Plantacja marihuany medycznej w kanadyjskiej prowincji Ontario© PAP | The Canadian Press/PA Images

Pięć lat z medyczną marihuaną w Polsce

Konrad Siwik
05 listopada 2022

Legalna jest w Urugwaju czy Kanadzie, zalegalizowano ją w 19. stanach USA. Na tym tle Europa jest konserwatywna – marihuanę do celów rekreacyjnych zalegalizowała dotychczas jedynie Malta. Z kolei Polska jest wśród kilkunastu europejskich krajów, w których zgodnie z prawem można ją stosować w celach medycznych. Od tego momentu minęło właśnie pięć lat.

Artykuł powstał w ramach cyklu

Te pięć lat, które upłynęło 1 listopada 2022 roku, to okres dość umowny. W oparach sejmowej gorączki posłowie zapomnieli o jednym – to tak, jak obecnie jest z węglem – nie można dystrybuować czegoś, czego nie ma.

– Pierwotna wersja ustawy o zastosowania marihuany do celów medycznych zakładała możliwość uprawy w Polsce. Ostatecznie przyjęto projekt, który umożliwiał co prawda używanie marihuany, ale nie zezwalał na jej uprawę w kraju – mówi posłanka Beata Maciejewska.

Wiceszefowa Nowej Lewicy to równocześnie przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany. Wyjaśnia, że wypracowanie procedur, które umożliwiłyby import z zagranicy, zajęło kilkanaście miesięcy. W aptekach marihuana pojawiła się ostatecznie 17 stycznia 2019 roku.

Ten "zielony" lek z apteki

Był rok 2013. Medyczną marihuanę zalegalizowała już dawno Holandia, Austria i Finlandia. Chorym właśnie zaczęto refundować ją w Czechach, a zalegalizowano we Włoszech i Rumuni.

Miałem 21 lat i właśnie usłyszałem od psychiatry diagnozę: "zespół depresyjno-lękowy". Był to wyjątkowo trudny okres w moim życiu, a doświadczenia mu towarzyszące kompletnie "wypłukały" ze mnie szczęście. Żeby wyjść ze stanu całkowitego poczucia bezsensu i problemów z bezsennością, musiałem rozpocząć farmakoterapię.

Po kilku miesiącach męczarni leki w końcu przyniosły pozytywny efekt. W ciągu kolejnych lat nauczyłem się walczyć z dystymią, czyli przewlekłym i uporczywym zaburzeniem nastroju. Odstawiłem leki, chodziłem na terapię, zacząłem ćwiczyć na siłowni.

Funkcjonowałem tak do roku 2020, a wtedy uderzył COVID-19. Miliony ludzi zmarły, miliony – co było efektem ubocznym izolacji i poczucia zagrożenia – zaczęły cierpieć na depresję. Jej nawrót dopadł i mnie. Nie chciałem jednak wracać do leków, ponieważ ich stosowanie wiąże się na początku z uporczywymi skutkami ubocznymi. Wtedy przypomniałem sobie, że medyczne zastosowanie marihuany dozwolone jest już w Polsce.

Wiedziałem, że jeden ze znajomych korzysta z usług kliniki specjalizującej się w leczeniu marihuaną. Okazało się, że on również mierzył się w przeszłości z depresją, w której ulgę przyniosła mu właśnie medyczna marihuana.

Za jego radą znalazłem wspomnianą klinikę i wypełniłem formularz zgłoszeniowy. Musiałem podać m.in. wiek, wagę i wzrost oraz jakie objawy występują w moim przypadku. To ważne, bo pacjent musi wykazać, że medyczną marihuanę rzeczywiście będzie stosował jako lek, a nie rekreacyjną używkę. W moim przypadku dowodem była historia choroby. Procedura trwała dosłownie 15 minut.

Posłanka Beata Maciejewska, wiceszefowa Nowej Lewicy i równocześnie przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany
Posłanka Beata Maciejewska, wiceszefowa Nowej Lewicy i równocześnie przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji MarihuanyŹródło zdjęć: © Archiwum prywatne

Na podstawie zgłoszenia po kilku godzinach lekarz specjalizujący się w terapii konopnej wystawił mi receptę. Otrzymałem również zalecenia określające sposób i dawkę przyjmowania leku. Nie miałem też większego problemu z realizacją recepty, bo odmiana, która została mi przepisana, była akurat dostępna w pobliskiej aptece.

Warto pamiętać, że do inhalacji marihuany leczniczej zaleca się stosowanie waporyzatora medycznego, który wraz z instrukcją obsługi można również kupić w aptece, przy okazji realizacji recepty. Lekarze często zabraniają traktowania ogniem medycznej marihuany ze względu na toksyczne działanie uwalnianych podczas palenia szkodliwych substancji w dymie.

Terapia dla bogatych

Mimo łatwości, z jaką dostałem i zrealizowałem receptę, okazało się, że terapia nie jest tania. Sama wizyta online w klinice kosztuje około 150-200 zł. Z kolei za gram suszu w aptece trzeba zapłacić nawet 60-80 zł, czyli 600-800 zł za 10-gramowe opakowanie. To więcej niż czarnorynkowa cena wynosząca 50 zł za gram, która często jest obniżana przez dealera w przypadku większych ilości.

– Przy niektórych terapiach pacjenci potrzebują nawet 50 gramów miesięcznie. Łatwo policzyć, że dla tych chorych to wydatek nawet około 3 tys. zł. Stać na to tylko bogatych. A co z konstytucyjną równością szans do ochrony własnego zdrowia? – pyta posłanka Beata Maciejewska.

Według niej cenę medycznej marihuany można byłoby obniżyć w łatwy sposób – wystarczyłoby zezwolić na uprawianie marihuany na cele medyczne przez certyfikowanych przedsiębiorców w Polsce lub hodowlę przez samych chorych.

– Zaproponowaliśmy to jako Zespół Parlamentarny ds. Legalizacji Marihuany. Bo jest popyt, przemysł konopny rozwija się bardzo dynamicznie, popularność marihuany rośnie, a przedsiębiorcy są zainteresowani takimi możliwościami – wyjaśnia przewodnicząca.

Mimo tego sytuacja nie zmienia się od lat. I choć niedawno wprowadzono możliwość upraw marihuany przez instytuty badawcze, sytuacji chorych to nie zmieniło.

– Instytuty mogą prowadzić uprawę na rzecz badań, ale nie mogą tego suszu sprzedawać komercyjnie do polskich aptek – podkreśla z kolei mgr farm. Bartłomiej Zalewa, znany również jako Konopny Farmaceuta.

Marihuanę otrzymuje się z konopi indyjskich oraz siewnych. Zawierają one około 100 związków aktywnych nazywanych kannabinoidami. Najważniejsze to CBD i THC.

Pierwszy z nich ma działanie podobne do leków przeciwdepresyjnych. Redukuje też poziomu stresu, łagodzi migreny i poprawia jakość snu. Drugi ma działanie psychoaktywne, przeciwbólowe i przeciwzapalne.

W odróżnieniu od marihuany rekreacyjnej każda próbka marihuana medycznej musi być wystandaryzowana pod względem zawartości CBD i THC.

– Czasami słyszę od polityków PiS-u: "Ja nie jestem za marihuaną, tylko za marihuaną medyczną". Nie ma czegoś takiego. To jest dokładnie to samo, tylko że jedna zostaje potwierdzona urzędowo, a druga nie – mówi Beata Maciejewska.

– W przypadku czarnorynkowego suszu totalnie nie wiemy, jakie są zawartości kannabinoidów, które zawiera – przestrzega Bartłomiej Zalewa. – Czy tam jest THC, czy tam jest CBD, CBG czy masa innych kannabinoidów łącznie z syntetykami.

Marihuana – o tym na studiach nie uczą

Pięć lat od wejścia ustawy w Polsce funkcjonuje już wiele klinik oferujących usługi związane z medyczną marihuaną. Nie tylko one mogą jednak wystawić receptę na ten lek.

– Teoretycznie może to zrobić każdy lekarz, bo tak stanowi prawo – mówi Beata Maciejewska. – W odróżnieniu od innych krajów, nie mamy jednak katalogu wskazań, w przypadku jakiego rodzaju schorzeń można przepisać marihuanę. Tymczasem wielu lekarzom brakuje wiedzy w tym zakresie. Marihuana została dopuszczona do obrotu w aptekach, ale nie poszła za tym edukacja. Nie ma jej w obowiązkowym programie studiów medycznych, nie ma też zbyt wielu szkoleń.

Według posłanki to dlatego za sprawę wzięły się wyspecjalizowane kliniki, które zrzeszają lekarzy specjalizujących się w leczeniu marihuaną. Maciejewska dodaje, że zespół zaproponował w projekcie ustawy wdrożenie zajęć z właściwości marihuany już na studiach medycznych.

– To znacząco wpłynęłoby na większą dostępność i zrozumienie dla tego leku – twierdzi wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy.

– Po receptę mogą zgłaszać się osoby, które cierpią na przewlekłe bóle różnego pochodzenia: onkologiczne, kostno-stawowe, wynikające z różnego rodzaju zwyrodnień kręgosłupa, stawów, układu kostnego – wylicza Konopny Farmaceuta. – Są pacjenci chorzy neurologicznie, m.in. na stwardnienie rozsiane, Alzheimera, Parkinsona, padaczkę, zespół Touretta czy spastyczność. Sporo jest osób z przewlekłymi stanami zapalnymi, zapaleniem tarczycy (AZT), atopowym zapaleniem skóry, reumatoidalnym zapaleniem stawów, różnymi rodzajami łuszczycy skórnej i stawowej, chorobą Leśniowskiego-Crohna, hydromyelią czy zespołem elita drażliwego.

Zdaniem Bartłomieja Zalewy przeciwwskazaniem do terapii jest wiek – poniżej 21. roku życia raczej się nie zaleca medycznej marihuany. Należy również zachować ostrożność w przypadku chorób sercowo-naczyniowych czy chorób psychicznych.

– Trzeba również uważać na osoby uzależnione od jakichś substancji. Nikt raczej nie zarekomendowałby też kobiecie w ciąży terapii THC – podkreśla ekspert.

Mimo tak wielu chorób, na które skutecznie działa medyczna marihuana, wciąż pojawiają się osoby, które nie do końca rozumieją, że jest lekiem, a kliniki to nie dilerzy.

– Pacjent dzwoni i rzuca hasło: "No siema, wiesz co, potrzebuję pięć gramów i chciałbym jarać fajny towar z apteki". W takich przypadkach automatycznie kończymy rozmowę – mówi Konopny Farmaceuta.

Paliłeś – nie jedź

Posłanka i farmaceuta zgadzają się w kwestii braku przepisów określających zażywanie medycznej marihuany w miejscu publicznym.

– Nie ma przepisu, który mówiłby, że nie można jej zażywać w miejscu publiczny. To jest taka sama sytuacja, jakby ktoś miał regulować inne leki: "Słuchaj, ty jesteś chory na serce i nie możesz wziąć leków, stojąc na przystanku autobusowym". Ja swoim pacjentom nie zalecam jednak używania konopi w miejscach publicznych, jeśli sytuacja tego nie wymaga, ale też nie zakazuję – mówi Bartłomiej Zalewa.

Beata Maciejewska: – Jeśli ktoś jest pacjentem, a jego leczenie jest zalegalizowane, nie ma obowiązku noszenia przy sobie dokumentów to potwierdzających. W razie weryfikacji przez policję, podczas przyjmowania marihuany, legalność suszu łatwo potwierdzić pokazując zdjęcie recepty w telefonie. Policja może różnie zareagować w tych konkretnych okolicznościach.

– W niektórych sytuacjach funkcjonariusze mogą na podstawie okazanej recepty odstąpić od dalszych czynności, ale nie muszą. Może dojść do zatrzymania pacjenta w celu weryfikacji, czy recepta jest autentyczna i czy została zrealizowana. Policjant może też zatrzymać telefon w celu sprawdzenia, czy towar nie pochodzi z czarnego rynku. Natomiast w przypadku pozytywnej weryfikacji dokumentów, susz powinien zostać zwrócony pacjentowi – zaznacza posłanka.

– Bycie pacjentem nie gwarantuje stuprocentowego zabezpieczenia przed poniesieniem konsekwencji zażywania środków odurzających. Bo marihuana medyczna takim środkiem jest. Koniec kropka. Jeśli nie jest potwierdzona legalność jej pochodzenia, to należy liczyć się z konsekwencjami – podkreśla Konopny Farmaceuta.

Inaczej jest z prowadzeniem pojazdów. Tu nie ma wątpliwości – paliłeś, nie jedź.

– Przepisy jasno mówią, że nie wolno prowadzić pojazdów mechanicznych pod wpływem. To znaczy, że nie można prowadzić przez kilka godzin od momentu przyjęcia ostatniej dawki. W przypadku pacjentów, którzy stosują przewlekle medyczną marihuanę, szybki narkotest zawsze da wynik pozytywny – wyjaśnia Konopny Farmaceuta.

– W ich przypadku prawdziwie miarodajne będzie jedynie badanie krwi. To tylko na tej podstawie biegły sądowy może stwierdzić, że prowadziłeś po spożyciu, a nie pod wpływem. Jeśli przyjmowałeś marihuanę dzień wcześniej, a nie chwilę wcześniej, we krwi wyjdzie określona wartość, która pozwoli ekspertowi określić to w jednoznaczny sposób.

Malta pierwsza powiedziała: tak

Przewodnicząca Zespołu Parlamentarnego ds. Legalizacji Marihuany uważa, że w Polsce mamy do czynienia z "sytuacją paranoiczną".

– Marihuana w aptece jest legalnym lekiem na wiele schorzeń i można ją kupić na receptę, a z drugiej strony ta sama roślina i samo jej posiadanie bez recepty, jest przestępstwem, a ludzie siedzą za to w więzieniach – precyzuje Maciejewska.

Początkowo zespół parlamentarny nawet złożył propozycję, aby każdy dorosły mógł na własny użytek uprawiać cztery krzaczki i mieć przy sobie pięć gramów marihuany, niezależnie, czy używa jej do celów medycznych, czy po prostu dla przyjemności.

– To znacząco zmieniłoby sytuację. – Niskie ceny, dopuszczenie upraw i jednocześnie umożliwienie korzystania z marihuany na własny użytek sprawiłoby, że czarny rynek zostałby zlikwidowany. Tymczasem obecne prawo "zasila" czarny rynek, winduje ceny, pozbawia wiele osób legalnego dostępu do leku o wielu dobroczynnych właściwościach – mówi posłanka.

Rozwiązania – idące o wiele dalej niż te wspomniane przez wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy – są stosowane w coraz większej liczbie państw.

W 2017 roku Urugwaj, jako pierwszy na świecie, zalegalizował uprawę konopi indyjskich [sześć krzaczków, które należy zarejestrować – red.] przez każdego pełnoletniego obywatela. Obrót i spożycie marihuany znalazło się więc pod pełną kontrolą państwa.

Rok później rekreacyjne korzystanie z marihuany zalegalizowała Kanada [można posiadać 30 gramów suszu i hodować cztery krzaczki – red.] – było to spełnienie obietnicy wyborczej premiera Justina Trudeau.

Z kolei w roku 2022 w USA posiadanie marihuany jest legalne już w 19 stanach.

W Europie legalizacja marihuany nastąpiła dotychczas jedynie na Malcie. Każdy pełnoletni Maltańczyk może od grudnia 2021 roku mieć przy sobie maksymalnie siedem gramów suszu i uprawiać do czterech krzaczków konopi indyjskich.

Zdaniem posłanki Maciejewskiej "należy uwolnić w Polsce możliwość korzystania z marihuany czy konopi w ogóle".

– Coraz częściej zmienia się to na całym świecie, od Malty po Niemcy, od Włoch po Stany Zjednoczone – wylicza przewodnicząca zespołu. – Jednak u nas prawicowy rząd tego nie rozumie, jest zamknięty w klatce stereotypów i po prostu nie dopuszcza do siebie rzetelnych argumentów i wiedzy naukowej.

Choć w krajach, o których wspomniała posłanka, toczy się dyskusja o legalizacji marihuany - z wyjątkiem Malty i wspomnianych już stanów USA - nic nie jest jeszcze przesądzone.

Na przeszkodzie stoją choćby unijne przepisy zobowiązujące kraje członkowskie do "zapobiegania nielegalnemu eksportowi środków odurzających wszelkiego rodzaju, w tym produktów konopi, jak również sprzedaży, zaopatrywania i dystrybucji takich środków za pomocą środków administracyjnych i karnych".

Ten argument podnoszony jest ostatnio w Niemczech, w których trwa debata o możliwości zakupu marihuany przez każdego obywatela powyżej 18. roku życia.

Konrad Siwik jest dziennikarzem Wirtualnej Polski

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać ze specjalistą, zadzwoń pod bezpłatny numer:

  • 116 111 - całodobowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę,
  • 800 70 22 22 - całodobowy telefon dla osób w kryzysie psychicznym,
  • 116 123 - telefon zaufania dla osób dorosłych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego,
  • 22 484 88 01 - antydepresyjny telefon zaufania Fundacji ITAKA,
  • 22 484 88 04 - telefon zaufania młodych Fundacji ITAKA,
  • 800 12 12 12 - dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka.

Listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz też tutaj.

Źródło artykułu:WP magazyn
Udostępnij:
Komentarze (0)