Lądowanie z niesprawnym silnikiem. Polak dokonał niemożliwego

Śmigłowiec Bell 505 - zdjęcie ilustracyjne
Śmigłowiec Bell 505 - zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Domena publiczna
Łukasz Michalik

16.05.2024 20:09, aktual.: 16.05.2024 20:21

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

W miejscowości Wojciechówka awaryjnie lądował śmigłowiec Bell 505. Miał wyłączony silnik, ale maszyna – choć lądowanie było twarde – nie rozbiła się, a pasażerowie przeżyli. Było to możliwe dzięki autorotacji.

Co dzieje się ze śmigłowcem, w którym przestaje działać silnik? Maszyna nie spada natychmiast jak kamień, ale – dzięki autorotacji – może bezpiecznie wylądować.

Autorotacja to zjawisko, w którym na skutek ruchu śmigłowca względem otaczającego go powietrza (np. w czasie opadania) obraca się jego główny wirnik. Dzięki temu śmigłowiec z wyłączonym silnikiem opada w kontrolowany sposób.

Co daje zjawisko autorotacji?

Daje to załodze czas na reakcję, a zarazem możliwość sterowania maszyną, dzięki czemu mimo braku napędu możliwe jest, w ograniczonym zakresie, wybranie dogodnego miejsca do lądowania.

Ze zjawiska autorotacji skorzystali m.in. piloci śmigłowca, którym w 2002 r. leciał ówczesny premier Polski Leszek Miller. Choć śmigłowiec Mi-8 całkowicie stracił napęd, załoga zdołała sprowadzić go na ziemię i wylądować w trudnym terenie. Choć maszyna została uszkodzona, a premier wymagał hospitalizacji, w śmigłowcu, w którym na wysokości 2 km przestały działać oba silniki, nikt nie zginął.

Inne wykorzystanie zjawiska autorotacji

Zjawisko autorotacji jest wykorzystywane nie tylko do awaryjnego lądowania śmigłowców, ale także jako podstawa działania wiatrakowców. To maszyny latające, które wyglądają jak lekki śmigłowiec, ale ich wirnik nie jest napędzany przez silnik.

Unoszą się w powietrzu dzięki niewielkiemu śmigłu napędowemu, które wymusza ruch postępowy maszyny. Wywołany w ten sposób przepływ powietrza napędza wirnik główny, który umożliwia lot wiatrakowca.

W podobny sposób – dzięki holowaniu przez pojazd albo (co było praktykowane w czasie II wojny światowej) okręt – w powietrze może unieść się wiatrakowiec pozbawiony własnego silnika.

Z tego samego zjawiska skorzystał pilot śmigłowca Bell 505, który 16 maja awaryjnie lądował w miejscowości Wojciechówka. Choć lądowanie było twarde, a pilot i dwóch pasażerów śmigłowca trafili do szpitala, nikt nie zginął, a maszyna nie uległa zniszczeniu.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (18)