Korea Płn. chwali się korwetą z pociskami manewrującymi. Jest czym?

Amnok.
Amnok.
Źródło zdjęć: © Koreańska Centralna Agencja Informacyjna

27.09.2023 15:27

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Północnokoreańska agencja prasowa KCNA opublikowała zdjęcia mające przedstawiać przeprowadzoną przez Kim Dzong Una inspekcję najnowszego nabytku tamtejszej floty – korwety rakietowej typu Amnok. Przeprowadzono również strzelania pociskami manewrującymi Hwasal-2, mogącymi najprawdopodobniej dysponować głowicą jądrową, co w połączeniu z nowoczesnym jak na północnokoreańskie standardy okrętem stanowić może problem na Tokio i Seulu.

Państwowe media nie podały daty i dokładnego miejsca wizyty Kima. Agencja przekazała tylko, że ćwiczenia odbyły się na wschodnim wybrzeżu Korei Północnej. Zachodnim mediom udało się jednak rozpoznać miejsce jako okolice portu Munch’ŏn, na północ od Wŏnsanu, około 110 km od granicy z Koreą Południową wzdłuż linii brzegowej.

Mimo że nie podano do wiadomości, kiedy przeprowadzono manewry, z całą pewnością można stwierdzić, że data udostępnienia zdjęć nie była przypadkowa. Od poniedziałku trwają ćwiczenia "Ulchi Freedom Shield" prowadzone przez Koreę Południową i Stany Zjednoczone. "Pokaz siły" Pjongjangu kierowany mógł być również skierowany do Tokio i Canberry, które pod koniec lipca zakończyły wspólne ćwiczenia "Talisman Sabre".

Znaczną uwagę mediów branżowych przykuł nosiciel pocisków manewrujących – okręt patrolowy numer "661", znany na zachodzie jako korweta typu Amnok. To pierwsza oficjalna prezentacja jednostki i nowych możliwości, jakie zyska dzięki niemu północnokoreańska marynarka wojenna.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

KCNA w komunikacie stwierdziła, że w ramach weryfikacji funkcji bojowych okrętu i jego systemów przeprowadzono test strategicznego pocisku manewrującego Hwasal-2 w warunkach zbliżonych do reżimu wojennego. Słowem kluczem jest tutaj: "strategicznego", bowiem w północnokoreańskiej nomenklaturze odnosi się ono do uzbrojenia przenoszącego – lub mogącego przenosić – ładunek jądrowy.

Już wcześniej pojawiały się spekulacje, że pociski Hwasal-2, podobnie jak rosyjskie Kalibry, mogą przenosić zarówno konwencjonalną głowicę bojową, jak i jądrową. Dzięki temu Amnok mógłby potencjalnie zwalczać pojedyncze jednostki i duże grupy okrętów oraz atakować cele na lądzie z dużych odległości. Pociski Hwasal mają mieć zasięg około 2 tysięcy kilometrów.

Według komunistycznej agencji test zakończyć miał się całkowitym sukcesem, jednak według nieoficjalnych informacji próba zakończyła się porażką – pokonawszy około 200 kilometrów, pocisk wpadł do wody. Nie zmienia to jednak faktu, że wydarzenie to ma znaczny wymiar propagandowy.

Pjongjang dobitnie potępia trwające południowokoreańskie ćwiczenia, odgrażając się, że mogą one wywołać wojnę jądrową na Półwyspie Koreańskim, a także oskarża Waszyngton i Seul, że manewry te nie mają charakteru defensywnego i poprzedzają faktyczną inwazję "na północ". Sytuację mogła zaostrzyć również lipcowa wizyta amerykańskiego okrętu podwodnego USS Kentucky (SSBN 737) w Korei Południowej.

Kentucky jest bowiem nosicielem pocisków balistycznych i pierwszym amerykańskim okrętem podwodnym, który przybył na Półwysep Koreański od ponad czterdziestu lat. Pjongjang próbuje również wywrzeć presję na Waszyngton, Seul i Tokio po trójstronnym szczycie w Camp David w stanie Maryland. Przywódcy państw ustalili nową nową formułę współpracy gospodarczej i w zakresie bezpieczeństwa, proponując północnokoreańskiemu reżimowi rozmowy rozbrojeniowe bez żadnych warunków wstępnych. Oczywiście stanowi to swojego rodzaju policzek dla Korei Północnej i jest nie do zaakceptowania.

"Atomowy szantaż" jest w zasadzie jedynym stosunkowo skutecznym narzędziem polityki wykorzystywanym przez Pjongjang. W ostatnich latach Korea Północna postawiła na rozwój swojego arsenału atomowego, kładąc ogromny nacisk na rozwój nie tylko kolejnych typów pocisków balistycznych, ale także ich nosicieli, w co wpisuje się korweta typu Amnok.

Nowa-stara jakość w flocie KRLD?

Warto przyjrzeć się również samemu okrętowi, ponieważ jest to konstrukcja ciekawa i stosunkowo nowoczesna jak na standardy północnokoreańskiej floty. Jednostkę po raz pierwszy zaobserwowano w 2011 roku jako znajdującą się w budowie, natomiast w w okolicach 2016 roku miała ona rozpocząć służbę na wschodnim wybrzeżu Korei Północnej.

Nie są dostępne praktycznie żadne szczegółowe dane techniczne korwety "661". Szacuje się, że okręt osiąga wyporność około 2 tysięcy ton, co czyni go jednym z większych w tamtejszej flocie. Opublikowane przez KCNA zdjęcia ujawniły jednak dużo ciekawych informacji na temat sensorów i uzbrojenia jednostki.

Mimo że konstrukcyjnie Amnok zbliżony jest do współczesnych okrętów, jest jednostką relatywnie przestarzałą. Główne uzbrojenie artyleryjskie stanowi umieszczona na dziobie wywodząca się z drugiej wojny światowej radziecka armata rodziny B-34 kalibru 100 milimetrów. Armata uzupełniana jest przez dwa stanowiska z karabinami kalibru 14,5 milimetra przed sterówką, na rufie zaś umieszczono dwie armaty stanowiące hybrydę systemów AK-230 i AK-630.

Interesujące jest umiejscowienie wyrzutni pocisków manewrujących. Najprawdopodobniej z uwagi na ograniczenia techniczne pociski opalane są z kontenerów startowych, a nie wyrzutni pionowych. Widać jednak, iż duży nacisk przy projektowaniu okrętu położono na ograniczenie jego wykrywalności przez radary, dlatego zdecydowano się umiejscowić wyrzutnie wewnątrz pochylonej nadbudówki. Podczas strzelań jej ściany są otwierane, co jest dosyć intrygującym rozwiązaniem.

Warto podkreślić, że uzbrojenie pochodzi w dużej mierze z wycofanych już okrętów. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku sensorów. Okręt wyposażony jest w dwa stare radary kierowania ogniem podobne do radzieckich MR-104. Na topie masztu zamontowano chińską stację radiolokacyjną krótkiego zasięgu typu 362, mogącą wykrywać cele nawodne i powietrzne. Nowością jest zastosowanie wyrzutni wabików i głowic optoelektronicznych, niestosowanych wcześniej w północnokoreańskiej marynarce.

Istnieje również pewne prawdopodobieństwo, że okręt może dysponować wyrzutnią torped ZOP i kompleksem hydrolokacyjnym. Nie da się tego jednoznacznie stwierdzić, przemawia za tym jednak obecność czterech nieruchomych wyrzutni rakietowych bomb głębinowych, podobnych do radzieckich RBU-1200. Co ciekawe, okręt de facto nie ma obrony przeciwlotniczej – stanowi ją tylko wyrzutnia ręcznych pocisków przeciwlotniczych Strieła, zapewniająca symboliczną osłonę.

W ogólnym rozrachunku okręt "661" jest jednostką zupełnie przestarzałą i nieprzystającą możliwościami do okrętów południowokoreańskich czy japońskich. Należy dodać również problem z dostępnością samego okrętu, ponieważ jest on pojedynczą jednostką – w cyklu życia należy uwzględnić wielomiesięczne naprawy i serwis, przez co nie da się utrzymywać ciągłej gotowości bojowej.

Jeśli jednak wziąć pod uwagę stan północnokoreańskiej marynarki, okręt stanowi dużą wartość dodaną. Atutem jest również fakt, że dysponuje możliwością przenoszenia broni jądrowej i może dokonać stosunkowo skrycie uderzenia z dalekich dystansów. Korweta może więc stanowić sól w oku Seulu i Tokio. Jest to nowe zagrożenie, którego oba azjatyckie państwa nie powinny bagatelizować, a Pjongjangowi daje pewne nowe możliwości.

Oprócz pojedynczej jednostki typu Amnok tamtejsza flota posiada jeszcze dwie stosunkowo nowoczesne korwety określone jako typ Tuman; najprawdopodobniej nie dysponują one możliwością przenoszenia broni jądrowej. Ponadto Korea Północna ma dwie przestarzałe lekkie fregaty typu Najin, a także również kilkadziesiąt okrętów podwodnych (z czego większość stanowią jednostki typu Sang-O o wyporności 370 ton w zanurzeniu) oraz kutrów rakietowych i torpedowych różnych typów. Co ciekawe, do 2026 roku reżim chce zbudować dwie nowe fregaty rakietowe.

Szymon Rutkowski, dziennikarz konflikty.pl

Źródło artykułu:konflikty.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)