Infinix Zero Ultra: Prawie flagowiec z ładowaniem 180 watów [TEST]

Konstanty Młynarczyk

09.02.2023 20:30, aktual.: 10.02.2023 00:59

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Trochę inny pomysł na "flagship killer-a".

Jak w każdym dojrzałym ekosystemie, także na rynku smartfonów postępuje specjalizacja. Zapomnijcie o podziale na flagowce, średnią półkę i telefony budżetowe - dziś tylko ta pierwsza kategoria wykształciła już co najmniej trzy podgrupy, z których najniższa, a przy tym najdynamiczniej się rozwiająca to dawne "flagship killery" - zabójcy flagowców. Widać taka karma - stawać się tym, co się chce zabić.

Z tej strony Kostek Młynarczyk, witajcie w kolejnym TL;DR, tym razem z flagowym smartfonem Infinixa, który pod względem ceny i specyfikacji zdecydowanie kwalifikuje się do "flagship killerów". Czy zabija inne smartfony z wyższej półki? A jeśli, to dobrze, źle, czy brzydko?

W naszym cyklu wideorecenzji nie opisujemy tylko, jakie dane urządzenie jest. Testujemy je w praktyce, a potem, niczym w starym westernie z Clintem Eastwoodem, bezlitośnie punktujemy, co okazało się dobre, złe i brzydkie.

Opowiem wam, jakie dobre cechy ma ten sprzęt, potem przejdę do minusów, żebyście wiedzieli, czego może wam w nim zabraknąć, a na koniec wyciągniemy to, co brzydkie - czyli rzeczy, których producent powinien się wstydzić albo które przeszkadzają tak bardzo, że tylko przez nie możesz zrezygnować z zakupu.

TL;DR - to, co dobre, złe i brzydkie w technologiiKonstanty Młynarczyk, TL;DR

THE GOOD: Cechy dobre

Zabójca musi być elegancki. I Zero Ultra zdecydowanie taki właśnie jest: od pierwszego rzutu oka sprawia wrażenie, jakby że jego przeznaczeniem jest stać na jednej półce z najlepszymi. Metalowa ramka, plastikowe, ale wymyślne plecki pokryte abstrakcyjnym wzorem z matowych i lśniących kształtów, wreszcie wygięte brzegi wielkiego ekranu - to wszystko sprawia, że Infinix wygląda naprawdę dobrze. Dodatkowy plus za to, że tył obudowy nie łapie odcisków palców, więc telefon nie trafi na estetyce po każdym wzięciu do ręki.

Skoro już zahaczyłem o ekran, to od razu parę słów o nim. To też dobra cecha Zero Ultra, nie tylko ze względu na te modne, wygięte brzegi (których osobiście nie lubię) i duży rozmiar - aż 6,8" długości po przekątnej, Jak przystało na AMOLED ma soczyste kolory i dobrą jasność, a także częstotliwość odświeżania 120 Hz, z domyślnie włączonym dynamicznym obniżaniem dla oszczędzania energii. Bezdyskusyjnie należy się plus!

Czymś, co w moim odczuciu buduje zadowolenie użytkownika jest bogate wyposażenie, a w tej kwestii Infinix znów pokazuje się z dobrej strony, oferując radio FM i głośniki stereo, a także 256 GB na nasze aplikacje, zdjęcia czy filmy - bardzo miło, muszę powiedzieć. I zdecydowanie dobrze.

Jak przystało na sprzęt z górnej półki jest oczywiście obsługa łączności 5G, a dostępu do smartfonu broni czytnik linii papilarnych ukryty pod ekranem. Jest też rozpoznawanie twarzy, ale znacie moje zdanie na temat tej metody, jeśli nie stosuje się dodatkowych kamer na podczerwień albo projektorów laserowych. Nie znacie? W skrócie - może i wygodne, ale ani trochę nie bezpieczne.

Ogromnym plusem, którym Infinix może się chwalić i który naprawdę potrafi się bardzo przydać jest niesamowicie szybkie ładowanie z wykorzystaniem ładowarki 180 W. Tak - aż 180 watów! Składająca się z dwóch równolegle ładowanych ogniw bateria o pojemności 4500 mAh (to niezła sztuczka umożliwiająca podwojenie szybkości) ładuje się do pełna w mniej niż kwadrans. To robi piorunujące wrażenie, dobra robota.

Wreszcie aparat fotograficzny, a dokładniej zestaw dwóch aparatów, głównego i szerokokątnego, z których ten pierwszy zdecydowanie kradnie show. Ma matrycę o dużej powierzchni i rozdzielczości 200 Mpixeli, co pozwala na łączenie pikseli 16-1 i całkiem niezłą jakość cyfrowego zoomu, a także stabilizację optyczną, też pomagającą przy zbliżeniach, oraz w słabszym oświetleniu.

THE BAD: Cechy złe

Po stronie cech nieco gorszych i różnych braków znajdziemy wszystko to, co odróżnia "flagship killery" od zdecydowanie droższych flagowców: Infinix Zero Ultra nie ma ani ładowania bezprzewodowego, ani wodoodporności, a jego aparat fotograficzny, choć dobry, zdecydowanie ustępuje kosztującym podobne pieniądze smartfonom takim jak Zenfone 9 czy Xiaomi 12T Pro. Minus.

Minus też za brak złącza audio 3,5 mm, pojawiającego się czasem jeszcze w sprzętach tej klasy i wciąż lubianego przez wielu z was.

THE UGLY: Cechy brzydkie

Tym, co charakteryzuje "zabójców flagowców", czy też "budżetowe flagowce" jest często wydajność z najwyższej półki. Producenci używają najlepszych dostępnych SoC, procesorów i chipów graficznych, żeby zapewnić użytkownikom fenomenalną prędkość, rekompensując niejako brak "wodotrysków" w stylu wodoodporności, aparatu z zoomem czy ładowania bezprzewodowego.

Tak robią różni producenci… Ale nie Infinix. Zero Ultra ma chipset Mediatek 920, który chociaż szybki, zdecydowanie nie należy już do czołówki. To nie tak, że ten smartfon się przycina, czy coś - absolutnie nie. I grać też moża bez problemu. Ale nie ma zapasu mocy i tego poczucia, że kupiło się sprzęt, który jest równie szybki, co te dwa razy droższe. A to "flagship killerowi" trudno wybaczyć…

PODSUMOWANIE

Infinix Zero Ultra to smartfon, który wydaje się nie do końca wiedzieć, kim chce być. Ma flagowy ekran i wygląd z wyższej półki, wyposażenie i możliwości fotograficzne łączące klasę średnią i wyższą, oraz wydajność absolutnie wystarczającą, ale nie przystającą do wizerunku, jaki stara się zbudować i ceny. Jeśli chcesz eleganckiego smartfonu, który w rozsądnej cenie da Ci tą niemal przysłowiową już "odrobinę luksusu", a nie czujesz potrzeby posiadania zapasu wydajności dla samego posiadania tejże, będziesz z niego naprawdę zadowolony. I z będziesz miał baterię naładowaną szybciej, niż ktokolwiek dookoła.

Plusy
  • "Flagowy" wygląd, z plecami, które nie pokazują odcisków palców
  • Duży, ładny ekran 120 Hz z zakrzywionymi brzegami
  • Dość wydajności do wszystkich zadań
  • Błyskawiczne ładowanie 120W
  • Radio FM, głośniki stereo
Minusy
  • Brak wodoodporności
  • Zestaw aparatów nie obejmuje zoomu
  • Nie ma ładowania bezprzewodowego
  • Brak złącza 3,5 mm

Konstanty Młynarczyk, dziennikarz WP Technologie

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)