Są hitem w Ukrainie. Mocarstwo zwiększyło ich produkcję o 1/3
Francuski koncern Safran poinformował w raporcie podatkowym o znaczącym wzroście przychodów będących w sporej mierze zasługą zwiększonej produkcji bomb lotniczych AASM Hamer m.in. dla Ukrainy.
Raport finansowy koncernu Safran wskazuje, że w 2025 roku zanotowano 15 proc. wzrost przychodów, do czego przyczyniła zwiększona o 30 proc. produkcja modułów naprowadzania do bomb lotniczych AASM Hammer.
Te są bardzo intensywnie wykorzystywane w Ukrainie, a wedle danych z 2024 roku Francuzi mieli ich produkować około 830 sztuk wedle źródeł leParisien. Z kolei zwiększenie wolumenu o 30 proc. oznacza, że w 2025 roku wyprodukowano około 1080 sztuk. Nie jest to koniec, ponieważ w dalszych latach wolumen produkcyjny ma przekroczyć 1500 sztuk rocznie.
Jednak ze względu na intensywność wojny w Ukrainie jest to wciąż liczba niewystarczająca. Poza rozwiązaniem francuskim Ukraińcy używają też bomb kierowanych produkcji amerykańskiej oraz własnej będących ulepszoną kopią rosyjskich KAB-ów.
Bomby AASM Hammer — "europejski JDAM" lepszy od amerykańskiego
Francuskie bomby AASM Hammer (Armement Air-Sol Modulaire Highly Agile Modular Munition Extended Range) są zbliżone do amerykańskich JDAM-ER, ponieważ tak jak one są bombami szybującymi z rozkładanymi skrzydłami i systemem naprowadzania zapewniającym precyzję trafienia w cel. Bazą są stare bomby lotnicze Mk-82/83/84 o masie 225 kg, 450 kg i 900 kg, do których są dokładane dodatkowe moduły.
Jednakże francuskie rozwiązanie jest bardziej rozbudowane, ponieważ obejmuje też zastosowanie dodatkowego silnika rakietowego i oferuje także inne metody naprowadzania niż tylko moduł nawigacji INS i GPS.
Daje to znacznie większą elastyczność użycia i możliwości atakowania celów, a jednym z przykładów jest nalot podczas lotu na niskim pułapie w celu uniknięcia wykrycia przez naziemne radary ze względu na tzw. horyzont radiolokacyjny.
W przypadku klasycznych bomb szybujących w takich warunkach mają one zasięg rzędu paru kilometrów, podczas gdy bomba AASM Hammer po zrzucie z samolotu ma przez parę sekund dodatkowy napęd w postaci silnika rakietowego, co zwiększa zasięg do 15 km wedle producenta. Pozwala to prawie bezkarnie bombardować systemy obrony krótkiego zasięgu takie jak Pancyr-S1.
Z kolei inne metody naprowadzania poza nawigacją satelitarną podatną na zakłócenia pozwalają na osiągnięcie punktowej precyzji trafienia w każdych warunkach i pozwalają na atakowanie ruchomych celów. Pierwszą alternatywą wobec GPS-u jest doskonale znane naprowadzanie na odbitą wiązkę lasera. Jest ono skuteczne i tanie, ale wymaga stałego podświetlania celu laserem aż do momentu trafienia, co naraża nosiciela na niebezpieczeństwo lub wymaga współpracy z dronem oświetlającego cel wiązką.
Z kolei trzecim systemem w bombach AASM Hammer jest głowica optoelektroniczna widząca termiczny obraz celu wsparta algorytmami sztucznej inteligencji odpowiadającymi za rozpoznawanie i śledzenie obiektów. Sprawia ona, że jest to broń typu "odpal i zapomnij" podobnie jak w przypadku bomb z naprowadzaniem GPS, ale z punktową precyzją. Jedynym minusem jest w zasadzie tylko bardzo wysoka cena i ewentualnie gorsze działanie w gęstej mgle.
Ukraińskie MiG-i bombardujące Rosjan
Ukraińcy najczęściej wykorzystują w charakterze nosiciela bomb AASM Hammer pochodzące m.in. z Polski samoloty MiG-29, ale najpewniej też w użyciu są dostarczone Mirage 2000-5F.
Ukraińscy piloci korzystają z będącego normą dla czasów zimnowojennego lotnictwa bombowego manewru TOSS. Polega on na tym, że samolot lecący z wysoką prędkością na niskiej wysokości gwałtownie się wznosi i zrzuca bomb pod kątem w górę, co nadaje im większą energię i przedkłada się na większy zasięg. Następnie samolot ponownie gwałtownie nurkuje w dół.
W rezultacie na radarze przeciwnika samolot jest bardzo krótko, co zwiększa szansę na jego przetrwanie. Warto jednak zaznaczyć, że sztuczka nie działa, jeśli przeciwnik dysponuje samolotami typu AWACS.