Qsonix 205 - test serwera muzycznego

Qsonix 205 - test serwera muzycznego04.12.2012 13:00
Qsonix 205 - test serwera muzycznego
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe

Odtwarzanie muzyki z plików prędzej czy później będzie podstawowym sposobem słuchania muzyki już nie tylko przez nastolatków, ale także audiofilów.

Mimo że technika odtwarzania plików muzycznych (audiofilskich) zarówno w formatach bezstratnych, jak również w wysokiej rozdzielczości ciągle jeszcze nie jest tak dobrze rozwinięta, jak odczytywanie danych z rowków płyty winylowej czy czytanie danych z płyty CD, to jednak po kilku latach burzliwego rozwoju można już znaleźć na rynku zaawansowane produkty, które są w stanie zadowolić nawet wymagających audiofilów. Do testu otrzymaliśmy takie właśnie urządzenie mające ogromny potencjał –. Qsonix 205.

Od entuzjastów dla entuzjastów

Qsonix to amerykańska firma założona w 200. r. przez entuzjastów odtwarzania muzyki z plików, niezadowolonych z oferty urządzeń dostępnych na rynku. Brzmi znajomo? W notkach biograficznych wielu znanych producentów audio można znaleźć informację, że wzięli się za budowę własnych urządzeń, bo te, które były wówczas w sprzedaży, ich nie satysfakcjonowały.

Qsonix już kilka lat temu zaoferował produkt (model Q105. będący odtwarzaczem plików, mającym zewnętrzną formę zbliżoną do standardowego odtwarzacza płyt CD, z osobnym monitorem z ekranem dotykowym. Obecność monitora odróżniała Qsonixa od konkurencji np. szkockiego Linna, czy amerykańskiej marki Olive, która oferuje w swoich odtwarzaczach/serwerach tylko niewielkie wyświetlacze dotykowe (oczywiście odtwarzaczami tymi można sterować również zdalnie). Model Qsonix 105 to tylko pierwszy etap działalności firmy, która bynajmniej nie spoczęła na laurach, a pracowała nad kolejnym modelem. Co ważne, wzięto pod uwagę sugestię wielu posiadaczy Q105. Dlatego w modelu 205 zmieniono dwie podstawowe rzeczy. Po pierwsze to już nie kompletny odtwarzacz plików, ale audiofilski transport z kilkoma wyjściami cyfrowymi, który można podłączyć do dowolnie wybranego zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego. Oczywiście jedni mogą to uznać za wadę, bo trzeba mieć dodatkowe urządzenie, ale zważywszy na high-endowe aspiracje
Q205, takie podejście wydaje się być rozsądniejsze – w większości rozwiązań z najwyższej półki (także w świecie CD) transport i przetwornik umieszcza się w osobnych obudowach, no i to rozwiązanie pozwala wybrać odpowiedniej klasy przetwornik cyfrowo-analogowy o brzmieniu najbardziej odpowiadającym właścicielowi. To po prostu inne podejście – można proponować konstrukcje (jak Linn czy Olive) z wbudowanym DAC-iem, a wówczas o wyborze danego urządzenia będzie decydować jego funkcjonalność, łatwość użytkowania oraz brzmienie, na które wpływu już właściciel nie ma. Albo można zaoferować sam transport cyfrowy, z wyjściami zaprojektowanymi przez wybitnych specjalistów (z Wadii), z bardzo przyjaznym interface’em, do którego można dobrać przetwornik zgodny z własnymi gustami. Bo o ostatecznym brzmieniu będzie decydował głównie DAC, jeśli tylko dostanie dobrej jakości sygnał cyfrowy z transportu.

Jak współpracować, to z fachowcami

Po drugie, o czym już wspomniałem, topologię cyfrowych wyjść zaprojektowała firma Wadia, której audiofilom przedstawiać chyba nie trzeba. Właściciel ma więc do wyboru wyjścia koaksjalne (RCA i BNC), zbalansowane AES/EBU, optyczne oraz USB –. wszystkie obsługują sygnał o rozdzielczości do 24 bitów/192 kHz. Co więcej, wszystkie działają równocześnie, więc mamy możliwość podłączenia urządzenia do więcej niż jednego przetwornika cyfrowo-analogowego naraz.

288768300975339667
Źródło zdjęć: © (fot. Materiały prasowe)

Urządzenie posiada monitor dotykowy, wewnątrz dysk twardy (pojemność zależy od wybranej opcji –. 1 lub 2 TB), napęd umożliwiający zarówno wypalanie posiadanych plików na płyty CD, jak i ripowanie materiału ze srebrnych krążków (w tym z DVD – takich jak HRX-y Reference Recordings, czyli nagrania wysokiej rozdzielczości przetransferowane prosto z taśmy matki, oferowane przez tę wytwórnię). Jeśli podłączymy urządzenie do internetu, to przy ripowaniu płyt w większości wypadków będzie ono w stanie ściągnąć z sieci okładkę oraz informacje o zgrywanej płycie. Qsonix zaprojektował także własny software do wygodnej obsługi Q205 i muszę przyznać, że funkcjonalność, a przede wszystkim szybkość jego działania bardzo przypadły mi do gustu, bardziej niż oprogramowanie Olive 6HD. W tym ostatnim wypadku powolność działania potrafiła być czasem na tyle irytująca, że funkcjonalność jako taka schodziła na plan dalszy, co wcale nie znaczy, że była kiepska – po prostu pozostawiła gorsze wrażenia. Olive zapowiadało wprowadzenie
nowej, sprawniej działającej wersji software’u w pierwszym kwartale 2012 r. i tak naprawdę dopiero po jej wprowadzeniu można by porównać wygodę obsługi obydwu urządzeń (ale jeszcze nie miałem okazji sprawdzenia, czy i jakie usprawnienia wprowadziło Olive). Oczywiście w jednym i drugim wypadku do sterowania można używać iUrządzeń Apple’a, np. tabletu iPada, i wówczas łatwość obsługi będzie porównywalna. Ale gdy nie dysponujemy takowymi urządzeniami, to spory monitor dotykowy Qsonixa, który można ustawić w zasięgu ręki, jest na pewno wygodniejszy niż stosunkowo niewielki ekran zamontowany w Olive 6HD. Od strony funkcjonalnej są to jednak dwa nieco różne urządzenia – Olive ma wbudowany DAC, dzięki czemu jest samodzielnym odtwarzaczem plików, natomiast Qsonix 205 to wyspecjalizowany transport cyfrowy, którego zadaniem jest odczytanie materiału muzycznego z dysku twardego i wysłanie sygnału cyfrowego do zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego. Jest to po prostu odpowiednik transportu CD, tyle że czytający
dane z innego medium.

Gabartytami i wyglądem Qsonix 20. przypomina klasyczny odtwarzacz CD, nietypowy jest jednak podłączony monitor. Co do tego ostatniego – klient może wybrać jedną z kilku wielkości (15, 17 lub 19 cali) – wybór zapewne będzie podyktowany z jednej strony ilością miejsca w pomieszczeniu odsłuchowym, a z drugiej kwestią tego, czy faktycznie dana osoba będzie korzystać z monitora do obsługi urządzenia.

Ciche działanie

Dwa elementy budowy Qsonixa mogą początkowo budzić pewne obawy –. po pierwsze niemały wentylator z tyłu urządzenia, niezbędny do utrzymania odpowiedniej temperatury wewnątrz obudowy. Po drugie sam wbudowany twardy dysk. Z doświadczenia wiemy, że jedno i drugie może być dość głośne i przeszkadzać w słuchaniu muzyki. Amerykańskiej firmie udało się dobrać taki wentylator (z zaimplementowanym systemem sterowania prędkością obrotową w zależności od temperatury) i taki dysk twardy, że urządzenie jest praktycznie bezgłośne. Dopiero przybliżenie ucha do obudowy ujawnia cichutki szum wiatraczka, ale przecież nikt nie będzie słuchał muzyki z uchem przytkniętym do obudowy. Choć firma nie podaje, jakich dokładnie używa HDD, to sugeruje, że są to wersje długowieczne – być może takie, jak stosowane w serwerach. Niemniej oczywiście należy (koniecznie!) od czasu do czasu wykonywać kopię zapasową plików muzycznych na zewnętrzny twardy dysk – do tego m.in. służą porty USB.

Intuicyjna obsługa

Drugim najważniejszym/robiącym różnicę elementem Qsonixa 205. obok wyjść cyfrowych opracowanych przez Wadię, jest jego oprogramowanie. Po pierwsze interface jest przyjemny dla oka, po drugie obsługa jest w dużej mierze intuicyjna – wcale nie trzeba czytać instrukcji, by rozpocząć słuchanie muzyki, zripować pierwsze płyty CD, czy poradzić sobie z wieloma funkcjami, choć oczywiście dopiero przestudiowanie tejże da użytkownikowi pełny obraz możliwości tego urządzenia. W dużej mierze to oprogramowanie 205-tki zadecydowało zapewne o nazwaniu tego urządzenia „systemem zarządzania muzyką”. Nazwanie go po prostu transportem cyfrowym nie oddawałoby nawet w niewielkim stopniu oferowanej funkcjonalności. Interface, podzielony na kilka okienek, pozwala przeglądać muzykę przechowywaną na wewnętrznym dysku na wiele różnych sposobów – m.in. po okładkach, artystach, kompozytorach, tytułach czy gatunkach muzycznych. Możliwe jest oczywiście tworzenie playlist, do których dodaje się całe albumy lub wybrane utwory, po prostu
przeciągając je i upuszczając (drag&drop) do właściwego okienka. Do albumów zripowanych w Qsonixie podłączonym do internetu urządzenie ściągnie sobie (w większości wypadków) okładki i metadane (wykonawców, w przypadku klasyki także kompozytorów, spis utworów, rok wydania etc.). Zdarza się, że w bazie dostępnych jest kilka wersji danych dla płyty (wynikających choćby z racji wielu wydań tego samego tytułu) – wówczas, to użytkownik może oczywiście samodzielnie wskazać te właściwe, które mają być używane dla jego plików. Jeśli jakiejś płyty nie ma w bazie danych, z którą łączy się Qsonix, to istnieje możliwość samodzielnego dodania okładki (zeskanowanej z własnej płyty czy ściągnięcia pliku graficznego z sieci) oraz pełnego opisania albumu. W tym ostatnim zadaniu pomaga oprogramowanie, które prowadzi nas krok po kroku przez cały proces, a dane wprowadza się za pomocą całkiem wygodnej klawiatury wyświetlanej na ekranie.

Pliki muzyczne możemy oczywiście także pobrać z domowej sieci czy zewnętrznego dysku twardego USB. Jest spore prawdopodobieństwo, że będą one opisane w nieco inny sposób, niż to robi testowane urządzenie przy wykonywaniu własnego ripu. Qsonix co jakiś czas przeprowadza jednakże operację zwaną „maintenance”. (konserwacja), w czasie której porządkuje swoją bazę danych. Jeśli natrafia na nieścisłości, to stara się je naprawić i jest spora szansa, że w czasie tej operacji opisze zaimportowane pliki „po swojemu”, co ułatwi nawigację po nich.

Oprócz tworzenia własnych playlist istnieje możliwość, aby zrobił to sam Qsonix –. np. zupełnie przypadkowe utwory (random) lub odpowiednio dobrane do naszego nastroju (mood). Nie mam pojęcia, jak on to robi, ale znakomicie wywiązuje się z tego zadania, dobierając trafnie poszczególne utwory. Gdy dysponujemy olbrzymią płytoteką, zdanie się na wybór 205-tki może dać znakomite efekty, gdyż często zdarza nam się pomijać sporo wartościowych utworów, a maszyna może je znów wyciągnąć na światło dzienne. Urządzenie to może także tworzyć inne listy odtwarzania – po gatunkach muzycznych, wybierając muzykę podobną do tej, której słuchaliśmy ostatnio etc., etc. To ostatnie rozwiązanie bywa ciekawą gimnastyką logiczną, gdy próbuje się wymyślić, w jaki sposób Qsonix skojarzył jedno nagranie z drugim. Moim zdaniem widać, że oprogramowanie zostało stworzone przez ludzi, którzy wiedzieli, czego chcą – napisali je tak, jakby robili to dla siebie, żeby po prostu było jak najwygodniej i bardzo intuicyjnie dla każdego
użytkownika. Ja słuchając muzyki z komputera, wolę znacznie prostszy interface Foobara niż teoretycznie lepszy Jrivera. Niejako wbrew temu do Qsonixa przyzwyczaiłem się natychmiast, a gdy przyszło mi się rozstać z tym urządzeniem, najbardziej brakowało mi tej łatwości i wygody obsługi. Z mojego punktu widzenia ze wszystkich urządzeń odtwarzających pliki, z jakimi dotychczas miałem do czynienia, to właśnie Qsonix 205 najbardziej przypadł mi do gustu pod względem użytkowym. Jedno stosunkowo niewielkie urządzenie, które zgrywa pliki z płyt, ściąga samodzielnie do nich dane i okładki, nagrywa pliki na płyty, pracuje w domowej sieci (bo także dowolny komputer w tejże sieci może korzystać z zasobów zgromadzonych na 205-tce), ma dotykowy monitor, a jego obsługi można się nauczyć w 5 minut. Do tej pory – bomba!

Jak to gra?

Pozostaje jeszcze jeden, przecież bardzo ważny aspekt –. brzmienie. Będzie to dziwna recenzja, bo o tym aspekcie napiszę najmniej. Dlaczego? Otóż dlatego, że o klasie dźwięku, jaki można uzyskać za pomocą Qsonixa, decyduje przede wszystkim wykorzystany DAC. W moim wypadku PC Audio ogranicza się ciągle do komputera wysyłającego sygnał po USB do DAC-a Hegla HD11. Daje to całkiem niezłą jakość dźwięku – mówiąc szczerze, na tyle dobrą, że coraz rzadziej używam odtwarzacza płyt CD. Zamiana komputera na Qsonixa w tym samym systemie wniosła sporą poprawę, co samo w sobie nie było wielkim zaskoczeniem (komputer to zwykły netbook, a nie maszyna dedykowana do odtwarzania muzyki), acz stopień zmian na plus, bardzo mnie zdziwił. Dźwięk stał się zdecydowanie gładszy, precyzyjniejszy, zwiększyła się też liczba detali. W muzyce pojawiło się znacznie więcej powietrza, zdecydowanie lepiej pokazywane było otoczenie akustyczne muzyków, szczególnie przy nagraniach na żywo. Tak naprawdę dźwięk zyskał w każdym możliwym aspekcie.
To pokazało mi przede wszystkim, że nie wykorzystuję pełni możliwości HD11. Hegel to naprawdę dobry DAC w swojej cenie, jednakże do transportu sygnowanego przez Wadię, z wysokiej półki cenowej, wypadało podłączyć przetwornik jeszcze wyższej klasy. Pierwszą okazją był odtwarzacz Ayona CD5s, który nie dość, że jest najwyższej klasy odtwarzaczem płyt CD, to jeszcze, dzięki kilku wejściom cyfrowym, pozwala podłączać zewnętrzne urządzenia do wbudowanego przetwornika cyfrowo-analogowego. Porównanie płyty CD, odtwarzanej przez Ayona, z materiałem z tej samej płyty zripowanym do pliku i odtwarzanym z Qsonixa, nie wykazało właściwie żadnych różnic sonicznych. Obydwa urządzenia wyciągnęły z formatu 16/44,1 tyle, ile się dało, a brzmienie trudno mi było określić inaczej niż znakomite. Ayon to jeden z tych odtwarzaczy, które oferują „analogowy” dźwięk, przez co rozumiem brak cyfrowego nalotu, nieuniknionego w przypadku wielu, a właściwie większości odtwarzaczy CD. Tu, czy to z własnego napędu, czy z 205-tki podłączonej
do wejścia koaksjalnego, dźwięk był bardzo gładki, spójny, otwarty – po prostu świetny.

Kolejnym etapem było porównanie –. odtworzenie zwykłej płyty CD (Buena Vista Social Club) z włączonym upsamplingiem, z tym samym materiałem w postaci 24/96 odtwarzanym z Qsonixa (nadal przez DAC Ayona). Nie należę do osób twierdzących, że różnica między plikiem w postaci 16/44,1 a 24/96 jest kosmiczna, mimo że taki jest obecny trend podsycany przez wydawnictwa, które po raz kolejny zarabiają na tym samym materiale muzycznym, udostępniając go w gęstych plikach. Różnica oczywiście jest jak najbardziej zauważalna na korzyść gęstych plików, ale primo nie jest aż tak wielka, jak się to często prezentuje, a secundo potrzebujemy naprawdę dobrego sprzętu, aby to faktycznie usłyszeć. Odtwarzacz Ayona oraz jego DAC to urządzenia wysokiej klasy, więc mogłem założyć, że teraz różnicę będzie słychać wyraźnie. Upsampling zaimplementowany w CD5s wykonuje całkiem niezłą robotę przy odtwarzaniu płyt CD (choć są i takie płyty, których wolałem słuchać bez upsamplingu). Jednak to dopiero transport zdolny do odtwarzania gęstych
plików, z zaimplementowanymi bardzo dobrymi wyjściami cyfrowymi pokazał pełnię możliwości przetwornika Ayona. O ile ze zwykłym materiałem (16/44,1) miałem wrażenie gładkości, analogowości brzmienia, to dopiero teraz usłyszałem, że można jeszcze lepiej. Dźwięk zbliżył się już bardzo do tego, co można usłyszeć z dobrego gramofonu. Rzecz właśnie w tej niezwykłej gładkości, płynności, otwartości i spójności dźwięku. Dodajmy do tego świetny pace&rhythm (tempo i rytm) i ten bardzo emocjonalny, wciągający sposób prezentacji, który przy winylach sprawia, że nie zauważa się nawet trzasków czarnej płyty – a tu przecież tych trzasków nawet nie ma.

Na sam koniec testu miałem jeszcze okazję podłączyć Qsonixa do przetwornika Calyx 24/192. Podobnie jak wiele innych urządzeń na rynku, to również wyposażono w wejście koaksjalne i port USB (no dobrze, większość DAC-ów ma tych wejść więcej, ale chodziło mi o to, że te dwa są właściwie standardem). Nietypowe jest to, że według producenta głównym wejściem jest USB, a koaksjal jest jedynie dodatkiem. Miałem okazję posłuchać go dość długo i faktycznie to, co słyszałem, korzystając z wejścia USB, podobało mi się jeszcze bardziej niż to, co dostarczał koaksjal, choć i dźwięk z tego ostatniego był wysokiej próby. Ponieważ Calyx dotarł do mnie pod sam koniec testu Qsonixa, nie zdając sobie jeszcze sprawy z przewagi USB, połączyłem oba urządzenia bardziej „tradycyjnie”, czyli kablem koaksjalnym. Spodziewałem się sporych różnic w porównaniu do Ayona – w końcu „Koreańczyk” to urządzenie solid-state, a nie tak, jak „Austriak” lampowe. Ale różnice wcale nie były aż tak duże. I owszem, średnica z Ayonem była nieco słodsza
(w dobrym tego słowa znaczeniu), a góra pasma nieco bardziej eufoniczna i otwarta, za to Calyx oferował odrobinę żywszy, żwawszy dźwięk, z mocniejszą podstawą basową. Różnice może i nie były wielkie, ale mogłyby zdecydować o wyborze danego klienta (pomijam w tym momencie podstawową różnicę funkcjonalną, czyli fakt, że Ayon to odtwarzacz CD z wejściami cyfrowymi, mogący też pełnić funkcję przedwzmacniacza, a Calyx to wyłącznie DAC). Fan rocka, któremu do życia niezbędny jest potężny bas, mocna stopa, puls gitary basowej wybrałby pewnie „Koreańczyka”, a miłośnik wokali, jazzu w małych składach pewnie wolałby Ayona. Faktem jest, że i jednego, i drugiego Q205 mógłby zadowolić w 100 proc., dostarczając do przetwornika sygnał cyfrowy wysokiej klasy, ale pozwalając mu decydować o ostatecznym charakterze brzmienia.

Warto wiedzieć

Qsonix ma w swojej ofercie także drugie urządzenie –. Q210. Patrząc na obydwa od frontu, praktycznie nie widać różnic. Te znajdziemy dopiero na tyle modelu 210. Tu zamiast kilku wyjść cyfrowych mamy do dyspozycji cztery wyjścia analogowe, a dla każdego z nich możemy tworzyć niezależne listy odtwarzania. Dzięki temu 210-tka może stać się sercem systemu multiroom. Możemy z jednego urządzenia wysyłać muzykę do czterech systemów muzycznych w czterech pomieszczeniach. W każdym z nich może grać ta sama muzyka lub zupełnie różna. Ta sama, jeśli na przykład przemieszczamy się dość często pomiędzy dwoma, trzema czy czterema pomieszczeniami i nie chcemy przerywać słuchania ulubionej muzyki. Różna, gdy w jednym pokoju my odbywamy np. sesję z Keithem Jarrettem, w drugim nasza lepsza połowa słucha Franka Sinatry, w trzecim syn z kolegą odsłuchują ostatnią płytę Metalliki, a w czwartym córka zachwyca się Gotye. Każdy z użytkowników może zarządzać zdalnie własną listą odtwarzania, a w swoim pokoju potrzebuje tylko
wzmacniacza i kolumn (albo np. wzmacniacza słuchawkowego i słuchawek, czy też innego urządzenia, który przyjmie sygnał analogowy z Q210). W przypadku Q205 można postąpić podobnie, ale z urządzenia wysyłany jest sygnał cyfrowy, więc w każdym z pomieszczeń potrzebny jest dodatkowo przetwornik cyfrowo-analogowy.

288768300976060563
Źródło zdjęć: © (fot. Materiały prasowe)

Podsumowanie

Do funkcjonalności amerykańskiego systemu zarządzania muzyką w zasadzie przyczepić się nie można, moim zdaniem można ją jedynie chwalić (a warto wspomnieć, że software jest od czasu do czasu upgrade’owany –. jeśli tylko Qsonix jest podłączony do sieci, to sam ściągnie i zainstaluje dostępne nowe wersje oprogramowania). Myślę, że Wadii można zaufać w kwestii jakości sygnału cyfrowego. Pozostaje więc pytanie, czy potencjalnym użytkownikom przypadnie do gustu interface Q205. Jedni wolą jabłka, inni gruszki – wszystkich nie zadowoli się nigdy, ale moim zdaniem to, co udało się stworzyć programistom amerykańskiej firmy, może przekonać do siebie wielu klientów, którzy docenią i zakres funkcjonalności, i łatwość użytkowania Qsonixa Q205. Mnie przekonało!

Plusy: Sekcja cyfrowa Widii, świetne, intuicyjne oprogramowanie, znakomita funkcjonalność
Minusy: Nie wszystkie płyty znajdują się w bazie danych
Ogółem: Przyjazne i intuicyjne w obsłudze urządzenie o dużej funkcjonalności, godne DAC-ów bardzo wysokiej klasy

Ocena: 10/10

Specyfikacja:

- Cena: 24800 zł (z monitorem 15''),
- Waga: 9,1 + 4,3 kg,
- Wymiary: 430x100x407 mm (SxWxG),
- Wejścia cyfrowe: 2 x Coaxial S/PDIF (RCA + BNC), 1 x AES/EBU, 1 x optyczne Toslink (wszystkie działają równocześnie, akceptując sygnał do 24bit/192kHz),
- Port USB (akceptuje sygnał do 24bit/192kHz),
- Wbudowany HDD 1 lub 2 TB (do wyboru),
- Monitor z ekranem dotykowym (15, 17 lub 19''),
- Gniazdo sieciowe (LAN),
- Dodatkowe porty USB,
- Wyjścia video: 1 x VGA, 1 x DVI,

Marek Dyba

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)