Kluczowe systemy z Niemiec w Ukrainie. Są koszmarem dla dronów i pilotów

Ukraińska załoga na tle swojego Geparda.
Ukraińska załoga na tle swojego Geparda.
Źródło zdjęć: © Mil.in.ua
Przemysław Juraszek

14.07.2023 14:23, aktual.: 14.07.2023 21:14

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Niemcy poinformowały o przekazaniu Ukrainie kolejnej partii samobieżnych przeciwlotniczych systemów Gepard należących do najskuteczniejszych rozwiązań przeciwko rosyjskim dronom i pociskom manewrującym. Wyjaśniamy, dlaczego Gepardy są tak cenne dla Ukraińców.

Niemcy zaktualizowały swoją listę dostarczonego Ukrainie sprzętu o sześć samobieżnych zestawów przeciwlotniczych Gepard wraz z amunicją, którym towarzyszyło kilka tys. pocisków artyleryjskich i pojazd Beaver dysponujący składanym mostem o długości 22 metrów.

Dotychczas do Ukrainy trafiły 34 Gepardy z Niemiec. Nowa partia to najpewniej już systemy odkupione przez Niemców od Kataru za 64 mln dolarów.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Flakpanzer Gepard — ekonomiczny bat na stare rosyjskie pociski

Mimo iż Gepard jest konstrukcją, której korzenie sięgają czasów głębokiej zimnej wojny (pierwszy egzemplarz dostarczony w 1976 roku), to wciąż jest to bardzo skuteczne rozwiązanie dające sobie radę z pociskami manewrującymi czy irańskimi dronami Shahed (bliżej im jednak do latających bomb) pozyskanymi przez Rosję w zamian za nowoczesne myśliwce Su-35S.

Gepardy są oparte na podwoziu czołgu Leopard 1 i są obsługiwane przez trzech żołnierzy. Sercem systemu jest dość wysoka wieża zawierająca dwa radary, z czego jeden jest składany i zajmuje się wykrywaniem celów na dystansie do 15 km, a drugi umieszczony z przodu służy do ciągłego opromieniowywania celu.

Właśnie z tym radarem kierowania ogniem o zasięgu do 15 km jest sparowana para armat automatycznych Oerlikon KDA L/R04 35/90 kal. 35 mm o szybkostrzelności 550 strz./min każda (łącznie 1100 strz./min) z zapasem amunicji obejmującym 680 sztuk.

Te na podstawie kalkulacji wykonanych przez komputer balistyczny bazujący na danych z radaru umożliwiają zwalczanie celów odległych o około 4 km za pomocą kilkupociskowej serii, co jest prawie dwukrotnie większym zasięgiem od systemów typu ZSU-23-4 Szyłka. Jest to dużo tańsze rozwiązanie niż wykorzystanie kosztujących kilkaset tys. dolarów np. ręcznych zestawów MANPADS czy pocisków systemu NASAMS.

Jeśli jednak radar zawiedzie, to strzelec ma też do dyspozycji celownik optyczny, ale korekty będzie musiał już wyliczać samodzielnie na podstawie informacji zwrotnej zapewnianej przez amunicję smugową.

Przemysław Juraszek, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie