Artyleria na wojnie w Ukrainie. "Bóg wojny" widzi dalej i wie więcej

Strona głównaArtyleria na wojnie w Ukrainie. "Bóg wojny" widzi dalej i wie więcej
20.04.2022 12:04
Rosyjska artyleria - na pierwszym planie Pion
Rosyjska artyleria - na pierwszym planie Pion

Artyleria nie budzi tak wielkiego zainteresowania, jak nowe modele czołgów i samolotów. Niesłusznie! Klasyczna, lufowa artyleria, wydaje się pozostawać w cieniu innych rodzajów wojsk, jednak nie bez przyczyny bywa nazywana "bogiem wojny". Podczas walk w Ukrainie odgrywa niezwykle ważną rolę. Jakiego sprzętu i w jaki sposób używają Ukraińcy i Rosjanie?

Ukraina i Rosja używają tych samych modeli sprzętu artyleryjskiego, zaprojektowanych i w znacznej części wyprodukowanych jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. Ze względu na roślinne, najczęściej pochodzące od kwiatów nazwy postsowiecka artyleria tworzy zabójczy bukiet, złożony z Goździków, Hiacyntów, Tulipanów czy Piwonii. W użyciu są m.in. zestawy:

  • 2S1 Goździk: kaliber 122 mm, zasięg strzału: 15 km
  • 2S3 Akacja: kaliber 152 mm, zasięg strzału: 18,5 km
  • 2S4 Tulipan: kaliber 249 mm (moździerz), zasięg strzału: 9 km
  • 2S5 Hiacynt: kaliber 152 mm, zasięg strzału 28 km
  • 2S7 Małka: kaliber 203 mm, zasięg strzału 37 km
  • 2S19 Msta: kaliber 152 mm, zasięg strzału 24 km

Najpopularniejsze z nich – Goździk i Akacja – to artyleryjskie "woły robocze", podstawa zarówno rosyjskiej, jak i ukraińskiej artylerii samobieżnej.

Mniej powszechne są zestawy 2S7 – najpotężniejsza artyleria lufowa stosowana obecnie na świecie. W rosyjskiej zmodernizowanej wersji noszą one nazwę Małka, w ukraińskiej – Pion. A w polskiej, bo do 2006 roku broni tej używała także polska armia – Piwonia.

2S1 Goździk (w wersji słowackiej)
Źródło zdjęć: © HawkeyeSlovak, Lic. CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons
2S1 Goździk (w wersji słowackiej)

Broń ta wyróżnia się gabarytami i ciekawym rozwiązaniem, zwiększającym stabilność zestawu podczas strzału – Piwonia ma wbijany w ziemię lemiesz, a także możliwość opuszczania kół napinających, dzięki czemu zwiększa się odcinek styku gąsienicy z gruntem. Piwonia cieszy się przy tym złowrogą sławą artylerii, która w razie konfliktu Układu Warszawskiego z NATO miała wystrzeliwać nie tylko zwykłe, ale także chemiczne i atomowe pociski.

Podobną możliwość ma moździerz 2S4 Tulipan, łączący potężną siłę ognia w postaci 130-kilogramowych pocisków z niewielkim zasięgiem strzału wynoszącym około 9 km.

Najnowszym z powszechnie stosowanych, samobieżnych zestawów jest produkowana od 1988 roku 2S19 Msta – w teorii następca Akacji, a w praktyce zestaw używany równolegle ze starszym modelem.

2S7 Pion
Źródło zdjęć: © Lic. CC0
2S7 Pion

Poza wspomnianymi typami uzbrojenia, podczas wojny w Ukrainie stosowane są także znacznie bardziej egzotyczne, wyprodukowane w ograniczonej liczbie, jak choćby zdobyty przez Ukraińców samobieżny moździerz S23 Nona-SWK, korzystający w tym - rzadkim - przypadku z trakcji kołowej. Pozostają one jednak tylko militarną ciekawostką, która nie ma istotnego wpływu na przebieg walk.

Jak zwiększyć zasięg strzału?

Na możliwości artylerii wpływa nie tylko kaliber i budowa armaty (dłuższa lufa przekłada się zazwyczaj na większą prędkość wylotową pocisku, a tym samym jego zasięg), ale także rodzaj stosowanej amunicji.

Obok zwykłych pocisków w użyciu są także pociski z gazogeneratorem. To rodzaj umieszczonego z tyłu "silnika" – wyrzucane przez niego gazy nie zapewniają jednak dodatkowego napędu, ale ograniczają zawirowania powietrza, pojawiających się za lecącym obiektem. W praktyce przekłada się to na większy o około 20 proc. zasięg strzału. Zasięg jest w tym przypadku okupiony mniejszą masą głowicy bojowej i nieco mniejszą celnością.

Oczy i uszy boga wojny

Ważnym aspektem wojny w Ukrainie jest powszechne stosowanie różnego rodzaju dronów, widoczne – choć nie na taką skalę – już podczas konfliktów w Syrii czy Górskim Karabachu. "Gwiazdą" ukraińskiej wojny jest z pewnością turecki Bayraktar TB2, ale – choć najbardziej znany – niekoniecznie odgrywa największą rolę.

W użyciu jest bardzo wiele typów dronów – od prostych, cywilnych konstrukcji, pozwalających bez ryzyka zajrzeć, co znajduje się za pobliskim budynkiem czy wzgórzem, po wyspecjalizowane, latające punkty obserwacyjne. Dzięki nim koordynaty zaobserwowanych celów są natychmiast, automatycznie przekazywane artylerii.

Już przed wojną Ukraina dość intensywnie promowała nowe dzieło swojego przemysłu – drona uderzeniowo-rozpoznawczego Sokił-300. Z jakiegoś powodu podczas aktualnego konfliktu nie ma na jego temat żadnych wiadomości – albo nie jest używany, albo z jakiegoś powodu uznano, że będzie lepiej, gdy jego możliwości i udział w walkach nie będą nagłaśniane.

Ogromną, choć mało medialną rolę odgrywają w czasie walk drony obserwacyjne, jak dzieło polskiej firmy WB Electronics – drony Fly Eye. Te niewielkie, trudne do wykrycia aparaty latające, które są prawdziwymi "oczami" ukraińskich artylerzystów. Zwiększają zasięg obserwacji i możliwość wykrycia przeciwnika, radykalnie zwiększając możliwości współpracującej z nimi artylerii.

Trudna do pominięcia jest zarazem propagandowa funkcja takich maszyn. Efektowne filmy, na których widzimy niszczoną ogniem artylerii kolumnę pod Kijowem, zniszczenie rozstawiającej własne działa, rosyjskiej baterii czy rozstrzelanie rosyjskich pojazdów pod Mariupolem to przecież efekt współpracy dronów i artylerii.

Artyleria samobieżna: ruch to przetrwanie

Armie Zachodu niemal nie używają artylerii holowanej, zostawiając dla niej specyficzne nisze, jak wsparcie jednostek aeromobilnych czy górskich, gdzie znajdują zastosowanie konstrukcje takie, jak ultralekka haubica M777. Klasyczne, holowane armaty wciąż jednak występują w znacznej liczbie w armiach Ukrainy i Rosji, gdzie większość modeli samobieżnych ma swój holowany odpowiednik czy pierwowzór.

Rozwój technologii sprawił, że użycie klasycznej, holowanej artylerii wiąże się jednak z rosnącym ryzykiem. To efekt coraz doskonalszych metod lokalizacji miejsc, z których prowadzony jest ostrzał. Dziesiątki lat temu służyły do tego stacje nasłuchowe, dzięki którym znając szybkość rozchodzenia się dźwięku i porównując czas, w którym w różnych miejscach usłyszano wystrzał, można było dość precyzyjnie określić obszar, z którego strzela wroga artyleria.

Współcześnie zadanie te przejęły radary artyleryjskie. Są one w stanie wykryć nadlatujące pociski i na podstawie ich trajektorii obliczyć zarówno czas i miejsce upadku, jak i lokalizację strzelającego. Automatyzacja zarówno pomiarów, jak i przekazania koordynatów celu oznacza, że ogień kontrbateryjny może być współcześnie zabójczo skuteczny.

ARCHER Shoot and Scoot

Dlatego artyleria – aby przetrwać – musi być szybka. Nowoczesne zestawy artyleryjskie potrzebują mniej, niż dwie minuty, aby zatrzymać się, oddać kilka strzałów i ruszyć w drogę. Pociski są jeszcze w powietrzu, gdy samobieżny zestaw opuszcza miejsce, z którego strzelał. Spektakularnym przykładem szybkości działania jest w tym przypadku szwedzki zestaw Archer.

Pomoc dla Ukrainy – jaka artyleria?

Połączenie mobilności daje coś jeszcze – możliwość znacznego zwiększenia siły ognia. Nowoczesne zestawy potrafią zwielokrotnić skuteczność prowadzonego ostrzału. Dzięki dużej szybkostrzelności i wystrzeliwaniu pocisków tak, aby miały różne trajektorie, możliwe jest uzyskanie – przez pojedynczy zestaw – efektu w postaci kilku pocisków, które spadają na cel jednocześnie.

Dlatego tak wielką pomocą może okazać się przekazana przez Zachód, nowoczesna artyleria. Na szali znajduje się kilka różnych modeli. W grę wchodzi dostawa m.in. słowackich armatohaubic Zuzana/Zuzana 2.

Zuzana 2
Źródło zdjęć: © KONŠTRUKTA – Defence
Zuzana 2

To zmodernizowana wersja udanych, czechosłowackich zestawów Dana, w których zamiast "rosyjskiego" kalibru 152 mm zastosowano "natowski" – 155 mm, nowy system kierowania ogniem i dłuższą lufę. Przekłada się to na zasięg strzału, wynoszący – w przypadku Zuzany 2 z lufą o długości 52 kalibrów – aż 41 km.

Na liście broni, która potencjalnie może trafić na Ukrainę, znajdują się także brytyjskie armatohaubice AS-90. To system dobrze znany w Polsce – wieża i armata w połączeniu z południowokoreańskim podwoziem K9 Thunder tworzą bowiem polską armatohaubicę Krab.

AS90
Źródło zdjęć: © WIkimedia Commons
AS90

AS-90 może wystrzelić trzy pierwsze pociski w czasie zaledwie 10 sekund. Trzy minuty wystarczą na wystrzelenie 10 pocisków, a przy ogniu ciągłym szybkostrzelność spada do około dwóch pocisków na minutę.

Ukraina apeluje również do Niemiec o przekazanie armatohaubic PzH 2000. Jest to broń, która była brana pod uwagę podczas wyłaniania zwycięzcy programu Krab. Niemiecka haubica charakteryzuje się wysoką szybkostrzelnością - także przy ogniu ciągłym.

PzH 2000 (na zdjęciu egzemplarz należący do armii holenderskiej)
Źródło zdjęć: © Lic. CC0 | Mediacentrum Defensie (MCD) mcd@mindef.nl
PzH 2000 (na zdjęciu egzemplarz należący do armii holenderskiej)

O ile pierwsze trzy pociski są wystrzeliwane w ciągu zaledwie dziewięć sekund, ciągły ostrzał może być prowadzony z szybkostrzelnością przekraczającą (spada wraz z nagrzewaniem się lufy) 10 pocisków na minutę.

Nowa amunicja, nowe możliwości

Możliwości artylerii są obecnie zwielokrotnione dzięki zastosowaniu nowoczesnej amunicji. W grę wchodzi nie tylko zwiększenie zasięgu, możliwe dzięki zastosowaniu pocisków z gazogeneratorem.

Ważną zmianą jest także rozwój artyleryjskich pocisków kierowanych. Prekursorem takiego rozwiązania był produkowany w latach 80., amerykański Copperhead, a prace nad podobną amunicją - z myślą o Krabach - prowadzi m.in. także Polska.

Artyleryjskie pociski kierowane, jak rozwijany współcześnie, amerykański M982 Excalibur, pozwalają na bardzo precyzyjny ostrzał. Lecący pocisk jest wówczas naprowadzany na odbitą od celu wiązkę lasera. Oznacza to dla artylerii zupełnie nowe możliwości, podobnie jak dla oddziałów, które są przez nią wspierane. W praktyce dron albo wysunięty obserwator może wskazać punkt, w który ma uderzyć pocisk wystrzelony 40 kilometrów dalej.

Ważną zmianą jest także rozwój amunicji, nieco na wyrost nazywanej "inteligentną". Chodzi o pociski zdolne do samodzielnego poszukiwania celu, jak szwedzki FFV Bonus czy rosyjski 30F39 Krasnopol. Jest to realizowane m.in. przez podpociski, które opadając na spadochronach wyszukują pojazdy opancerzone by zaatakować je z góry, gdzie są chronione najcieńszym pancerzem.

Wspomniane rozwiązania, choć radykalnie zwiększają skuteczność artylerii, nie są stosowane powszechnie, czego przyczyną jest m.in. wysoka cena precyzyjnej amunicji. W realiach wojny w Ukrainie pozostają ciekawostką, podczas gdy ciężar walk spoczywa na bardziej tradycyjnych rozwiązaniach.

Mimo tego trudno przecenić znaczenie artylerii; może na nią przypadać nawet 60 proc. strat, zadawanych w czasie tej wojny obu walczącym stronom przez wszystkie rodzaje broni. Klasyczna artyleria, wsparta nowoczesną technologią, wydaje się ciągle niezastąpiona, a ponura sława "boga wojny" wydaje się w takim kontekście całkowicie zasłużona.

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie