Jest marzeniem Trumpa. Dania może liczyć nie tylko na pomoc NATO
Donald Trump nie ustaje w narracji dotyczącej przejęcia Grenlandii od Danii. W jednej z ostatnich wypowiedzi nie wykluczył opcji użycia siły, jednak wydaje się to bardzo mało prawdopodobnym scenariuszem. Warto jednak zaznaczyć, że w takim przypadku Dania, do której należy Grenlandia, poza NATO może także liczyć na pomoc organizacji NORDEFCO. Przedstawiamy, czym ona jest i co oferuje.
Grenlandia ze względu na swoje położenie oraz amerykańską bazę Pituffik Space Base jest kluczowa do obrony USA. Zapewnia ona kontrolę nad rosnącą na znaczeniu Północną Drogą Morską, jest idealnym miejscem dla radarów wykrywających międzykontynentalne pociski balistyczne zmierzające w kierunku USA, ma najbardziej wysunięty na północ głębokowodny port na świecie i duże lotnisko z 3-kilometrowym pasem startowym.
Amerykanie nie zaprzestają na serii gestów mających podporządkować wizerunkowo Grenlandię pod USA, a jednym z ostatnich jest przypisanie jej obrony pod amerykańskie Dowództwo Północne (NORTHCOM).
NORDEFCO — zrzeszenie potęg dalekiej północy
Efektem tych działań jest mocny spór polityczny i gesty wsparcia państw UE dla Danii, mającej wyłączne prawo terytorialne do Grenlandii. Warto też zaznaczyć, że nawet w przypadku skrajnie nierealistycznego użycia siły przez USA, to odpowiedzią UE byłyby najpewniej działania dyplomatyczne, polegające na cofnięciu zgód dla baz USA w Europie. Z kolei w przypadku scenariusza konfliktu to Dania, poza europejską częścią NATO, mogłaby liczyć na zrzeszenie Nordic Defence Cooperation (NORDEFCO).
Powołane 4 listopada 2009 roku zrzeszenie pięciu państw nordyckich NORDEFCO składające się z Norwegii, Szwecji, Finlandii, Danii i Islandii jest rozwinięciem Współpracy Zbrojeniowej NORDAC z lat 90. XX wieku, która przez 15 lat istnienia pozwoliła wedle szacunków zaoszczędzić 100 mln euro. Mimo iż organizacja nie jest pełnoprawnym sojuszem wojskowym ze względu na brak struktury dowodzenia, tak jak ma to miejsce choćby w NATO, to ministerstwa obrony państw NORDEFCO mają ćwiczyć koordynację na wypadek kryzysu.
Celem organizacji jest współpraca w całym zakresie obronności w celu osiągnięcia lepszej efektywności kosztowej i jakości, a tym samym zwiększenia zdolności operacyjnych m.in. na poczet operacji pokojowych w ramach ONZ. Innym celem jest też osiąganie przełomów technologicznych oraz wspólne zakupy uzbrojenia.
Państwa NORDEFCO — specjaliści od walki w ekstremalnych warunkach zimowych
Walka w warunkach, gdzie normą bywa nawet temperatura rzędu -30/40 stopni Celsjusza, to wyzwanie nie tylko dla ludzi, ale także dla sprzętu oraz elektroniki. Czasem najprostsze rozwiązania są jedynym optymalnym wyborem. Przykładowo zamiast skuterów śnieżnych lepszą opcją do transportu wyposażenia bywają psie zaprzęgi, z których korzysta np. duńska jednostka Sirius Patrol.
Ci żołnierze są w stanie przetrwać w skrajnych warunkach i są mistrzami maskowania. Warto zaznaczyć, że istnieją nawet sposoby ukrycia się przed termowizją, ale są one ograniczone dla nielicznych.
Z kolei klasyczny sprzęt wojskowy musi być odpowiednio zmodyfikowany i być obsługiwany przez doświadczone załogi. Taki proces zajmuje dekady i co prawda Amerykanie mają jednostki przystosowane do takich warunków stacjonujące na Alasce, to w Europie potęgą w tej kwestii są już wspomnieni m.in. Norwegowie oraz Finowie.
Finowie mają m.in. Brygadę Jegrów (Jääkäriprikaati) w Laponii, która corocznie szkoli około 2 tys. poborowych w warunkach, jakie można zaliczyć do jednych z najtrudniejszych na świecie. Brygada to nie tylko lekka piechota, ponieważ dysponuje też ciężkim sprzętem w postaci bojowych wozów piechoty CV9030 oraz czołgami Leopard 2A4.
Co więcej, Jegrzy mają też batalion przeciwlotniczy oparty zarówno o systemy lufowe takie jak ITK 95 (ucyfrowione zestawy ZU-23-2 podobnie jak w polskich PSR-A Pilica) oraz rakietowe systemy ITO 90M. Te drugie to francuskie systemy Crotale NG przenoszące osiem gotowych do odpalenia pocisków VT1 zdolnych do zwalczania celów na dystansie do 16 km i poruszających się na wysokości do 9 km.
Plusem tego systemu jest to, że może on działać w pełni pasywnie w oparciu o głowicę optoelektroniczną, co zapewnia wysoką odporność na ataki z wykorzystaniem pocisków antyradiolokacyjnych. Te mogą sparaliżować obronę przeciwlotniczą, co niedawno można było zobaczyć na przykładzie Wenezueli. Co więcej, pociski VT1 wykorzystują radiokomendowy automatyczny układ naprowadzania wzdłuż linii celowania (CLOS), który, co prawda wymaga przez operatora śledzenia celu aż do chwili trafienia, ale z drugiej strony zapewnia odporność na systemy walki elektronicznej, holowane wabiki, flary czy DIRCM.
Z kolei Norwegowie mają m.in. Brygadę Nord z siedzibą w Bardufoss odpowiedzialną za kontrolę północnej flanki NATO, przystosowaną do działania w rejonie koła podbiegunowego. Etatowo ma ona liczyć około 5 tys. żołnierzy, ale w przypadku zagrożenia zasób ten może zostać zwiększony rezerwistami.
Warto dodać, że przez ostatnie lata była ona mocno wzmacniana na wypadek rosyjskiej próby podboju Arktyki i składa się z ośmiu batalionów wyposażonych w broń pancerną, artylerię oraz obronę przeciwlotniczą. Na stanie są m.in. czołgi Leopard 2A4 NO, bardzo dobrze oceniane na świecie bojowe wozy piechoty CV9030N czy armatohaubice K9 Thunder o większych możliwościach od amerykańskich M109A7.
Z kolei obronę przeciwlotniczą zapewniają baterie systemu NASAMS oraz będące wyposażeniem piechoty polskie wyrzutnie PPZR Piorun. Warto też zaznaczyć, że zgodnie z nowoczesną doktryną państw NATO jednostki miałyby wsparcie lotnictwa oraz marynarki wojennej.
Jest to skrajnie nierealistyczny scenariusz, ale państwa Europy mają możliwości obrony Grenlandii i bynajmniej nie są to wyłącznie grupy żołnierzy na psich zaprzęgach, jak niedawno wspomniał w mediach społecznościowych Donald Trump.