Wunderwaffe. Bachem Ba 349 Natter – samolot, który rozpadał się w powietrzu

Wunderwaffe. Bachem Ba 349 Natter – samolot, który rozpadał się w powietrzu
07.04.2021 11:34
Bachem Ba 349 Natter - grafika przedstawiająca moment odrzucenia dodatkowych silników
Bachem Ba 349 Natter - grafika przedstawiająca moment odrzucenia dodatkowych silników
Źródło zdjęć: © Brengun

Czy atutem bojowego samolotu może być fakt, że w pewnym momencie rozlatuje się w powietrzu? Pod koniec II wojny światowej Niemcy uznali, że to dobry pomysł. Zaprojektowali Wunderwaffe – "cudowną broń", którą stanowił rakietowy myśliwiec Bachem Ba 349 Natter.

Ostatni rok II wojny światowej to czas, gdy niemieckie lotnictwo wojskowe – Luftwaffe – znajdowało się w katastrofalnym stanie. Nękany bombardowaniami przemysł nie nadążał z uzupełnianiem strat, produkcję utrudniał brak surowców strategicznych, a prowadzenie walki – coraz dotkliwszy i niemożliwy do uzupełnienia brak wyszkolonych i doświadczonych pilotów.

W takiej sytuacji Niemcy sięgnęli po niekonwencjonalne rozwiązania. Jednym z nich była maszyna, będąca połączeniem rakiety i samolotu. Bachem Ba 349 Natter (Żmija) miał być odpowiedzią na największe problemy Luftwaffe i pozwolić osłabionemu lotnictwu III Rzeszy skutecznie niszczyć samoloty bombowe aliantów.

Samolot rakietowy z drewna

Problem z materiałami strategicznymi rozwiązano, budując nową konstrukcję w większości z drewna. Rozwiązano również problem z wyszkoleniem pilotów – maszyna startowała automatycznie nie z pasa startowego, ale z kratownicowej wyrzutni, pionowo jak rakieta. Ułatwiały to dodatkowe, odrzucane w czasie lotu silniki, umieszczone z boków kadłuba.

Bachem Ba 349 Natter. Osłona aerodynamiczna jest zdjęta - z przodu kadłuba widoczna wyrzutnia rakiet
Źródło zdjęć: © Special Air Service
Bachem Ba 349 Natter. Osłona aerodynamiczna jest zdjęta - z przodu kadłuba widoczna wyrzutnia rakiet

Po starcie samolot miał być niemal do ostatniej chwili kierowany radiowo z ziemi. Pilot miał przejąć sterowanie w ostatniej chwili, przechodząc na odpowiednim pułapie do lotu poziomego i zajmując pozycję do ataku.

Sam atak miał być niszczycielski i spektakularny, bo niemal cały przekrój kadłuba zajmowała ukryta za osłoną aerodynamiczną, wieloprowadnicowa wyrzutnia rakiet. W chwili ataku pilot odrzucał osłonę, po czym odpalał 32 lub - w innej wersji - 24 niekierowane pociski.

Salwa wystrzelona z niewielkiej odległości miała zapewnić pokrycie znacznej przestrzeni przed samolotem, niszcząc maszynę wroga nawet w przypadku niezbyt dokładnego celowania.

Bachem Ba 349 na stanowisku startowym
Źródło zdjęć: © Deutsches Patent- und Markenamt
Bachem Ba 349 na stanowisku startowym

Jednorazowy samolot

Do tego Bachem Ba 349 był samolotem jednorazowym. Jego celem było wzniesienie się na odpowiednią wysokość, wykonanie jednego ataku i… rozpadnięcie się w powietrzu. Nie chodziło rzecz jasna o lotniczą katastrofę, ale o kontrolowany rozpad. Dzięki niemu po wykonaniu zadania pilot miał bezpiecznie wrócić na ziemię na spadochronie.

Na spadochronie opadała także najdroższa, kluczowa część samolotu – silnik rakietowy, który po odzyskaniu miał być wykorzystany w nowym Natterze. Reszta maszyny, czyli wykonany z drewna kadłub i skrzydła, miała ulec zniszczeniu.

Warto przy tym wspomnieć, że rozważano - choć ostatecznie porzucono - pomysł, by przed opuszczeniem kokpitu pilot ustawiał Nattera w pozycji, zapewniającej staranowanie kolejnego wrogiego samolotu.

Bachem Ba 349 Natter - start prototypu w 1944 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna
Bachem Ba 349 Natter - start prototypu w 1944 r.

Wunderwaffe czasów kryzysu

Samolot miał jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę. Ponieważ dzięki swojej budowie i napędowi miał startować jak rakieta – pionowo, a lądowania nie przewidywano, tym samym nie potrzebował typowych, wrażliwych na bombardowania lotnisk.

Miał przy tym niesamowite osiągi - zakładano, że podczas lotu Natter zbliży się do prędkości dźwięku, osiągając mach 0,95. Miał na to niewiele czasu - silnik pracował bowiem przez zaledwie 6 minut, pozwalając na osiągnięcie pułapu do 14 kilometrów.

Sam samolot miał przy tym niewielkie rozmiary - kadłub mierzył zaledwie 6 metrów długości, a niezwykłe małe, 3-metrowe skrzydła wyglądały - jak na samolot - wręcz karykaturalnie. Cała konstrukcja ważyła zaledwie 800 kilogramów. Po zatankowaniu i uzbrojeniu masa gotowego do działania samolotu wzrastała do ponad 2 ton.

Bachem Ba 349 podczas badań w Wielkiej Brytanii
Źródło zdjęć: © Domena publiczna
Bachem Ba 349 podczas badań w Wielkiej Brytanii

Projekt bliski realizacji

W przeciwieństwie do wielu "cudownych broni", ta nowatorska i bardzo nietypowa maszyna doczekała się realizacji. Projekt doprowadzono do etapu bezzałogowych i załogowych testów w locie. Podczas jednego z nich - zakończonego śmiercią pilota - Natter prawdopodobnie (nie zostało to jednoznacznie potwierdzone) osiągnął prędkość dźwięku.

Samolot nie doczekał się jednak bojowego użycia. Problemy z dopracowaniem maszyny, śmierć pilota doświadczalnego, Lothara Siebiera, a przede wszystkim koniec wojny sprawiły, że Bachem Ba 349 Natter nigdy nie wyruszył do walki przeciwko alianckim samolotom.

Po wojnie zdobyte egzemplarze były testowane w Wielkiej Brytanii, ZSRR i Stanach Zjednoczonych, gdzie przeprowadzono bezpilotowy start maszyny.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (7)