Rosyjska maszyna zagłady zniszczona. "Upolował ją" dron "kamikadze"

Rosyjski system TOS-1A tuż przed trafieniem przez drona "kamikadze".
Rosyjski system TOS-1A tuż przed trafieniem przez drona "kamikadze".
Źródło zdjęć: © Reddit | CombatFootage
Przemysław Juraszek

27.07.2023 16:27, aktual.: 30.07.2023 09:36

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Stosowane przez Rosjan samobieżne systemy TOS-1A to jedna z najstraszliwszych broni, jaką wynalazł człowiek. Z tego względu strata każdej sztuki jest dla Ukraińców cenna. Wyjaśnimy, jak dokonano jej zniszczenia.

Rosyjskie systemy TOS-1A, których kilka sztuk zostało przejętych przez Ukraińców, to 24-prowadnicowe wyrzutnie niekierowanych rakiet z głowicą termobaryczną. Są przeznaczone do eliminacji przeciwnika ukrywającego się nawet w potężnych fortyfikacjach na dystansie do 6 km.

Systemy muszą operować bardzo blisko frontu i dzięki temu jedna z tych maszyn została wypatrzona, a następnie zaatakowana przez pilota improwizowanego drona "kamikadze". Uderzył on w jedną z prowadnic wyrzutni, doprowadzając do reakcji łańcuchowej zakończonej odpaleniem paru pocisków na krótkim dystansie i eksplozją reszty.

Systemy TOS-1A - zabijają wszystko, co żywe

TOS-1A wprowadzony został do służby w rosyjskiej armii jako tzw. ciężki miotacz ognia podczas radzieckiej interwencji w Afganistanie. Koncepcja jest bardzo prosta, ponieważ na podwoziu czołgu T-72 osadzono wyrzutnię dla 24 niekierowanych rakiet kal. 220 mm zawierających 45 kg termobarycznego ładunku wybuchowego stanowiącego o sile tej broni.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Ładunek termobaryczny w przeciwieństwie do zwykłych rozwiązań nie ma w swojej strukturze tlenu, tylko pobiera go z powietrza. Z tego powodu chwilę przed eksplozją termobaryczny ładunek jest rozprowadzany w powietrzu w formie aerozolu i dopiero po zwłoce następuje detonacja głównego zapalnika.

W efekcie w strefie zero mamy temperaturę sięgająca nawet 3000 stopni Celsjusza i cały tlen w okolicy zostaje zużyty, tworząc próżnię. Do tego dochodzi - tak samo jak w przypadku zwykłych ładunków wybuchowych - fala uderzeniowa, która ze względu na próżnię wraca, powodując skoki ciśnienia sięgające nawet kilkuset kilogramów na centymetr kwadratowy.

To powoduje rozrywanie nie tylko tkanek miękkich, powodując śmierć ludzi, którym udało się przetrwać inne opisywane czynniki, ale także może uszkodzić nawet poszycie samolotów. Co więcej, efekt rozrywania ulega wzmocnieniu w obszarze zamkniętym, takim jak np. zabudowania czy fortyfikacje, ponieważ fale uderzeniowe wpadają w rezonans.

Przemysław Juraszek, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie