Sąsiad Polski się zbroi. Kupuje pociski strącające rosyjskie śmigłowce Ka‑52 Aligator

Poligonowe strzelanie systemu RBS-70 NG.
Poligonowe strzelanie systemu RBS-70 NG.
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe | � Saab AB
Przemysław Juraszek

16.11.2023 16:08, aktual.: 17.11.2023 11:02

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Czechy zdecydowały się wzmocnić swoją obronę przeciwlotniczą pozyskaniem dodatkowych pocisków Bolide Mk3 dla systemu RBS-70 NG. Przedstawiamy osiągi tego systemu strącającego w Ukrainie śmigłowce Ka-52 Aligator.

Czesi zdecydowali się złożyć zamówienie za pośrednictwem Agencji Wsparcia i Zamówień NATO (NSPA) na pociski Bolide Mk3. Jak podaje portal České Noviny, zakupione zostały one za 762 miliony koron czeskich (około 136 milionów złotych) w celu zapewnienia czeskim siłom zbrojnym odpowiedniego zapasu pocisków na 30 dni obrony.

To kolejne zamówienie w ramach serii dostaw pocisków do systemu Saab RBS-70 NG, prowadzonych przez NSPA od 2014 roku. Pierwsze zamówienie obejmowało 15 pocisków, rok później było ich 66, a w 2018 roku liczba ta wzrosła do 150 sztuk, z opcją na zakup od 120 do 200 pocisków w latach 2023-2024.

Saab RBS-70 NG — sprawdzony w boju szwedzki strażnik czeskiego nieba

Czesi dysponują systemem Saab RBS-70 NG, podobnie jak Finlandia, zdolnym do atakowania celów na dystansie do 9 km i w pułapie do 5 km. Jest to znaczny zasięg, przewyższający możliwości przenośnych systemów, takich jak amerykańskie zestawy FIM-92 Stinger czy polskie PPZR Piorun.

Szwedzki system sprawdza się również na Ukrainie, gdzie skutecznie eliminuje najnowsze rosyjskie śmigłowce Ka-52 Alligator wyposażone w zaawansowane, jak na standardy Rosjan, systemy walki elektronicznej i oślepiania głowic naprowadzających pocisków.

Warto podkreślić, że system Saab RBS-70 NG, podobnie jak jego wariant z lat 70. XX wieku, wykorzystuje dość rzadki system naprowadzania pocisków (w konkurencji do Strarstreak i Martlet), oparty na pierwotnej wiązce lasera.

To bardzo ekonomiczne rozwiązanie, dodatkowo odporne na zakłócenia ze strony systemów walki elektronicznej oraz samoobrony, uwzględniając nawet najrzadsze systemy DIRCM oślepiające laserem głowice optoelektroniczne.

Jednakże, ta znacząca zaleta wiąże się z koniecznością ręcznego naprowadzania wystrzelonego pocisku przez strzelca aż do momentu trafienia w cel. To wprowadza ryzyko błędu ludzkiego, potęgowanego na przykład przez stres, oraz daje celowi kilka sekund na reakcję, co umożliwia mu na przykład ostrzelanie lokalizacji wyrzutni bronią pokładową.

Warto jednak zaznaczyć, że Szwedzi od 2011 r. stosują celownik termowizyjny i algorytmy wspomagające śledzie celu przez strzelca, co znacząco zmniejsza część problemów.

Co więcej, w ostateczności system umożliwia też zwalczanie celów lądowych, ponieważ głowica kumulacyjno-odłamkową o masie 1,1 kg może też zniszczyć lżejsze cele opancerzone pokroju transporterów opancerzonych z rodziny BTR-80 lub bojowych wozów piechoty BMP-2.

Przemysław Juraszek, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)