Superbroń polskiego września 1939 r. Najlepszy sprzęt w rękach polskich żołnierzy

Superbroń polskiego września 1939 r. Najlepszy sprzęt w rękach polskich żołnierzy01.09.2022 07:15
Polscy żołnierze z armatą przeciwpancerną
Polscy żołnierze z armatą przeciwpancerną
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Mimo skromnych środków, polski przemysł zbrojeniowy dostarczył do września 1939 roku szereg egzemplarzy nowoczesnej, choć współcześnie mało znanej, broni. Był to sprzęt, który dorównywał albo nawet przewyższał swoimi możliwościami zagraniczne odpowiedniki. Jednocześnie w większości przypadków, ze względu na swój eksperymentalny charakter, pozostał techniczną i militarną ciekawostką, która nie odegrała większej roli podczas działań wojennych.

Kuter rzeczny KU-30

Wokół kutra rzecznego narosło przez lata wiele mitów. Materiałowi, z którego zbudowano jego kadłub – alupolonowi – w licznych relacjach przypisywane są właściwości niemal magiczne: miał być lżejszy od wody, a jednocześnie niewrażliwy na ostrzał. To oczywiście nieprawda, jednak sam kuter KU-30 był konstrukcją bardzo interesującą.

Wizualizacja kutra KU-30
Źródło zdjęć: © Narodowe Muzeum Morskie
Wizualizacja kutra KU-30

Ta niewielka, 14-metrowa jednostka została zbudowana wiosną 1939 roku w jednym egzemplarzu. K KU-30 miał wyporność około 9 ton i bardzo małe zanurzenie – około 45 cm, co pozwalało na sprawne manewrowanie na rzecznych płyciznach.

Jego uzbrojenie stanowiły 2 karabiny maszynowe, których obsługę ułatwiał fakt, że nawet rozwijanie dużych prędkości nie powodowało wibracji kadłuba. Jednocześnie płynący szybko kuter podnosił swoim dziobem dwie wysokie, wodne kurtyny z boków kadłuba, co częściowo ukrywało sylwetkę, utrudniając przeciwnikowi celowanie.

Służący we Flotylli Rzecznej kuter przetrwał niemal cały miesiąc walk. W związku z wyczerpaniem amunicji i brakiem możliwości prowadzenia dalszej walki został zatopiony przez własną załogę 29 września.

47 mm armata przeciwpancerna wz. 39

Eksperymentalna egzemplarzu broń przeciwpancerna mogła w 1939 roku okazać się prawdziwym pogromcą niemieckich czołgów. Niestety, powstała tylko w jednym, prototypowym egzemplarzu, który w 1939 roku posłużył do przeprowadzenia testów. Te wypadły bardzo obiecująco.

Polska armata z ponad kilometra przebijała 50-mm pancerz, co w tamtym czasie oznaczało możliwość zniszczenia z dużej odległości każdego czołgu wroga. Produkcja seryjna miała rozpocząć się w 1940 roku, a broń ta – poza wersją holowaną – miała stanowić także uzbrojenie przyszłościowego, polskiego czołgu 14TP. Jego jedyny, nieukończony prototyp został zniszczony we wrześniu 1939 roku, aby nie został zdobyty przez Niemców.

Karabin samopowtarzalny 7,92mm wz. 38M

Karabin wz. 38M
Źródło zdjęć: © Halibutt, Lic. CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons | Picasa
Karabin wz. 38M

Broń, nazywana powszechnie karabinem Maroszka, wprowadzała do polskiego wojska nową jakość – dawała pojedynczemu żołnierzowi niespotykaną wcześniej siłę ognia. Wynikało to z faktu, że karabin Maroszka został zaprojektowany jako broń samopowtarzalna – nie wymagał przeładowania po każdym strzale, bo za wyrzucenie łuski i pobranie pocisku z magazynka (niewymiennego, co było wadą) odpowiadała automatyka broni, wykorzystująca energię gazów prochowych. Żołnierzowi pozostawało tylko naciskać spust.

Do wybuchu wojny powstała tylko testowa partia tej broni, liczącą prawdopodobnie 55 sztuk. Do naszych czasów przetrwało najprawdopodobniej tylko pięć znanych egzemplarzy.

Karabin przeciwpancerny wz. 35

Karabin przeciwpancerny wz. 35, znany także jako Ur, regularnie trafia do każdego zestawienia polskich "superbroni". Nie powinno to dziwić, bo choć taki sposób zwalczania czołgów z czasem okazał się ślepym zaułkiem ewolucji broni przeciwpancernej, to w 1939 roku Ur był bronią skuteczną, a zarazem stosunkowo niewielką i prostą.

Współczesny rekonstruktor z karabinem przeciwpancernym Ur
Źródło zdjęć: © Lic. CC BY-SA 2.0, Paweł Zdziarski, Wikimedia Commons
Współczesny rekonstruktor z karabinem przeciwpancernym Ur

Zasada działania karabinu polegała na zastosowaniu bardzo dużego ładunku prochowego, przez co pocisk o zwykłym, karabinowym kalibrze 7,9 mm miał bardzo dużą energię. Pozwalało to na przebijanie większości pancerzy ówczesnych czołgów. Jednocześnie warto pamiętać, że przebicie pancerza takim pociskiem nie zawsze oznaczało zniszczenie czołgu. Aby było efektywne, musiało nastąpić w miejscu, gdzie wybity pociskiem, padający do środka pojazdu fragment pancerza mógł porazić załogę albo jakiś kluczowy element, jak silnik.

Liczne relacje wskazują na skuteczne użycie karabinów przeciwko niemieckim czołgom. Ur pozwolił na nasycenie polskich wojsk bronią przeciwpancerną, a razem z innym, efektywnym sprzętem przeciwpancernym – armatami Boforsa kal. 37 mm - spowodował poważne straty w niemieckiej broni pancernej, sięgające (za "Wielkimi wojnami XX wieku") 670 czołgów i 319 samochodów pancernych.

Armata przeciwlotnicza 75mm wz. 36/37

Jednym z problemów, utrudniających działania polskich wojsk w 1939 roku, była niemiecka przewaga, a z czasem pełne panowanie w powietrzu. W Polsce zaprojektowano jednak broń, która mogła ograniczyć swobodę działania niemieckich lotników.

Armata przeciwlotnicza 75 mm wz. 36/37 - na zdjęciu ze słowacką obsługą
Źródło zdjęć: © Domena publiczna
Armata przeciwlotnicza 75 mm wz. 36/37 - na zdjęciu ze słowacką obsługą

Była to nowoczesna armata przeciwlotnicza kalibru 75 mm. Broń był dość lekka – ważyła 3,7 tony, a jednocześnie zapewniała znaczną szybkostrzelność, sięgającą 15 strzałów na minutę. Mogła zwalczać samoloty nawet na wysokości 11500 metrów. Niestety, podobnie jak wiele innych innowacyjnych rodzajów broni, również i armata nie doczekała się masowej produkcji – do wybuchu wojny powstało zaledwie 52 sztuk.

Łukasz Michalik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (19)