"Upolityczniona" sieć

"Upolityczniona" sieć
11.10.2007 16:00
"Upolityczniona" sieć

We wrześniu ruszyła kampania wyborcza kandydatów do parlamentu. Ogłoszenie przyspieszonych wyborów mogło być okazją, by politycy wykorzystali szybkie medium, jakim jest internet. Widać jednak, że polska polityka nie umie się jeszcze odnaleźć w internetowej rzeczywistości.

Dzień w kraju, w którym trwa kampania wyborcza. Rano kandydat 1 na prezydenta z partii A umieszcza na YouTube kolejne filmy ze spotkania wyborczego w niedużej miejscowości. W tym samym czasie kandydatka 2 z partii B dodaje nowe zdjęcia i nowe wpisy do swojego profilu w MySpace, i w krótkim czasie zyskuje kolejnych przyjaciół na serwisie. W czasie lunchu kandydat 3 z partii A analizuje, ile w ciągu ostatniego tygodnia zebrał pieniędzy przez internet na swoja kampanię wyborczą. Popołudniu kandydat 4 bezpartyjny ogłasza na różnych serwisach wideo swój start w wyborach i mobilizuje swoich wyborców, by pomogli mu w kampanii. Wieczorem trwa debata, podczas której kilku kandydatów na prezydenta z tej samej partii odpowiada na pytania zadane przez internautów.

W innym kraju istnieje inny schemat. Kandydat na posła z partii A zakłada nr GG, ale rzadko odpisuje na zadane pytania. Kandydat z partii B od tygodni nie dodał nowego wpisu do swojego profilu na Grono.net, natomiast kandydat z partii C zapomniał zupełnie o swoim blogu na MojaGeneracja.pl. Raz na kilkanaście dni dodawane są telewizyjne spoty reklamowe na YouTube, ale nie przez polityków, tylko internautów.

Pierwszy opisywany kraj to- co nietrudno zgadnąć- Stany Zjednoczone, drugi schematyczny opis dotyczy- co jeszcze łatwiej zgadnąć- Polski.

_ - Wszystkie partie mają strony internetowe, większość liderów prowadzi blogi, przed wyborami pojawiają się na głównych portalach bannery reklamowe, ale to wcale nie znaczy że internet odgrywa w Polsce ważną rolę. Internet wykorzystywany jest źle- jest używany pasywnie, a nie interaktywnie- _ wyjaśnia Witold Ferenc, długoletni konsultant polityczny Polcam Consulting, autor książki "Komunikacja polityczna. Jak wygrać wybory?", obecnie prezes Frisco.pl.

Politycy w internecie

Za twórcę politycznych kampanii internetowych i politycznych blogów uchodzi Joe Trippi, były doradca Howarda Deana, kandydata Demokratów w prawyborach prezydenckich w 2004 roku. To on polecił otworzyć blog, by Dean mógł bezpośrednio komunikować się z wyborcami. Dzięki niemu w krótkim czasie udało się zmobilizować 138 tys. ludzi, którzy na ochotnika zjawili się w 820 miejscach, by prowadzić kampanię na rzecz swojego kandydata. Podobnie było ze zbieraniem funduszy na kampanię. Trippi poprosił internautów o wsparcie finansowe, a końcowy efekt tej akcji zaskoczył niemal wszystkich.

_ - Z Polską nie da się amerykańskich internetowych akcji porównać w żaden sposób - _ twierdzi Bartosz Węglarczyk, były korespondent Gazety Wyborczej w Waszyngtonie i twórca bloga Endgame. _ - Mamy oczywiście kilka ciekawych blogów polityków, np. Czarneckiego. Ale to tylko zwykle blogi. Partie polityczne w Polsce internetu jeszcze nie zauważyły, nie mówiąc już o jakichkolwiek internetowych eventach. Ale to do nas dotrze - _ dodaje Węglarczyk.Wśród polskich polityków blogi prowadzą głównie liderzy partii i medialne twarze danych partii. Co ciekawe, najpopularniejsze ( najczęściej komentowane ) blogi znajdują się na platformie Onet.pl ( m.in. Wierzejskiego, Korwina-Mikke, Marcinkiewicza ). Niczym jednak owe blogi nie zaskakują. Ciekawie zapowiadał się blog Janusza Palikota, który zanim ruszył poprzedzony był tajemniczą kampanią promocyjną. Poseł z PO nie różni się jednak czymś szczególnym na tle innych polityków-blogerów, którzy głównie piszą o jakimś spotkaniu z wyborcami lub konflikcie z inną partią. Część
polityków zdecydowała się jednak na prowadzenie swoich blogów w różnych serwisach społecznościowych. Na Mojej Generacji swoje profile mają m.in. Joanna Senyszyn, Waldemar Pawlak, Piotr Gadzinowski czy Hubert Costa. _ - Politycy publikują videoblogi, wolą coś powiedzieć do kamery, niż pisać długie teksty, ale to nie reguła- _ mówi Jarosław Rybus, rzecznik prasowy Gadu-Gadu S.A. Swoje blogi politycy zamieszczają także na Grono.net- tutaj można spotkać m.in. Krzysztofa Bosaka z LPR i Łukasza Markowskiego z SDPL. _ - Bardzo często zdarzają się fałszywe profile, dlatego czasami trudno jest określić, którzy politycy naprawdę korzystają z Grono.net. Zdarzają się też osoby wysyłające spam, ale przed tymi wyborami, zdarzyło się to tylko kilka razy- _ mówi Agnieszka Kowalska z Grono.net.

_ - W Polsce nikt nie ogłasza ważnych decyzji online- jak to jest już standardem w USA, nie prowadzi się mobilizacji ochotników online i zarządza nimi przez internet- _ mówi Ferenc. Głównym źródłem informacji o kandydatach na posłów i senatorów jest strona internetowa partii, z której pochodzą. _ - Skupiamy się głównie na rozbudowywaniu i aktualizowaniu naszej strony internetowej. Nie planujemy żadnej specjalnej kampanii w internecie- _ dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Demokraci.pl. W podobnym tonie odpowiadało nam większość przedstawicieli biur prasowych, lub nie mieli oni pojęcia o żadnych akcjach w internecie. Jak się okazuje większość partii ograniczyła się do zakupu powierzchni reklamowej na najpopularniejszych portalach i serwisach.

Na tym tle wyróżniają się dwa pomysły- telewizja internetowa LPR oraz wirtualne biuro wyborcze w Second Life Mirosława Gilarskiego z PiS. Prawdopodobnie już niedługo odbędzie się w SL pierwsza polska wirtualna debata polityczna Gilarski kontra Łukasz Foltyn z listy PSL. Innego zdania niż Witold Ferenc jest Mateusz Ostachowski, członek zarządu Kompan.pl, agencji interaktywnej zajmującej się m.in. kampaniami wyszukiwarkowymi. _ - Mam wrażenie, że świadomość konieczności docierania z hasłami wyborczymi przez internet jest coraz większa, bez względu na przynależność partyjną i okręg wyborczy- _ uważa Ostachowski. _ - Skupiamy się na precyzyjnym dostarczeniu ruchu internautów-wyborców z danego okręgu wyborczego na witryny konkretnych kandydatów. Nasi klienci mogą dowiedzieć się ile osób z ich okręgu wyborczego zapoznało się z ich programem, jak długo przebywali na stronie i co najważniejsze będą mogli się precyzyjnie rozliczyć z wydatków z Państwową Komisją Wyborczą. _ Jak się jednak okazuje, wciąż bardzo mało
polityków korzysta z tego typu kampanii.Internet o politykach

Według raportu "Wybory 2006 online" przygotowanego przez organizację Pew Internet & American Life wynika, że 31% Amerykanów ( czyli 46% ogółu amerykańskich internautów ) korzystało z informacji na temat kampanii w 2006 roku w internecie, wymieniając się politycznymi wiadomościami i dzieląc się swoimi opiniami na temat przebiegu wyścigu o fotel kongresmana. W tym roku, kiedy trwa już kampania prezydencka 2008, można przewidywać, że będzie to znacznie więcej.

W Polsce nie ma opublikowanych dokładnych danych na ten temat. Kilka dni temu zaprezentowano wyniki badania D-Link Technology Trend "Udział w wyborach przez internet", przeprowadzonego na początku września b.r. W badaniu skupiono się na pytaniach, czy Polacy byliby skłonni głosować przez internet ( 32% Polaków, nie tylko internautów, chce wybierać online ), ale znalazły się również informacje o wiedzy politycznej, jaką czerpiemy z internetu. Na pytanie: Czy spotkał( a ) się Pan( i ) w ciągu ostatniego roku z jakimikolwiek materiałami wyborczymi polityków lub partii politycznych umieszczanymi w internecie?, zaledwie 18% odpowiedziało, że tak, natomiast aż 78%, że nie ( pytanie to dotyczyło tylko internautów ). Ponadto, 8% badanych internautów odwiedziło w ciągu ostatniego roku stronę jakiegoś ugrupowania politycznego, a 4% przeczytało blog prowadzony przez polityka.

Z okazji wyborów parlamentarnych niemal każdy portal przygotował jakiś specjalny serwis, który zbiera tylko informacje o partiach, politykach, programach wyborczych i samych kampaniach. Niedawno powstały dwa polityczne serwisy- gover.pl oraz przeciw.pl, na których internauci mogą komentować obecną kampanię wyborczą. Gazeta Wyborcza, zapewne inspirując się CNN, przygotowuje debatę polityczną w YouTube. Polscy internauci na specjalnym kanale Debata 2007 mogą umieścić swoje pytania do polityków.

Dla porównania, na stronie TechPresident możemy codziennie czytać o internetowych akcjach kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Przejrzeć można statystyki oglądalności ich filmików na YouTube, liczbę ich przyjaciół na MySpace i Facebook, a nawet jak często ich nazwiska pojawiają się w amerykańskiej blogosferze. Twórcy serwisu Andrew Rasiej i Micah Sifry piszą na stronie: _ - Wybory 2008 będą pierwszymi w historii, kiedy to internet będzie odgrywać kluczową rolę. Zobaczymy nie tylko jak kandydaci korzystają z nowych technologii, a przede wszystkim jak serwisy tworzone przez wyborców ( tzw. voter-generated content ) oddziałają na wyniki wyborów. _

_ - W Polsce- paradoksalnie- najbardziej internetową partią stał się PSL, przez start twórcy Gadu-Gadu z jej list. Jednak PSL nie poszedł na całość, aby przełamać swój wizerunek partii nieco demode, mógłbym on bowiem pokazać się jako partia online, jako partia pełnej interakcji- _ tłumaczy Witold Ferenc. _ - Taki wizerunek w żaden sposób nie zaszkodziłby utrzymaniu tradycyjnego elektoratu, gdyż ludzie na wsiach, nawet jeśli nie korzystają z internetu są doskonale świadomi, że jest on ważny. Takie działanie znakomicie otworzyłoby PSL na młodych miejskich wyborców, dla których internet jest esencją. _

Biura prasowe każdej partii nie odpowiadają w ogóle na maile. To samo dotyczy niestety także sporej ilości polityków bez względu na przynależność partyjną. Jeśli politycy i ich pracownicy nie korzystają z podstawowego narzędzia komunikacji w internecie, jakim jest poczta, to nie powinniśmy się spodziewać nowatorskich i przyciągających uwagę politycznych eventów w polskiej sieci.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)