Tarcza Wschód, "Linia Tuska" i pola minowe. Generał tłumaczy, jak zabezpieczyć granicę

Pojazd minowania narzutowego Baobab-K
Pojazd minowania narzutowego Baobab-K
Źródło zdjęć: © Belma
Łukasz Michalik

21.05.2024 15:07, aktual.: 21.05.2024 15:48

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Gdy premier Donald Tusk ogłasza zamiar budowy umocnień wzdłuż wschodniej granicy Polski, były szef rządu natychmiast podbija stawkę, namawiając do wypowiedzenia przez nasz kraj traktatu ottawskiego, ograniczającego użycie min przeciwpiechotnych. Jak bronić wschodnich rubieży państwa i jak budować umocnienia, aby miało to sens? O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy eksperta.

Doświadczenia z wojny w Ukrainie pokazują, jak wielkim wyzwaniem jest pokonanie przygotowanego do obrony i obsadzonego żołnierzami terenu. Obie strony poniosły w tym konflikcie poważne straty, atakując przeciwnika, który nie tylko chciał się bronić, ale zarazem był do obrony przygotowany.

Zarówno rosyjskie, jak i ukraińskie ataki nie przyniosły istotnych sukcesów w sytuacji, gdy przeciwnik z wyprzedzeniem zbudował umocnienia, przygotował zapory minowe, a manewry wroga przewidział i ograniczył za pomocą odpowiednio przygotowanych przeszkód.

Nie dziwi zatem, że politycy mówiący o konieczności umocnienia naszej wschodniej granicy mogą liczyć na społeczne poparcie. O ile ogólna chęć wzmocnienia obrony wschodu kraju nie budzi kontrowersji, o tyle bez wątpienia nie braknie ich na etapie praktycznej realizacji tego pomysłu.

Jak zabezpieczyć granicę?

Tereny nadgraniczne są przecież zamieszkane i nie każdy rodzaj środków – jak choćby miny przeciwpiechotne – może być obecnie przez Polskę zastosowany. Wizja ciągłego pasa zasieków, pól minowych i bunkrów, ciągnących się wzdłuż całej granicy z Białorusią jest może efektowna, ale nie ma wiele wspólnego z realiami.

Zapora na granica w pobliżu Krynek.
Zapora na granica w pobliżu Krynek.© East News | Pawel Wodzynski

Choć umocnienia graniczne mogą – za sprawą słynnego "płotu" na granicy z Białorusią – kojarzyć się obecnie z ciągłą linią zasieków, pól minowych i bunkrów, nie ma to wiele wspólnego ze sposobem, w jaki należy chronić wschodnie tereny Polski. W rozmowie z Wirtualną Polską tłumaczy to były dowódca wojsk lądowych, gen. Waldemar Skrzypczak.

- Powstanie "Linii Tuska" nie polega na tym, że zbudujemy 400 km fortyfikacji. Planując obronę fachowcy muszą ocenić, gdzie przeciwnik może atakować, a gdzie są różne przeszkody, jak gęste lasy, jeziora czy bagna. Nieprzejezdne rejony należy osłaniać, wykorzystać ukształtowanie terenu, za pomocą zapór inżynieryjnych skanalizować możliwe kierunki ruchu nieprzyjaciela i dopiero tam należy przygotować pozycje obronne. Tu nie chodzi o "lanie betonu w ziemię", ale o właściwe przygotowanie na tym 400-kilometrowym odcinku granicy kilku czy kilkunastu rejonów, gdzie przeciwnik faktycznie mógłby nacierać - wyjaśnia nasz rozmówca.

Generał podkreśla przy tym, że nie oznacza to natychmiastowej zmiany terenów nadgranicznych w pas umocnień. Część z nich trzeba zbudować bezzwłocznie, ale przede wszystkim należy zgromadzić zapasy odpowiednich środków.

Miny są skuteczne

Przygotowań do ataku na dużą skalę nie da się obecnie ukryć (przygotowania Rosji do ataku na Ukrainę także były widoczne i rozpoznane), więc mając odpowiedni sprzęt - także z np. prywatnych firm budowlanych - w okresie wzrostu napięcia będzie można szybko zabezpieczyć granicę, ewakuując przy tym z obszaru przewidywanych walk ludność cywilną.

- Wszystko sprowadza się do właściwego planu. Od specjalistów zależy rozpoznanie, co należy zrobić już teraz w czasie pokoju, a co w czasie wzrostu zagrożenia. Umocnienia nadgraniczne powinny mieć nawet kilkanaście kilometrów głębokości i kilka pozycji obronnych. Dlatego wraz z planami zabezpieczenia granicy konieczne jest stworzenie oddziałów "fortecznych" o odpowiedniej specyfice, które będą walczyć, wykorzystując przygotowane wcześniej umocnienia - podkreśla gen. Skrzypczak.

Przeciwpiechotna mina PMN-2
Przeciwpiechotna mina PMN-2© Wikimedia Commons | Reedhawk

Wspominając o przygotowaniach gen. Skrzypczak skomentował pomysł, aby Polska wypowiedziała przyjęty w 2012 r. traktat ottawski, dotyczący zakazu "użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych".

- Miny są bardzo skuteczne. Szacuje się, że nacierające przez zaminowany teren oddziały ponoszą tylko od min straty na poziomie 10-15 proc., a to bardzo dużo. Politycy nie powinni jednak uprzedzać faktów i z wyprzedzeniem rezygnować z traktatów. Zaminować jakiś teren można bardzo szybko, jeśli jest się do tego przygotowanym. Nie chodzi o to, aby teraz zaminować naszą granicę, ale aby móc to sprawnie zrobić w razie konieczności - wskazuje rozmówca WP.

Jak ułożyć pole minowe?

Warto przy tym zauważyć, że min nie trzeba układać ręcznie - polski przemysł opracował nowoczesne systemy minowania, jak choćby Baobab-K. Jest to system minowania narzutowego, który pozwala na zdalne położenie pola minowego - wystarczy zaplanować jego rozmiar i parametry (jak np. gęstość), i przejechać wzdłuż oczekiwanej przeszkody.

Podczas przejazdu wyrzutnia Baobaba-K automatycznie wystrzeli miny (obecnie są to miny przeciwczołgowe) w odpowiednim kierunku i na właściwą odległość. W rezultacie obsługiwany przez dwie osoby pojazd może w ciągu zaledwie 22 minut ułożyć pole minowe o długości 1,8 tys. m i szerokości 180 m. Lokalizacja takich przeszkód jest przy tym automatycznie rejestrowana i zapisywana przez wyrzutnię.

Alternatywą dla takiego sposobu minowania jest tworzenie zapór minowych przy pomocy artylerii, czego przykładem jest używany w Ukrainie amerykański system RAAMS (Remote Anti-Armor Mine System). Są to pociski artyleryjskie, w których znajduje się dziewięć min. Nad celem pocisk ulega rozcaleniu, a wyrzucone z niego miny są rozpraszane na obszarze 400 na 400 metrów.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.