Iran rozwija pociski balistyczne. Zasięg obejmuje także część Europy
Irańskie siły zbrojne trudno uznać za nowoczesne – w wielu przypadkach to prawdziwy skansen techniki wojskowej, pamiętającej czasy obalonego 47 lat temu szacha. Jest jednak obszar, w którym Iran jest światowym liderem: konsekwentnie prowadzony program rozwoju pocisków balistycznych i cywilnych rakiet kosmicznych.
Izraelskie i amerykańskie ataki rakietowe i lotnicze obnażyły – po raz kolejny – słabość irańskiego lotnictwa i obrony przeciwlotniczej. Choć Iran rozwijał tę ostatnią zarówno własnymi siłami, jak i zakupami w Rosji czy Chinach, fakty są jednoznaczne: dla nowoczesnego lotnictwa większym problemem jest obecnie tzw. bratobójczy ogień, niż przeciwdziałanie ze strony obrony powietrznej Iranu.
Pomimo tego Iran zachował zdolność do odpowiedzi i razi cele nie tylko w Izraelu, ale także w krajach regionu, które – według Teheranu – sprzyjają obecnie Stanom Zjednoczonym. Trafione zostały obiekty w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Katarze, Kuwejcie czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Iran zaatakował także brytyjską bazę wojskową w Akrotiri na Cyprze.
Polska ma czego szukać w kosmosie
Część tych ataków jest wykonywana z użyciem różnych dronów, jak znany z wojny w Ukrainie Shahed-136, jednak Iran wystrzeliwuje także setki pocisków balistycznych różnych typów. O ile drony można zwalczać przy pomocy lufowych i rakietowych systemów przeciwlotniczych, samolotów czy w niektórych przypadkach także śmigłowców, pociski balistyczne to cel znacznie trudniejszy i bardziej wymagający.
Obrona antybalistyczna
Choć z reguły poruszają się po przewidywalnej trajektorii, lecą bardzo szybko, niekiedy w przestrzeni kosmicznej, a opadając na cel uzyskują prędkość nawet kilkanaście razy większą od prędkości dźwięku. Stawia to wysokie wymagania zarówno przed radarami, jak i pociskami antybalistycznymi, które zazwyczaj muszą zniszczyć cel nie detonacją głowicy, ale bezpośrednim trafieniem (hit-to-kill).
Nie każdy system przeciwlotniczy jest do tego zdolny – na Bliskim Wschodzie są to amerykański THAAD, izraelski Arrow-3, Patriot z pociskami PAC-3 MSE czy okręty z systemem AEGIS BMD i pociskami SM-3 czy SM-6.
Odpowiednie pociski są jednak drogie i stosunkowo nieliczne. Mimo technicznej przewagi Izraela i Stanów Zjednoczonych dalszy przebieg konfliktu może zależeć od tego, kto wcześniej wyczerpie swoje zapasy – Iran odpowiadający na ataki pociskami balistycznymi i dronami, czy kraje regionu i zgromadzone na Bliskim Wschodzie siły USA, których zasoby antyrakiet nie są nieograniczone. Alternatywą dla takiego scenariusza pozostaje zniszczenie irańskich wyrzutni.
Współpraca z Koreą Północną
Iran od lat konsekwentnie rozwija swoje pociski balistyczne. Jeszcze pod koniec XX wieku, na bazie pozyskanych z Libii pocisków Scud opracował własne pociski Shahab-1 i – dzięki współpracy z Koreą Północną - Shahab-2 o zasięgu 300 i 500 km.
Kolejnym etapem rozwoju tej broni jest Shahab-3 o zasięgu (w zależności od wariantu) 1,3 – 2 tys. km i bazujący na nim pocisk Emad o zwiększonej celności, dysponujący głowicą bojową zdolną do manewrowania i zmiany trajektorii.
Na pocisku Shahab-3 bazuje także pocisk Ghadr-110 (zasięg do 2 tys. km), użyty przez Huti podczas jednego z ataków na Izrael. Pocisk ten został zniszczony poza ziemską atmosferą przez izraelski system Arrow-3, co stanowi prawdopodobnie pierwszy udokumentowany przypadek prowadzenia działań wojennych w kosmosie.
Europa w zasięgu
Według źródeł izraelskich zasięg pocisków Ghadr-110 czy Emad może być znacząco większy od deklarowanego i sięgać nawet 3 tys. km. Oznacza to, że – teoretycznie – w zasięgu najcięższych pocisków balistycznych, jakimi dysponuje Iran, może znajdować się także Polska.
Pociski te są napędzane ciekłym paliwem, co komplikuje obsługę i wydłuża czas potrzebny do startu, jednak ich zaletą jest duża masa głowicy bojowej, w większości przypadków przekraczająca tonę.
Prace nad pociskami hipersonicznymi
Obok pocisków zasilanych ciekłym paliwem, Teheran rozwija także broń balistyczną zasilaną paliwem stałym – prostszą w obsłudze i magazynowaniu. Należą do niej pociski z rodziny Fateh (zasięg 300-750 km), a także mocno promowane przez propagandę Teheranu Fattah-1 i Fattah-2.
Te ostatnie są przedstawiane jako broń hipersoniczna, zdolna do manewrowania i mylenia obrony antybalistycznej. Nie ma jednak dowodów, że pociski te faktycznie mają takie cechy, ani że zostały dopracowane na tyle, by można było użyć ich w walce.
Na bazie pocisku Shahab-3 Iran opracował także pocisk Sejil napędzany stałym paliwem. 22-tonowy pocisk może być wystrzeliwany z mobilnych wyrzutni, przenosi głowicę o masie do 1500 kg, a jego zasięg jest szacowany na 2-2,5 tys. km.
Nosiciele broni jądrowej
Za najbardziej zaawansowane irańskie pociski balistyczne uchodzą obecnie pociski z rodziny Khorramshahr (Chorramszahr), których elementy przypominają te z północnokoreańskich pocisków Hwasong-12. Choć są napędzane ciekłym paliwem, zaprojektowano je tak, by po zatankowaniu mogły być długotrwale składowane w gotowości, co skraca czas odpalenia do 12 minut.
Zasięg najnowszego z nich – Khorramshahr-4 – jest szacowany na co najmniej 2 tys. km, a masa głowicy bojowej na 1,8 tony. Khorramshahr-4 jest uważany za potencjalnego nosiciela ewentualnej irańskiej głowicy jądrowej, w tym także ładunku wielogłowicowego MIRV, dzięki któremu jeden pocisk może zaatakować kilka celów.
Irański program kosmiczny
W kontekście pocisków balistycznych nie można pominąć irańskiego programu kosmicznego. Iran jest jednym z niewielu państw, zdolnych do samodzielnego wynoszenia ładunków w kosmos. Choć na razie jego zdolności są ograniczone, rozwój zdolności kosmicznych od lat budzi niepokój Pentagonu i Izraela.
Wynika to z faktu, że rakiety służące do wynoszenia ładunków na orbitę mogą zostać użyte w roli broni – przenikanie się sektora kosmicznego i obronnego było typowe dla wczesnego etapu eksploracji kosmosu prowadzonej przez USA i ZSRR w latach 50. i 60. XX wieku.
Z tego powodu – co ujawnił "The New York Times" – irański program kosmiczny stał się celem intensywnego sabotażu, prowadzonego przez CIA. Amerykanie zdołali zakłócić łańcuch dostaw, w wyniku czego do rakiet trafiały wadliwe części. Efekty tych działań okazały się spektakularne – zdaniem "NYT" aż 67 proc. irańskich testów rakiet kosmicznych zakończyło się niepowodzeniem.
Pomimo tego postęp jest widoczny. O ile irańskie rakiety z rodziny Safir początkowo zapewniały możliwość wyniesienia 60-kg ładunku na orbitę o wysokości do 300 km, ich następca – rakieta Simorgh – jest w stanie wynieść 350 kg na 500-km orbitę. Irańska Agencja Kosmiczna rozwija także inne rakiety nośne. Przeprowadziła także testy z wysłaniem na orbitę i powrotem na Ziemię żywych zwierząt (rezusy Fargam i Pishgam) i – zdaniem źródeł izraelskich – pracuje nad załogową misją kosmiczną.