Siedzisz ze znajomymi i ciągle słyszysz dźwięk powiadomień. Też cię to denerwuje?

Strona głównaSiedzisz ze znajomymi i ciągle słyszysz dźwięk powiadomień. Też cię to denerwuje?
26.10.2017 15:06
Siedzisz ze znajomymi i ciągle słyszysz dźwięk powiadomień. Też cię to denerwuje?
Źródło zdjęć: © Fotolia | yurolaitsalbert

"Wyłącz ten telefon, bo ci go wyłączę na amen" - to jeden z klasyków Zbigniewa Stonogi. Gdybym mógł, to najchętniej używałbym tego tekstu sto razy dziennie. W sklepie, w kolejce, w autobusie. Masz podobnie?

Pociąg relacji Warszawa - Łódź. Na szczęście nowoczesny, więc nie tłoczymy się w sześcioosobowym przedziale twarzą w twarz, tylko siedzimy w rzędach. Za Warszawą Zachodnią jeden z pasażerów-obcokrajowców uznał, że słuchawki są niewygodne i słuchał radia na pełen głośnik, w taki sam sposób prowadził rozmowy. Mówił w swoim języku, więc nie musiał się przejmować prywatnością. W końcu w okolicach Żyrardowa dwójka nastolatków albo stwierdziła, że da mu do zrozumienia, albo tak jak i on nie przejmowała się innymi i bez słuchawek zaczęła oglądać serial. I tak w hałasie minęła nam droga do Łodzi, a na pociągowych ekranach co jakiś czas pojawiało się przypomnienie od przewoźnika, by pamiętać o innych i nie słuchać muzyki bez słuchawek, a stopy pozostawić w butach. Cóż, przynajmniej drugiej zasady nikt nie złamał.

To skrajny przykład, ale to jest właśnie nasza codzienność. Pójdźcie to pierwszego lepszego pubu, a przy każdym stoliku znajdzie się co najmniej jedna osoba, która siedzi z nosem w smartfonie. I na pewno dostanie powiadomienie, co wywoła w barze efekt domina, bo każdy będzie myślał, że to właśnie u niego na Facebooku wydarzyło się coś ważnego.

Czy to niegrzeczne wyciągać telefon przy znajomych i coś na nim sprawdzać, kiedy wszyscy rozmawiają? Powiedziałbym, że tak, ale sądząc po moich obserwacjach chyba w ten sposób myśli niewielu. Ot, to normalne, że jesteśmy online 24 godziny na dobę, a “technologiczny savoir vivre” nie istnieje.

Podobnie jest zresztą w komunikacji miejskiej. A najgorzej na koncercie, gdzie wszyscy wyciągają telefony, żeby nagrać filmik, którego pewnie i tak nie obejrzą. Niby nie moja sprawa, ale przez to nie widzę sceny, za to przed oczami mam ekran telefonu.

Tak jakby wszyscy uwierzyli, że nowe technologie oddzielają nas od innych. Ostatnio np. Jan Englert stwierdził, że “internet nam zrujnował życie” i “nie słyszymy się wzajemnie”. Dla wielu to nie przenośnia i myślą, że smartfon z dostępem do sieci tworzy jakąś niewidzialną blokadę, przez którą jesteśmy dla innych niedostępni.

Kiedyś pomysł na osobne wagony ciszy wydawał mi się absurdalny, bo przecież spokojne, kulturalne zachowanie i uszanowanie innych powinno być normą. Przecież nikt nie robił przedziałów dla osób zdejmujących buty albo jedzących kanapki z jajkiem. Ale gdyby dzisiaj ktoś wpadł na pomysł z wagonami dla nieużywających smartfonów (strefa ciszy!) albo smartfonowe odpowiedniki sal dla palących w barze, pewnie odpowiedziałbym: błagam, zrób to.

I wiecie co? Przesadziłbym. Bo to tak, jakby leczyć grypę tylko środkiem na katar. Może i trochę pomoże, ale prawdziwego wirusa nie zabije.

Naprawdę chciałbym, żeby taki społeczny ostracyzm dla głośnych smartfonów w miejscach publicznych się pojawił. Ale jeszcze bardziej chciałbym, żeby pędzący w deszczowy dzień kierowca zwolnił przed kałużą i mnie nie ochlapał, tak jak to jeden z nich zrobił to wczoraj. Albo żeby zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, bym nie musiał myśleć, że jestem potencjalnym celem do zlikwidowania. I nie parkował na chodniku!

Mówiąc krótko: jest wiele innych miejsc i sytuacji, w których chciałbym, żeby ludzie myśleli o innych. I chyba jednak smartfony znajdują się na końcu tej listy.

Tak, dźwięki powiadomień podczas spotkania z innymi są irytujące. Ale mam wrażenie, że o tym tak często się zapomina, bo zbyt często wokół siebie widzimy, że “miejsce publiczne” to “miejsce niczyje”. Można je niszczyć, hałasować, brudzić.

To nie tak, że dostaliśmy smartfony do rąk, zgłupieliśmy i nie przejmujemy się innymi. Tak jest od zawsze, a dzwoniące telefony to kolejna kropla - być może ta, która przelewa czarę goryczy. Stworzenie technologicznej etykiety w niczym nie pomoże, jeżeli zabraknie szacunku do innych. Pikające smartfony to drobiazg.

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (6)