Tylko w ostatnim tygodniu pogrzebałem dwie osoby…
Najboleśniej przeżyłem pogrzeb jednego z moich ministrantów. Daniel był młodym chłopakiem z ogromnymi perspektywami na przyszłość. Grał w piłkę, chodził po górach, był lubiany przez rówieśników. W pewnym momencie zapadł na niego wyrok: glejak. Przez dwa lata od jego pogrzebu nie byłem w stanie stanąć nad jego grobem, ale wciąż o nim pamiętam. Wciąż też go wspominam, starając się powiedzieć młodym ludziom, że warto walczyć, nawet jeśli od początku jesteśmy na przegranej pozycji. Tak, czy inaczej pamięć o Danielu trwa, bo sam w ostatnich chwilach swojego krótkiego życia dbał o to, by spotykać się z ludźmi i cieszyć się ich obecnością.