ycipk-u6hbtj

Koniec polskiego grafenu? Światowy autorytet nie wyklucza wyrzucenia Polski z elitarnego programu badawczego

Gdy kierownictwo największego unijnego programu badawczego poprosiło Polskę o wyjaśnienie, co dzieje się z naszym grafenem, nowo mianowany szef najlepszego nad Wisłą instytutu, nie był w stanie wydusić z siebie nic więcej niż to, że wszystko będzie w porządku. Pytany o szczegóły, nie był w stanie odpowiedzieć - relacjonuje w rozmowie WP Vladimir Falko, dyrektor Narodowego Instytutu Grafenu w Manchesterze.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Vladimir Falko, dyrektor Narodowego Instytutu Grafenu w Manchesterze.
Vladimir Falko, dyrektor Narodowego Instytutu Grafenu w Manchesterze. (YouTube)
ycipk-u6hbtj

Prof. Vladimir Falko jest fizykiem teoretycznym i dyrektorem National Graphene Institute na Uniwersytecie Manchesterskim, uchodzącym za światową kolebkę badań materiałem dwuwymiarowym. Brytyjski Narodowy Instytut Grafenu został wybudowany w latach 2013-2015 za 70 mln funtów z Komisji Europejskiej i rządu brytyjskiego. W laboratoriach NGI pracuje 250 naukowców, a kilkuset z nim współpracuje. W otoczeniu NGI powstało też ok 40 prywatnych firm zajmujących się zastosowaniem grafenu. Vladimir Falko jest także szefem oddziału zastosowań naukowych i materiałów programu Graphene Flagship, największej europejskiej inicjatywy badawczej z budżetem wartym miliard euro.

Bolesław Breczko, WP Tech: Czy pana zdaniem polski grafen jest zagrożony?
Prof. Vladimir Falko, Narodowy Instytut Grafenu w Manchasterze: Znam dr. Włodzimierza Strupińskiego od co najmniej 2009 roku. Poznaliśmy się podczas przygotowań do dużego programu europejskiego. Po jego odejściu z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME) mam szczere obawy o dalszą działalność Instytutu w ramach Graphene Flagship. Strupiński był najlepszym polskim specjalistą w dziedzinie materiałów dwuwymiarowych. Nikt nie ma takiego doświadczenia i wiedzy jak on. Obawiam się, że bez niego ITME nie wywiąże się ze złożonych zobowiązań.

Chodzi o dostawy wysokiej jakości grafenu dla partnerów z programu Graphene Flagship?
Nie tylko. Niedawno instytut podjął się opracowania metod produkcji heksagonalnego azotku boru (inny przyszłościowy materiał, z którym uczeni wiążą ogromne nadzieje - przyp. red.). Wielu partnerów z Graphene Flagship już na niego czeka. Zadanie dostarczenia materiału zostało powierzone ITME, bo Instytut ma renomę jednego z najlepszych ośrodków zajmujących się materiałami dwuwymiarowymi na świecie. Ale tę renomę zbudował od zera dr Włodzimierz Strupiński i to on miał odpowiadać za badania i wdrożenie produkcji azotku boru.

ycipk-u6hbtj

Czytaj także: co się dzieje z polskim grafenem

Gdy rozmawiałem z Instytutem, to zapewniali mnie, że wszelkie zobowiązania względem programu Graphene Flagship będą dotrzymane.
Nas też o tym zapewniali. Gdy doszły do nas informacje o zwolnieniu doktora Strupińskiego, to poprosiliśmy dyrekcję ITME o wyjaśnienie sytuacji i przedstawienie planów produkcji azotku boru.

Rozwiali wasze wątpliwości?
Przedstawiciel ITME nie był w stanie wydusić z siebie nic więcej niż to, że wszystko będzie w porządku. Pytania o szczegóły i konkretne plany też nic nie pomagały. Dopiero gdy głos zabrał jego kolega, dawny współpracownik Strupińskiego, to dowiedzieliśmy się czegoś więcej.

Czy w związku z tym są plany, aby poszukać nowego dostawcy azotku boru?
Na razie nie. Wierzymy, że ITME dostarczy materiał. Instytut ma bardzo dobre laboratoria i sprzęt, a także ludzi, którzy wcześniej pracowali z materiałami dwuwymiarowymi. Jednak będziemy bacznie przyglądać się postępom. Jeśli im się nie uda, to będziemy musieli przemyśleć udział Instytutu w Graphene Flagship.

ycipk-u6hbtj

W Polsce często słyszy się, że grafen produkowany w ITME (na patencie dr. Strupińskiego) jest najwyższej jakości na świecie. Czy to prawda?
Ciężko powiedzieć o grafenie, że sam w sobie jest lepszej lub gorszej jakości. Na możliwości jego zastosowania składa się kilka czynników: materiał, na jakim został otrzymany, powierzchnia, cena i jakość rozumiana jako brak dziur i gładkość. W rzeczywistości o idealny grafen jest bardzo ciężko. Zwłaszcza w warunkach przemysłowych.

Czy to znaczy, że wkład polskich instytucji naukowych w rozwój badań nad grafenem na świecie nie jest wcale tak znaczący?
Największy wkład mają Niemcy i Amerykanie. Głównie ze względu na nakłady finansowe. W Stanach Zjednoczonych badania nad grafenem mocno wspiera sektor militarny, a z ich budżetem ciężko konkurować. Osiągnięcia polskich naukowców pozwoliły na dostarczenie taniego grafenu wysokiej jakości w dużych ilościach do zastosowania w elektronice i układach scalonych. Oprócz tego istnieje jeszcze kilka innych odmian grafenu, który jest wykorzystywany w badaniach i przemyśle.

(Jest to m.in. grafen płatkowy i grafen warstwowy na folii miedzianej – obie metody produkcji zostały wdrożone w ITME. Poziom uzyskiwanego tam materiału jest porównywalny ze światową czołówką – przyp. red.).

Czy Narodowy Instytut Grafenu w Manchesterze (którego Vladimir Falko jest dyrektorem) kupuje grafen z ITME?
Nie. Mamy swoje metody produkcji.

ycipk-u6hbtj

Czytaj także: Co zrobić, aby polski grafen ruszył z kopyta?

Jakie są mocne i słabe strony branży związanej z grafenem w Polsce?
Najmocniejszą stroną Polaków są startupy związane z grafenem. Mają dużo łatwiej niż te na Zachodzie Europy, np. w Niemczech.

Polskie startupy mają łatwiej niż niemieckie?
Tak. Wynika to z tego, że w Polsce nie ma dużych graczy na tym rynku. W Niemczech, takie koncerny jak Volkswagen, przytłaczają małe, kilkuosobowe startupy. Przejmują większość funduszy i specjalistów. A ich badania nastawione są na konkretne wyniki, nie mogą eksperymentować i zmieniać technologii w trakcie procesu, bo było dla nich za drogie. W Polsce jest inaczej. Małe firmy podchodzą do tematu ze świeżymi, oryginalnymi pomysłami. Dzięki temu może niedługo zobaczymy produkty, jakie w dużych firmach nigdy by nie powstały.

A słabe strony?
Brak wsparcia, które ograniczyłoby tym startupom koszty związane z badaniami. Nie mam na myśli dofinansowań rządowych, a specjalistyczne ośrodki, które będą potwierdzać właściwości proszków, past i atramentów grafenowych. Chodzi o to, że małe firmy nie produkują swojego grafenu. Nie mają do tego środków, ale wykorzystują półprodukty, które go zawierają (np. do wzmacniania materiałów kompozytowych). Dlatego małe firmy potrzebują proszku grafenowego o konkretnych właściwościach, ale przeprowadzenie takich badań jest bardzo drogie. Gdyby istniał niezależny ośrodek, który by wydawał takie certyfikaty, to byłoby to ogromne ułatwienie dla małych polskich firm.

ycipk-u6hbtj

Jakich produktów, wykorzystujących grafen, możemy spodziewać się w pierwszej kolejności?
Będą to prawdopodobnie produkty wykorzystujące drukowanie z użyciem grafenowego tuszu. Znajdą one zastosowanie we wszelkiego rodzaju czujnikach (np. antykradzieżowych w sklepach), detektorach w domach i budynkach. Z ciekawostek można wspomnieć o rowerze kolarskim zbudowanym we współpracy z firmą Perpetuus. Okazał się za lekki, aby można było go wykorzystać w profesjonalnych wyścigach. Ważył jedynie 3 kg. Świetnie to obrazuje możliwości, jakie daje grafen.

Jakimi badaniami ekscytuje się pan osobiście najbardziej?
Będzie to na pewno dziedzina, którą zajmuję się na co dzień, czyli optoelektronika i bezprzewodowe przesyłanie danych. Dzięki grafenowi będzie możliwe przyśpieszenie transferu kilkaset razy. Oprócz tego na pewno emocjonujący jest wyścig o pierwsze baterie grafenowe - znacznie pojemniejsze, o kilkusekundowym czasie ładowania i o wiele mniej podatne na nagrzewanie.

Ile czasu minie zanim takie baterie znajdziemy w smartfonach?
Myślę, że maksymalnie za 5 lat będziemy albo mieli już takie baterie, albo będziemy wiedzieli, że zbudowanie ich jest niemożliwe. Ale równie dobrze przełom może dokonać się za rok.

Polub WP Tech
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-u6hbtj

ycipk-u6hbtj
ycipk-u6hbtj