Wirus szalał na całym świecie. Zagrożenie wcale nie minęło

Strona głównaWirus szalał na całym świecie. Zagrożenie wcale nie minęło
15.11.2018 12:00
Wirus szalał na całym świecie. Zagrożenie wcale nie minęło
Źródło zdjęć: © WP.PL

WannaCry w 2017 sparaliżował pracę fabryk, dworców czy szpitali - wirus zablokował komputery, żądając okupu. Ale zagrożenie wciąż jest obecne i odsetek ataków ciągle rośnie.

Banki, szpitale, fabryki, dworce kolejowe, bankomaty, szkoły, rozkłady jazdy - w połowie maja 2017 roku WannaCry siało spustoszenie m.in. w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Rosji, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii, wyrządzając milionowe straty. Na początku było to co najmniej 200 tys. urządzeń, które zablokował ransomware, czyli wirus przejmujący kontrolę nad komputerem i nie pozwalający mu normalnie działać. A oprócz tego żąda okupu. Miesiąc później liczba wzrosła do 300 tys. zainfekowanych urządzeń. I kolejnych miejsc, w których praca się zatrzymała: ofiarami padły fabryka Hondy oraz… fotoradary w australijskim Melbourne.

Chociaż od wydarzeń minął już ponad rok, to wcale nie oznacza, że WannaCry udało się wyeliminować. Wręcz przeciwnie: szkodnik wciąż jest olbrzymim zagrożeniem. W III kwartale 2018 r. wirus, który przed rokiem sparaliżował szpitale i fabryki, zaatakował niemal 75 tys. użytkowników na świecie - wynika z raportu Kaspersky Lab.

To oznacza, że prawie 29 proc. wszystkich użytkowników atakowanych przez programy szyfrujące dane w tym okresie było zagrożonych wirusem WannaCry. Odsetek ten wzrósł aż o ponad dwie trzecie w stosunku do III kwartału 2017 r., gdy wynosił niecałe 17 proc.

- Rosnący odsetek ataków WannaCry może posłużyć jako przypomnienie, że epidemie nie kończą się tak szybko, jak się zaczynają – zawsze mają długofalowe konsekwencje. W przypadku programów kryptograficznych ataki mogą być tak poważne, że lepiej podjąć środki zaradcze i załatać urządzenie, niż mieć później do czynienia z zaszyfrowanymi plikami – powiedział Fiedor Sinicyn, badacz ds. cyberbezpieczeństwa, Kaspersky Lab.

WannaCry: wirus od NSA

Lukę, pozwalającą zainfekować komputery, najpierw wykryła NSA, czyli amerykańska wewnętrzna agencja wywiadowcza. I przechowywała ją u siebie. Tyle że doszło do wycieku danych i narzędzia pracowników agencji wyciekły. W tym - informacje na temat wirusa. Lukę odpowiedzialną za WannaCry udało się rozpracować, dzięki czemu wirus łatwo mógł się rozprzestrzeniać.

Microsoft był przygotowany na atak i dwa miesiące przed rozprzestrzenieniem się wirusa przygotował łatkę, która chroniła komputery. Gorzej, jeśli maszyny nie zostały zaktualizowane, bo wówczas były narażone na atak. Stąd tak duże szkody wyrządzone przez WannaCry w 2017 roku.

Zobacz też: Cybersejf – uwaga na fałszywe aplikacje

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (3)