Wielkie pomysły w małych miastach. Jak tworzy się gry, aplikacje, strony internetowe w niewielkich miejscowościach

Wielkie pomysły w małych miastach. Jak tworzy się gry, aplikacje, strony internetowe w niewielkich miejscowościach
21.10.2016 09:11
Wielkie pomysły w małych miastach. Jak tworzy się gry, aplikacje, strony internetowe w niewielkich miejscowościach
Źródło zdjęć: © Adam Bednarek/WP

Warszawa, Kraków, Wrocław - tak, wielkie miasta mogą kojarzyć się z innowacjami. A co z mniejszymi? Jest gorzej, bo choć pomysłów nie brakuje, to trudno konkurować z metropoliami. Rozmawiamy z ludźmi, którzy mimo wszystko próbują.

Wszystkie najważniejsze polskie gry powstały w dużych miastach. Seria Wiedźmin - Warszawa. Dying Light od Techlandu - Wrocław. W stolicy swoje siedziby mają także takie firmy jak 11bit studios czy CI Games, a jeden z oddziałów CD Projekt RED znajduje się w Krakowie. O tym, jak* polskie duże miasta zawłaszczyły twórców gier* mówi spis znajdujący się stronie polskigamedev.weebly.com - znajdziemy w nich polskie studia z podziałem na województwa. Mnóstwo ekip, nie tylko giganci rodzimej branży, w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie czy Poznaniu. Reszta kraju - pojedyncze przypadki.

Jak trudno tworzy się w mniejszych miejscowościach pokazuje ta “mapa”. Staram się dowiedzieć czegoś o studiach np. w Łomży czy Kielcach, ale albo trafiam na nieaktywne strony, albo opisy projektów z 2014 czy 2015 roku. Jakby twórcy z mniejszych miast próbowali, ale się poddali, bo nic więcej zrobić nie mogli.

O ile Warszawa, Kraków czy Wrocław są przykładami na to, że Polska pod względem technologicznym się rozwija i znaczy coraz więcej, tak mniejsze miasta są dowodem na to, że przeszkód jest mnóstwo.

Oczywiście dotyczy to nie tylko gier, ale też autorów stron internetowych czy aplikacji. W dużych polskich ośrodkach firmy mają łatwiej, tworzy się specjalne strefy, technoparki z biurowcami. A *jak pracuje się w małych miejscowościach? *

Wszyscy wyjechali

- Ciężko znaleźć kogoś dobrego, nawet niekoniecznie z doświadczeniem, ponieważ praktycznie wszyscy wyjechali - mówi Dariusz Pietrala, który w Kaliszu zajmuje się projektowaniem stron internetowych i aplikacji, a także tworzy gry. Największy problem małego miasta? Przegrywa konkurencję z dużym, który “kradnie” mieszkańców. - Gdy zaczynałem przygodę z grami, chciałem zebrać kilka osób. Znalazłem jednego grafika 3D (tylko jednego), który jeszcze wtedy kończył liceum. Nie do końca udało się wszystko zebrać do kupy, ale wydawało się, że z grafiką 3D nie powinno być problemów. Od razu po liceum wyjechał jednak do Wrocławia, ponieważ dostał pracę w Techlandzie. Teraz generalnie nie ma już czasu na nic.

- Większość moich znajomych uciekła do Poznania, Szczecina czy Wrocławia - podaje przykład z własnego podwórka Damian Komorowski, niezależny twórca gier z Gorzowa Wielkopolskiego. On został, bo pozwala mu na to praca, ale też zwyczajnie odpowiada mu życie w tym mieście. Jest taniej, no i luźniej. Tyle że nie ma chętnych do współpracy. - W Gorzowie jestem sam. Nie wiem o nikim, kto tworzy albo nawet próbuje tworzyć gry. Nawet jeżeli mowa ogólnie o programistach albo artystach, jest ich bardzo mało. Niestety, ale większe miasta kradną studentów. Za to przy każdej mojej wizycie w Poznaniu trzeba dostawiać krzesła do stolików - porównuje warunku z większym miastem.

Dla osób, które coś tworzą, większe miasta to większe szanse. Nie tylko na pracę, ale i rozwijanie się - można spotkać się z innymi twórcami, podyskutować, wymienić się doświadczeniami. Ci z mniejszych miast muszą dojeżdżać, a to też nie jest łatwe. - Wszystkie branżowe imprezy odbywają się właśnie w tych "większych" ośrodkach i jeśli chcemy na nich być, musimy poświęcić na dotarcie więcej czasu i pieniędzy. Z tego powodu bardzo często je pomijamy - mówi mi Dariusz Ruman z rzeszowskiego studia Red Dot Games.

Nie mówiąc już o wojażach zagranicznych, które przecież w branży technologicznej są powszechne. Działalność w małej miejscowości wiąże się najpierw z dojazdami do położonego w dużym mieście lotniska, a potem kolejną podróżą samolotem. Na starcie większe koszty, większe zmęczenie, logistyka.

Internet ratuje małe miasta

Rzeszowskie studio Red Dot Games to dowód na to, że nie każde małe miasto ma trudniej. Owszem, Rzeszów to stolica województwa, ale to jednak nie Kraków... Poza tym Rzeszów to wschód kraju, co dla niektórych nie jest dobrą wizytówką. Tyle że tymi problemami szef Red Dot Games się nie przejmuje. Chętni do pracy? Znajdą się. - Jako że Rzeszów, według danych z 2012 r., ma największą w całej Unii Europejskiej liczbę studentów przypadających na mieszkańca, to raczej przez jakiś czas na pewno nie będziemy narzekać na brak ludzi, którzy chcą się rozwijać. Trzeba również pamiętać, że spora część naszego zespołu to i tak specjaliści pracujący zdalnie, więc problemu z powiększaniem zespołu nie mamy - podsumowuje Dariusz Ruman.

Rzeszowskie Red Dot Games ma wydawcę, radzi sobie na Steamie - ich _Car Mechanic Simulator _był nawet w TOP 10 najlepiej sprzedających się gier na tej platformie. Ale nie zawsze przedsiębiorcom z małego miasta łatwo znaleźć większego partnera. To kolejna przewaga metropolii - większe zaufanie. - Większe firmy wolą dać zlecenie za większe pieniądze komuś z dużego miasta, bo uważają, że pewnie zrobi to lepiej. Też z uwagi na to, że agencje z większych miast łatwiej mogą złapać np. jakąś ogólnopolską kampanię i mogą się nią później pochwalić - twierdzi Dariusz Pietrala z Kalisza. Podobny przykład przytoczył Filip Springer w reportażu “Miasto Archipelag”. Firma z Suwałk nie mogła znaleźć większych zleceń, bo Suwałki źle się kojarzyły. Skoro tam działają, to znaczy, że nie są profesjonalni - ot, grupka może i pasjonatów, ale jednak nie są to zawodowcy. Małe miasta narażone są na takie stereotypy.

Warszawa kusi, małe miasta tracą

Czasami łatwiej jest więc po prostu się wyprowadzić. Tak zrobił Nikodem Szewczyk, który swoją grę, jeszcze w liceum, zrobił w Pabianicach - mieście położonym obok Łodzi. Tyle że tam do współpracy nikogo znaleźć się nie dało, pomóc musiał internet i tworzenie na odległość. Stąd też decyzja o przeprowadzce do Warszawy, gdzie tych problemów nie ma. - Uważam więc, że była to dobra decyzja. Oczywiście każdy medal ma dwie strony, ale patrząc na to pod kątem typowo branżowym - na plus. Można nałapać tutaj strasznie dużo kontaktów - stwierdza Nikodem. - Jest największa szansa, żeby znaleźć pracę. Od testerów po designerów i CEO. Dla każdego coś dobrego. Do tego dochodzą bezpośrednie spotkania z wydawcami czy imprezy, gdzie nawiązać można współpracę - podsumowuje.

Moi rozmówcy przyznają, że ich miasta są ładne, dobrze się w nich mieszka, mniej się wydaje, jest mniej stresu, wszędzie blisko. Ale przykład Nikodema pokazuje, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy i wyprowadzka pomaga się rozwijać. Popycha karierę mocniej.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)