Mity wojny w Ukrainie, czyli gdzie się podziały Bayraktary

Mity wojny w Ukrainie, czyli gdzie się podziały Bayraktary23.02.2023 14:03
Materiały z wojny w Ukrainie, wysyłane w świat przez rosyjską i ukraińską propagandę, tworzą nieprawdziwy obraz konfliktu
Źródło zdjęć: © Mil.in.ua

Wojna w Ukrainie jest konfliktem, w którym obie strony wkładają wiele wysiłku, by kontrolować treści trafiające do serwisów społecznościowych. To właśnie one stały się kluczowym polem wojny informacyjnej, a udostępniane w nich treści przyczyniły się do utrwalenia wielu mitów wypaczających obraz wojny.

Niezwyciężony Bayraktar TB2

Turecki dron był prawdziwą gwiazdą pierwszych tygodni wojny. Sieć została dosłownie zalana filmami, na których drony Bayraktar TB2 skutecznie atakowały Rosjan, niszcząc w zasadzie każdy możliwy rodzaj sprzętu nieprzyjaciela. Medialny przekaz kreował tureckiego drona na prawdziwego zbawcę Ukrainy, a piosenka o nim stała się na krótko międzynarodowym hitem.

Trudno się dziwić – zakup tego sprzętu był decyzją forsowaną nie przez armię, która miała inne priorytety, ale przez otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego (dyrektorem koncernu produkującego drony jest Selcuk Bayraktar, zięć prezydenta Turcji).

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Filmy pokazujące sukcesy Bayraktarów szybko się skończyły, co było wynikiem bardzo dużych strat, choć powracały przez pewien czas falami – wraz z kolejnymi dostawami dronów z Turcji. Bayraktary przestały panować na niebie w momencie, gdy Rosjanie rozwinęli swoje wojska walki radioelektronicznej i obronę przeciwlotniczą.

W takich warunkach drony TB2 – w roli maszyn uderzeniowych – nie mają racji bytu. Są bardzo przydatnym i potrzebnym sprzętem, służącym do rozpoznania czy kierowania ogniem artylerii, ale nie zostały zaprojektowane do roli, w jakiej osadziła je ukraińska propaganda z pierwszych tygodni wojny.

Ich uzbrojenie ma zbyt mały zasięg (około 8 km dla pocisków MAM-L), a sam dron jest pozbawiony systemów obronnych, które pozwoliłyby mu przetrwać. Z czasem przyznali to nawet sami Ukraińcy, gdy podczas jednego z wywiadów padły słowa "postrącali je nam w pierwszym tygodniu".

Skala konfliktu

Śledząc doniesienia z frontu czy nawet patrząc na mapę z zaznaczonymi miejscami walk, łatwo ulec złudzeniu, że wojna w Ukrainie ma charakter lokalnego konfliktu toczonego na ograniczonym obszarze. Wrażenie to potęguje nieregularny przebieg linii frontu.

Tymczasem ma ona długość ok. 1500 km – mniej więcej tyle, ile w czasie II wojny światowej liczył front wschodni rozciągnięty od Skandynawii po Kaukaz. W walkach – po obu stronach - biorą udział związki taktyczne liczące nawet dziesiątki tysięcy żołnierzy.

Obraz intensywności tej wojny daje zestawienie – w tonach i liczbach strzałów – dziennego zużycia amunicji, zwłaszcza przez stronę rosyjską. Choć obecnie jest ono nieco niższe, to pod koniec 2022 r. było ono porównywalne z dziennym zużyciem amunicji w czasie I wojny światowej i podczas operacji Barbarossa, gdy Związek Radziecki bronił się przed atakiem III Rzeszy.

Rosyjskie czołgi szczególnie wrażliwe na ostrzał

Obraz rosyjskich czołgów z "latającymi wieżami" trwale łączy się z wojną w Ukrainie. Powód, dla którego ważące kilkanaście ton elementy czołgu są wyrzucane na duże odległości, szczegółowo opisuje artykuł "Automat ładowania, czyli dlaczego rosyjskim czołgom odpadają wieże".

Warto jednak podkreślić, że kluczowym problemem nie jest sam automat ładowania, ale składowanie amunicji w kadłubie czołgu. Zwłaszcza w sytuacji, gdy maszyna dysponuje pełną jednostką ognia, jest dosłownie wyładowana amunicją, zajmującą większość wolnych przestrzeni przedziału załogi. W takich warunkach niemal każde przebicie pancerza jest tragiczne w skutkach.

Nie jest to jednak domena czołgów o rosyjskim rodowodzie, ale czołgów w ogóle – tych, w których amunicja nie jest oddzielona od przedziału bojowego. W podobny sposób jak czołgi rosyjskie wybuchały także niemieckie Leopardy 2A4, używane przez Turcję w walkach z Daesh. Podobnie jak w przypadku wojny w Ukrainie, również i tu winę ponosiła składowana w kadłubie amunicja.

Pod tym względem najbezpieczniejszym dla załogi czołgiem pozostaje Abrams. Ma on proste, ale bardzo skuteczne rozwiązanie w postaci magazynu amunicji, umieszczonego w niszy czołgowej wieży. Po trafieniu w amunicję energia wybuchu kierowana jest na zewnątrz bez uszczerbku dla załogi czy samej konstrukcji maszyny.

Systemy obronne Ka-52

Wojna w Ukrainie zweryfikowała opinie na temat śmigłowca Ka-52. Ta rosyjska maszyna przez długie lata była przedstawiana przez rosyjską propagandę (ale także oceniana przez ekspertów) jako nowoczesny, bardzo groźny śmigłowiec, dysponujący zaawansowanymi systemami samoobrony, dzięki którym może przetrwać we wrogim środowisku.

W razie problemów wyjątkowym atutem Ka-52 miały być także wyrzucane fotele załogi. Katapultowanie załogi miało być możliwe za sprawą unikalnego rozwiązania, polegającego na pirotechnicznym odstrzeleniu łopat wirnika.

W praktyce Ka-52 są najczęściej zestrzelanymi śmigłowcami rosyjskimi w czasie wojny. Powszechnie podziwiane przed wojną systemy samoobrony śmigłowca okazują się nieskuteczne, a piloci – z jakiegoś powodu – wolą ryzykować twarde lądowanie w spadającym wraku niż zaufać fotelom wyrzucanym i mechanizmowi odstrzeliwującemu łopaty wirnika.

Lekka piechota kontra czołgi

Wczesny etap wojny przyniósł bardzo liczne materiały wideo, na których widać walkę ukraińskiej lekkiej piechoty z rosyjskim sprzętem pancernym. Mogło to tworzyć mylne wrażenie, że ciężar walk spoczywa głównie na jednostkach lekkich czy formacjach ochotniczych.

Choć nie pokazywały tego relacje wideo, walki toczyły głównie jednostki pancerne i zmechanizowane, wsparte artylerią. Wizerunek obrońców Ukrainy w postaci bohaterskich żołnierzy z Javelinami, którzy rozstrzeliwują rosyjskie kolumny pancerne był dla Kijowa pożądany, ale mocno wypaczał obraz konfliktu.

Od początku wojny największe straty zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy, ponoszą od ognia artylerii. Jej udział szacowany jest – w zależności od źródeł – na 50 do nawet 70 proc. w sumie zabitych i rannych żołnierzy, i zniszczonego sprzętu.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Szanowna Użytkowniczko! Szanowny Użytkowniku!
×
Aby dalej móc dostarczać coraz lepsze materiały redakcyjne i udostępniać coraz lepsze usługi, potrzebujemy zgody na dopasowanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Twoje dane są u nas bezpieczne, a zgodę możesz wycofać w każdej chwili na podstronie polityka prywatności.

Kliknij "PRZECHODZĘ DO SERWISU" lub na symbol "X" w górnym rogu tej planszy, jeżeli zgadzasz się na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę i naszych Zaufanych Partnerów Twoich danych osobowych, zbieranych w ramach korzystania przez Ciebie z usług, portali i serwisów internetowych Wirtualnej Polski (w tym danych zapisywanych w plikach cookies) w celach marketingowych realizowanych na zlecenie naszych Zaufanych Partnerów. Jeśli nie zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych skorzystaj z ustawień w polityce prywatności. Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać zmieniając ustawienia w polityce prywatności (w której znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych).

Od 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 (określane jako "RODO"). W związku z tym chcielibyśmy poinformować o przetwarzaniu Twoich danych oraz zasadach, na jakich odbywa się to po dniu 25 maja 2018 roku.

Kto będzie administratorem Twoich danych?

Administratorami Twoich danych będzie Wirtualna Polska Media Spółka Akcyjna z siedzibą w Warszawie, oraz pozostałe spółki z grupy Wirtualna Polska, jak również nasi Zaufani Partnerzy, z którymi stale współpracujemy. Szczegółowe informacje dotyczące administratorów znajdują się w polityce prywatności.

O jakich danych mówimy?

Chodzi o dane osobowe, które są zbierane w ramach korzystania przez Ciebie z naszych usług, portali i serwisów internetowych udostępnianych przez Wirtualną Polskę, w tym zapisywanych w plikach cookies, które są instalowane na naszych stronach przez Wirtualną Polskę oraz naszych Zaufanych Partnerów.

Dlaczego chcemy przetwarzać Twoje dane?

Przetwarzamy je dostarczać coraz lepsze materiały redakcyjne, dopasować ich tematykę do Twoich zainteresowań, tworzyć portale i serwisy internetowe, z których będziesz korzystać z przyjemnością, zapewniać większe bezpieczeństwo usług, udoskonalać nasze usługi i maksymalnie dopasować je do Twoich zainteresowań, pokazywać reklamy dopasowane do Twoich potrzeb. Szczegółowe informacje dotyczące celów przetwarzania Twoich danych znajdują się w polityce prywatności.

Komu możemy przekazać dane?

Twoje dane możemy przekazywać podmiotom przetwarzającym je na nasze zlecenie oraz podmiotom uprawnionym do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa – oczywiście tylko, gdy wystąpią z żądaniem w oparciu o stosowną podstawę prawną.

Jakie masz prawa w stosunku do Twoich danych?

Masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych. Możesz wycofać zgodę na przetwarzanie, zgłosić sprzeciw oraz skorzystać z innych praw wymienionych szczegółowo w polityce prywatności.

Jakie są podstawy prawne przetwarzania Twoich danych?

Podstawą prawną przetwarzania Twoich danych w celu świadczenia usług jest niezbędność do wykonania umów o ich świadczenie (tymi umowami są zazwyczaj regulaminy). Podstawą prawną przetwarzania danych w celu pomiarów statystycznych i marketingu własnego administratorów jest tzw. uzasadniony interes administratora. Przetwarzanie Twoich danych w celach marketingowych realizowanych przez Wirtualną Polskę na zlecenie Zaufanych Partnerów i bezpośrednio przez Zaufanych Partnerów będzie odbywać się na podstawie Twojej dobrowolnej zgody.