinmetall własnego czołgu – KF51 Panther. Choć jego przyszłość jest niejasne, planowane rozpoczęcie produkcji przez fabrykę w Ukrainie dodatkowo skomplikuje sytuację na europejskim rynku broni pancernej. Może to sprawić, że w roku 2040 zapotrzebowanie na kolejny, nawet bardzo nowoczesny model czołgu, okaże się mniejsze od oczekiwań jego twórców.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)