Czwarty rok wojny w Ukrainie. Pojawienie się "Terminatorów" na froncie
Czwarty rok wojny w Ukrainie wraz z dalszym zanikiem wojny manewrowej i pogłębieniem brutalnej wojny okopowej przyniósł też pojawienie się robotów bojowych. Przedstawiamy, jak są wykorzystywane.
Czwarty rok wojny w Ukrainie jak pisał dziennikarz Wirtualnej Polski Łukasz Michalik, pogłębił erozję manewru ze względu w praktyce ciągle monitorowanie linii styku wojsk i zaplecza na kilkanaście kilometrów w głąb. W takich warunkach każde zauważone zgrupowanie pancerne lub nawet pojedyncze pojazdy są atakowane za pomocą artylerii bądź dronów FPV, przed którymi obydwu stronom brakuje środków samoobrony.
Jedyne tego typu manewry mają szansę powodzenia w sprzyjających warunkach pogodowych takich jak bardzo wietrzne dni utrudniające wykorzystanie dronów lub bardzo gęsta mgła utrudniająca wykrywanie celów nie tylko za pomocą kamer dziennych, ale nawet termowizyjnych.
Roboty jako substytut siły żywej w najbardziej ryzykownych zadaniach
Ze zdalnie sterowanymi robotami lądowymi eksperymentują zarówno Ukraińcy, jak i Rosjanie, ale przewagę mają obecnie ci pierwsi. Ukraińcy są zmuszeni ograniczać straty do minimum ze względu na ogromne braki kadrowe ze względu m.in. na liczne dezercje, a innej drogi niż masowa robotyzacja nie ma.
Roboty są wykorzystywane do szerokiego spektrum zadań, począwszy od logistyki po stawianie min czy kończąc na maszynach szturmowych lub przeznaczonych do ewakuacji rannych. Po prostu dla Ukraińców strata maszyny wartej nawet kilkadziesiąt tys. dolarów jest można rzec niczym w porównaniu do zmotywowanego i doświadczonego żołnierza. Tych jest bardzo trudno zastąpić, a kolejnego robota można po prostu zbudować.
Roboty minujące pozwalają na podkładanie min przeciwpancernych lub przeciwpiechotnych pod przysłowiowym "nosem przeciwnika" na przewidywanych trasach ataku lub dostarczania zaopatrzenia przy minimalizacji zagrożenia dla saperów. Tego typu roboty mogą podkładać nawet po kilka min podczas jednego przejazdu.
Kolejną kategorią są zdalnie sterowane łaziki transportowe zaopatrujące wysunięte pozycje obronne w amunicję, wodę czy żywność. Ich pochodną są wersje do transportu rannych żołnierzy, a ostatnie warianty są wyposażone nawet w opancerzoną kapsułę mającą zapewnić przewożonemu rannemu ochronę przed odłamkami podczas transportu do ukrytego punktu stabilizacji medycznej na zapleczu.
Z kolei w ostatnich miesiącach coraz bardziej liczne stają się roboty szturmowe różnego typu. Zazwyczaj są one wyposażone w wielkokalibrowy karabin maszynowy Browning M2 kalibru 12,7x99 mm NATO jak ma to miejsce choćby w konstrukcji TW 12,7 od devDroid. Jest to skuteczna i wielofunkcyjna broń zdolna poradzić sobie z osłonami pokroju ścian budynków czy nawet pojazdami opancerzonymi. Z kolei zastosowanie w module celowniczym algorytmów AI umożliwia prowadzenie skutecznego ostrzału na dystansie do 900 metrów.
Ukraińcy wykorzystują już takie roboty to działań szturmowych, co najpewniej będzie ogromnym szokiem dla rosyjskich żołnierzy, którzy się na takie roboty natkną. Inne opcje uzbrojenia obejmują granatniki maszynowe kal. 40 mm, wyrzutnie rakiet S-5 czy miks karabinów maszynowych PKM i granatników RPG-7.
Sterowanie robotami odbywa się bezprzewodowo lub przewodowo poprzez rozwijany światłowód w zależności od możliwości i zapotrzebowania. Dzieła lokalnych majsterkowiczów frontowych zazwyczaj są sterowane poprzez rozwijany światłowód, podczas gdy rozwiązania zagraniczne takie jak choćby THeMIS czy będące dziełem lokalnych firm jak devDroid wykorzystują łączność bezprzewodową poprzez rozwiązania przemysłowe, sieci mesh, LTE bądź satelity Starlink.
Zasięg takich robotów to zazwyczaj ponad 20 km, z czego obszar operacyjny to zwykle około 5 km, ponieważ zwykle nocą roboty wracają do kryjówki operatora na pobieżny przegląd, ładowanie lub podmianę akumulatorów oraz uzupełnienie zapasu amunicji. Niestety dla Ukraińców roboty pojawiły się na froncie w większej liczbie za późno w stosunku do potrzeb oraz wciąż jest ich za mało dla wszystkich jednostek.