Trwa ładowanie...
d2l34od

Wirtualne cmentarze - jak w internecie upamiętnia się zmarłych?

W wirtualnym świecie również można zapalić lampkę i wspominać zmarłego. Mimo to nowe technologie i tak bardzo ostrożnie podchodzą do tematu śmierci.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Znicze
Znicze (Wikimedia Commons - Uznanie Autorstwa CC BY)
d2l34od

“Co dzieje się z kontem na Facebooku po mojej śmierci?” - takie pytanie wydaje się absurdalne, wszak wirtualna działalność nie ma już żadnego znaczenia. Jednak portale społecznościowe są dziś czymś w rodzaju dziennika - zapisane na nim są nie tylko rozmowy, ale też wspomnienia: zdjęcia, filmy czy rzeczy, które lubimy. W odróżnieniu od pamiętników czy tradycyjnych zdjęć internetowa aktywność dostępna jest też dla innych. Co się z nią dzieje, gdy użytkownik umiera?

Facebook od jakiegoś czasu pozwala wybrać, czy po śmierci konto ma zostać usunięte, czy może przejść na status „In memoriam”. Na stronie czytamy:

Konto ze statusem „In memoriam” to miejsce, w którym znajomi i rodzina mogą dzielić się ze sobą wspomnieniami o zmarłej osobie. Cechy wyróżniające kont ze statusem „In memoriam”: obok imienia i nazwiska na stronie profilu znajdują się słowa In memoriam, znajomi mogą dzielić się wspomnieniami na osi czasu zmarłej osoby, jeśli zezwalają na to ustawienia prywatności konta „In memoriam”, materiały udostępnione przez zmarłą osobę (np. zdjęcia, posty) pozostaną na Facebooku i będą widoczne dla odbiorców, którym zostały udostępnione, profile ze statusem „In memoriam” nie pojawiają się w obszarach publicznych, takich jak propozycje osób, które możesz znać, reklamy czy przypomnienia o urodzinach, nie można logować się do konta ze statusem „In memoriam”.

d2l34od

Jeśli ktoś nie zdąży zdecydować, co ma dziać się z jego kontem, sprawą mogą zająć się bliscy. Wówczas Facebook może poprosić o potwierdzenie, że jest się członkiem rodziny zmarłego.

Wirtualny cmentarz, wirtualne znicze, prawdziwe pieniądze

Wspominanie zmarłego na jego tablicy jest jedną z form internetowego upamiętniania. W wirtualnym świecie nie zabrakło też miejsca na bardziej tradycyjne metody. Od dawna w internecie znajdziemy wirtualne cmentarze, choć znaczna większość nie jest aktualizowana i nekrologi pochodzą sprzed kilku lat. Najbardziej aktywny jest wirtualnycmentarz.pl, jednak najnowsze nagrobki należą do znanych Polaków: Andrzeja Wajdy, Andrzeja Kopiczyńskiego czy Krystyny Bryl. Wirtualne groby “zwykłych” ludzi dodano w sierpniu, a wcześniej w kwietniu.

   Wirtualny Cmentarz/WP
(Wirtualny Cmentarz/WP)

Dziś wirtualnycmentarz.pl wygląda bardzo archaicznie. Bardziej przypomina prostą grę przeglądarkową. Podczas zwiedzania grobu można wybrać pogodę i porę dnia. Da się też postawić znicz. Mimo że wirtualny, to za prawdziwe pieniądze. Za jednodniową świeczkę wprawdzie się nic nie płaci, ale ten na 30 dni kosztuje już prawie 11 zł. Znicz będzie palił się wirtualnym ogniem na stałe za 161 zł. Miejsce na wirtualnym cmentarzu też kosztuje - co najmniej 20 zł. Chyba że chce się mieć grób VIP, “zaprojektowany na specjalne życzenie”. Wtedy trzeba wydać 300 zł.

d2l34od

Dalsze życie w grze

Miejsce na wirtualnym cmentarzu jest dla każdego, o ile się zapłaci. Nieliczni mogą zostać upamiętnieni w grze. Czasami twórcy decydują się nazwać bohatera w grze imieniem zmarłego kolegi, członka rodziny czy wiernego fana. Zdarzało się również, że sama społeczność postanowiła uczcić pamięć kogoś, kto już nie żyje, i w wirtualnym świecie organizowane były pogrzeby. Jeden z nich miał miejsce w World of Warcraft w 2005 roku.

Niedawno sporą popularnością w sieci cieszyła się niezwykle wzruszająca historia. Syn zmarłego ojca postanowił uruchomić konsolę, na której grał ze swoim tatą. Okazało się, że na dysku wciąż zapisane jest najlepsze okrążenie, należące właśnie do zmarłego ojca. W grach wyścigowych najlepszy czas reprezentowany jest przez "przezroczysty" samochód, tak byśmy mogli zobaczyć, ile brakuje nam do pobicia rekordu. Chłopak w grze zobaczył więc ducha - naprawdę i w przenośni, wszak tym wirtualnym kierowcą wcześniej był przecież jego tata. Co zrobił? O tym możecie przekonać się oglądać filmik, który powstał na bazie tej historii:

Nieprawdziwej historii - dodajmy. Choć całe zdarzenie zostało zmyślone, to dobrze pokazuje, że również w taki sposób gry mogą zapewnić “życie wieczne”. Gracze tworzą modyfikacje, biją rekordy, coś po sobie zostawią. I "żyje" to nawet po ich śmierci.

d2l34od

Non omnis moriar - dzięki internetowi

Wielu zresztą uważa, że internet zapewnia cyfrową nieśmiertelność. Zostawiamy po sobie mnóstwo śladów, które dostępne są dla innych. Kiedyś też tak było, ale tylko nieliczni mieli dostęp do listów, albumów czy zapisków. Wyjątkiem byli artyści czy sławne osobistości. Dziś *setencja "nie wszystek umrę" może dotyczyć każdego, kto przebywa w sieci. *

W jednym z odcinków “Black Mirror” twórcy pokazali, co z tymi danymi w przyszłości może się stać. System przeanalizuje aktywność zmarłego, styl jego wypowiedzi i rzeczy, które lubi, by je odtworzyć. Czat ze zmarłym może wydawać się szaloną wizją scenarzystów, ale to wcale nie fikcja - już w planach były portale, które zgromadzą cyfrową aktywność, by po śmierci awatar mógł udawać prawdziwego, zmarłego człowieka. Ponad 34 tysiące użytkowników zgłosiło chęć oddania swoich danych, które w przyszłości pozwalałby ich wskrzesić.

Ten z jednej strony szalony, a z drugiej intrygujący pomysł pokazuje, jak wiele znaczy internetowa aktywność za życia. Ale też zwraca uwagę na to, jak internet i technologie ostrożnie podchodzą do tematu śmierci. To w końcu tylko melodia przyszłości, projekt, który nie musi zostać zrealizowany. A co mamy dziś? Facebook pozwala na tablice pamiątkowe, ale daleki jest od stworzenia czegoś w rodzaju wirtualnego cmentarza. Te, które istnieją, raczej się nie przejęły i dziś wyglądają karykaturalnie. Pod tym względem świat wirtualny nie może zastąpić prawdziwego. Może to i lepiej, że nie próbuje na siłę udawać, że bliscy wciąż są obok nas, w sieci. Przynajmniej na razie...

d2l34od

Podziel się opinią

Share
d2l34od
d2l34od
Więcej tematów