Arctic Angels i lodołamacze. Pentagon odbudowuje zdolności do walki w Arktyce
Deklarując chęć przejęcia kontroli nad Grenlandią, Donald Trump nie wyklucza użycia siły. Choć Pentagon przez długi czas zaniedbywał jednostki zdolne do walki w Arktyce, od kilku lat trwa ich odbudowa. Kluczową rolę w odzyskiwaniu przez amerykańską armię utraconych zdolności odgrywa 11 Dywizja Powietrznodesantowa znana pod nazwą Arctic Angels (Arktyczne Anioły).
- Arktyczne Anioły – nowa dywizja do walki na północy
- Program CATV i wszędołaz BvS10 Beowulf
- Arktyczne warunki to nowe wyzwania
- Niezbędna pomoc sojuszników
Wraz z końcem zimnej wojny armia Stanów Zjednoczonych zaprzestała rozwijania zdolności, związanych z prowadzeniem walki w Arktyce, a amerykańska militarna obecność na północy została ograniczona. Doszło do sytuacji, w której państwo, którego część jest położona za kołem podbiegunowym, ma do dyspozycji tylko dwa lodołamacze, z których jeden ma już niemal 50 lat.
Wprawdzie w 2015 r. NORAD (Dowództwo Obrony Powietrznej Ameryki Północnej) po przeprowadzeniu wspólnie z Kanadą ćwiczeń Amalgam Dart ogłosiło gotowość do działań w Arktyce, jednak dotyczyło to przechwytywania rosyjskich samolotów, a nie zdolności do walki na lądzie.
Polska ma czego szukać w kosmosie
Formalnie Stany Zjednoczone utrzymywały na Alasce dwie jednostki przeznaczone do tego celu – 1. i 4. Brygadowy Zespół Bojowy (BCT) 25. Dywizji Piechoty – jednak ich wyposażenie nie w pełni nadawało się do służby na dalekiej północy. Dość wspomnieć, że znajdujące się na wyposażeniu kołowe pojazdy Stryker miały problem z poruszaniem się w śniegu głębszym niż 46 cm.
Zmianę sytuacji przyniosła dopiero rosnąca presja ze strony Rosji, coraz agresywniej deklarującej własne roszczenia terytorialne w Arktyce. Zainteresowanie północą – poprzez jednostronne uznanie się za "państwo bliskie Arktyce" – zadeklarowały także Chiny. Zmusiło to Stany Zjednoczone do podjęcia próby odtworzenia zdolności do walki w ekstremalnie zimnym klimacie.
Arktyczne Anioły – nowa dywizja do walki na północy
W tym właśnie celu w 2022 r. powołano – a w zasadzie odtworzono po 60-letniej przerwie – 11. Dywizję Powietrznodesantową, która przyjęła przydomek Arctic Angels (Arktyczne Anioły). 25. Dywizję przeniesiono na Hawaje, a rolę "arktycznej" jednostki przejęła właśnie 11. Dywizja.
Nowa jednostka przejęła oba brygadowe zespoły bojowe. O ile jeden z nich – powietrznodesantowy – utrzymał swoją specyfikę, to w drugim, dotychczas korzystającym ze Strykerów, wprowadzono rewolucyjne zmiany. Kołowe transportery, a także stare wszędołazy M973 SUSV zastąpiono pojazdami wybranymi w wyniku programu CATV (Cold Weather All-Terrain Vehicle). Po przeprowadzeniu testów jako perspektywiczny sprzęt dla arktycznych jednostek wybrano szwedzki wóz BvS10 Beowulf.
Program CATV i wszędołaz BvS10 Beowulf
To gąsienicowy wszędołaz składający się z dwóch modułów, połączonych ruchomym przegubem. Zapewnia to BvS10 zdolność do pokonywania ekstremalnie trudnego terenu – pojazd może przekraczać 2-metrowe rowy, pływać, wjeżdżać na bardzo strome pochyłości, a także pokonywać bagna, piaski i głęboki, sypki śnieg.
Poruszanie się w takich warunkach ułatwia także niewielki nacisk jednostkowy – masa pojazdu jest bowiem rozłożona na dużą powierzchnię czterech gąsienic. BvS10 Beowulf waży nieco ponad 15 ton i ma 8 metrów długości.
Nie jest opancerzony, jednak może być uzbrojony w moduł z karabinem maszynowym, moździerz albo wyrzutnię pocisków przeciwpancernych. Jego modułowa budowa ułatwia dostosowanie go do różnych zadań – od transportu żołnierzy, poprzez przewożenie różnych ładunków, po rolę wozu medycznego czy inne specjalistyczne zastosowania.
Arktyczne warunki to nowe wyzwania
Doświadczenia zebrane w pierwszych latach działania 11. Dywizji pokazują, jak bardzo Amerykanie nie byli gotowi do działań na północy. W kilkudziesięciostopniowym mrozie etatowy sprzęt po prostu nie działa, zawodzi hydraulika, a wszechobecne ekrany różnych urządzeń pękają lub przestają wyświetlać obraz. Do rozwiązania problemu błyskawicznie rozładowujących się akumulatorów wydelegowano nawet specjalny zespół pracowników Tesli.
Problemem okazało się także użycie artylerii – rozstawienie lekkiej, mobilnej haubicy M777 wymaga w warunkach arktycznych specjalnego przygotowania podłoża. Wojsko musiało na nowo opracować odpowiednie śpiwory czy choćby izolowane nosze, zabezpieczające przenoszonych rannych przed błyskawicznym wychłodzeniem. Doraźnym rozwiązaniem okazało się sięgnięcie po stare, opracowane dziesiątki lat temu wyposażenie.
Im starszy sprzęt, tym lepiej działa.
Ważnym ograniczeniem jest także problem z nawigacją, łącznością i rozpoznaniem satelitarnym. Orbity większości satelitów zostały zoptymalizowane do obsługi obszarów w niższych szerokościach geograficznych – im bliżej biegunów, tym niżej nad horyzontem znajdują się choćby satelity GPS. Ograniczony jest także dostęp do łączności satelitarnej, choć zasięg w Arktyce zapewniają m.in. konstelacje Iridium i Starlink.
Niezbędna pomoc sojuszników
Wszystkie te problemy sprawiają, że odbudowując arktyczne zdolności Stany Zjednoczone czerpią pełnymi garściami z doświadczeń swoich sojuszników – w tym przede wszystkim jednostek skandynawskich, ale także m.in. indyjskiej 10. Dywizji Górskiej. Nowe zdolności są testowane przy okazji manewrów takich jak Arctic Forge 25.
Zagraniczna pomoc okazuje się także niezbędna do odbudowy zdolności żeglugi na północy – nowe amerykańskie lodołamacze, budowane w ramach programu Arctic Security Cutter (ASC), powstają dzięki współpracy pomiędzy USA i Finlandią.
W tym kontekście wyjątkowo niefortunna wydaje się wypowiedź Donalda Trumpa. Amerykański prezydent kpiąco wspominając o duńskich psich zaprzęgach zignorował fakt, że właśnie z nich korzysta jedna z najbardziej elitarnych jednostek specjalnych świata – przeznaczony do patrolowania północnych rubieży Grenlandii Sirius Patrol.