Polowanie z dziećmi to dobry pomysł? Psycholog zabrał głos [OPINIA]

Strona głównaPolowanie z dziećmi to dobry pomysł? Psycholog zabrał głos [OPINIA]
22.07.2020 09:25
Polowanie z dziećmi to dobry pomysł? Psycholog zabrał głos [OPINIA]
Źródło zdjęć: © Getty Images | Jeff J Mitchell

Niedawno Sejm rozpatrywał projekt ustawy, która proponowała wspólne polowania dzieci z myśliwymi. Projekt nie został odrzucony – odbędą się dalsze prace nad nim w komisji. To dobra okazja, by spojrzeć z perspektywy psychologii, jaki wpływ na psychikę dzieci mają wspólne polowania.

[Aktualizacja, 07.22.2020, 9:21]

22 lipca 2020 roku o godz. 11:30 dalszym losem projektu zajmie się Komisja Ochrony Środowiska. O nowelizację prawa apeluje Polski Związek Łowiecki, przy protestach obrońców praw zwierząt i dzieci.

Co na to psychologia?

Zapytaliśmy o opinię eksperta, psycholog Monikę Kijok, która wypowiedziała się o wpływie wspólnych polowań na psychikę dzieci.

Mówimy o dziecku z jego niedojrzałym aparatem psychicznym, bez rozwiniętych mechanizmów radzenia sobie z różnymi doświadczeniami życiowymi, bez bagażu takich doświadczeń w postaci uwewnętrznionych przekonań i nazwanych emocji. Z powodu takiej niedojrzałości dziecka tłumaczymy mu świat poprzez dostosowane do wieku opowieści, narracje, podręczniki. Z tego samego powodu dosłowność aktu poczęcia, narodzin czy śmierci jest dzieciom przedstawiana w odpowiednich słowach przez dorosłych. Ich obecność pozwala na "skontenerowanie" dramatycznych afektów i oswojenie ich.

Monika Kijok, psycholog

Monika Kijok zauważa, że przy polowaniach dziecko stykałoby się z "bezpośrednią, biologiczną realnością życia i śmierci" i podkreśla, że "nie przychodzi nam do głowy zgoda na udział dziecka w porodzie rodzinnym" właśnie ze względu na tzw. ryzyko traumy, jaka może wystąpić przy takim wydarzeniu. Z tego powodu psycholog uważa, że powinno się dzieci przed takimi sytuacjami chronić.

W grach się zabija "na niby", a mają ograniczenia wiekowe

Jeden z punktów manifestu Polskiego Związku Myśliwskiego mówi o tym, że polowania odciągają nas od wirtualnego świata i skłaniają do wychodzenia w ten "prawdziwy". Oczywiście nie powinno się przeceniać namacalnego kontaktu ze światem zewnętrznym, ale nie ma sensu robić z przestrzeni wirtualnej wroga.

Przy okazji gry wideo często są demonizowane ogólnie właśnie między innymi ze względu na rzekome wywoływanie agresywnych zachowań. Są stosunkowo nową formą rozrywki, mimo, że bardziej dochodową i popularniejszą niż filmy i muzyka razem wzięte. Liczne badania naukowe przez kilka ostatnich dziesięcioleci nie wykazały żadnej zależności między przemocą w "wirtualu", a tą w "realu". Takiego zdania jest również Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne.

Poza tym w przypadku gier istnieją ograniczenia wiekowe, nie bez powodu zresztą. Posługując się amerykańskim systemem klasyfikacji ESRB – tytuły zawierające dużą ilość przemocy zarezerwowane są np. dla osób mających przynajmniej 17 lat, a te wyjątkowo brutalne są dozwolone od 18 lat.

W kwestii gier oczywiście najwięcej zależy od rodziców, czy ich przestrzegają. Zdrowy rozsądek nakazywałby jednak poważnie zastanowić się, czy chcemy naszemu 7-latkowi dać grać w GTA. Tak samo powinno być z polowaniem, tym bardziej że w trakcie łowów zabija się naprawdę.

Z kolei jeśli gramy razem z naszą pociechą w tytuły odpowiednie dla jej wieku, to badania naukowe wykazały, że nastoletnie i młodsze dziewczynki, które grają z ojcami mają wyższy poziom szczęścia i lepsze kontakty z rodzicami niż dzieci, które nie spędzają w taki sposób czasu.

Przemoc wobec zwierząt a przemoc domowa

Zależność pomiędzy przemocą wobec zwierząt a przemocą domową (i w odwrotnym kierunku) zostały już potwierdzone i udokumentowane 50 lat temu. Badania FBI dowiodły, że "akty okrucieństwa względem zwierząt nie są małą wadą osobowości", lecz oznaką "głębokiego zaburzenia psychicznego", a agresja często nie kończy się jedynie na zwierzętach.

Kryminologia wykazała, że stwierdzenie u kogoś aktów przemocy wobec zwierząt jest stuprocentowo skutecznym narzędziem do wykrycia skłonności kryminalnych.

Jak podkreśla badacz Malcolm Plant bycie świadkiem brutalnych zachowań wobec zwierząt prowadzi do tzw. odczulania, którego skutkiem jest normalizacja agresji i obniżenie empatii.

Idealnym tego przykładem jest Rumunia, gdzie 86,3 proc. nastolatków uznało za "normalny" widok zabijanego bądź torturowanego zwierzęcia. To dlatego, że od 2013 obowiązuje tam nakaz zabijania bezpańskich psów.

Warto wspomnieć, że badanie Eurobarometru z 2010 w Rumunii wykazało, że 36 procent Rumunów uważa, że przemoc domowa jest bardzo powszechna, a kolejne 48 proc. uznała, że "dość powszechna". 58 procent respondentów uznało, że głównym tego powodem było "prowokacyjne zachowanie" kobiet. Wnioski pozostawiam wam.

Wielcy mężczyźni boją się utraty wielkiej męskości

Jeśli przyjąć założenie, że polowania mają pomóc dzieciom w nabraniu odwagi czy zaradności, to można by je porównać do baśni sprzed kilkuset lat. Wtedy często wspominano tam o śmierci i innych makabrycznych wydarzeniach, a w niektórych ("Ośla Skórka") nawet o kazirodztwie. W teorii miało to pomóc małym chłopcom przełamać wewnętrzny strach i szybciej stać się mężczyznami.

Problem tutaj jest taki, że my żyjemy już w zdecydowanie innych czasach. I wcale nie potrzebujemy tego mitycznego "męstwa" w wydaniu sprzed 500 lat.

Bo w zabijaniu ani wojowaniu nie ma absolutnie nic chwalebnego i wiedzieli o tym nawet głównodowodzący hitlerowcy, którzy przyznali się do tego w Norymberdze. Teraz potrzebujemy do "przetrwania" w świecie zupełnie innych zdolności.

I tak się składa, że w tych czasach wyjątkowo ceni się zarówno kobiety, które podejmują się stereotypowo "męskich" zawodów (np. programista), jak i na odwrót. Gdy społeczeństwo do tego dojrzewa, wtedy zachodzi postęp.

Baśnie takie jak np. Charlesa Perrault są obiektywnie rzecz biorąc w roku 2020 odrażające. Nawet Disney w swoich animacjach sprzed 30-40 lat, które uznaje za "przestarzałe kulturowo", albo zmienia elementy lub o nich ostrzega.

Argument pod tytułem "ja to robiłem i nic mi się nie stało" to kula w płot. Jak miałem 7 lat to obejrzałem horrory "Obcy" i "Coś". Owszem, fascynowały mnie wielce i jakoś dorosłem, ale przez lata nosiłem po nocach traumę jako dziecko. Teraz, 27 lat później, już jako rodzic nie polecałbym na to pozwalać żadnemu tacie, ani mamie.

Warto wspomnieć przy okazji o tzw. preppersach. To osoby, które czynnie przygotowują się na kataklizm, wykupując wyposażenie i sprzęt w teorii gwarantujący przetrwanie.

Ta grupa społeczna promuje również kult męskości i zaradności, a wyposażona w zapasy broni i fasolki w puszce nagle po kilku dniach obowiązkowej kwarantanny dostaje załamania. Czemu? Bo nie może wyjść do fryzjera albo kupić serniczka. Ich tłumaczenie, nie moje. To pokazuje, ile taka teoria jest warta w praktyce.

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (167)