Komu przeszkadza cyfrowa szkoła?

Komu przeszkadza cyfrowa szkoła?
Źródło zdjęć: © SXC.hu

29.01.2013 11:49, aktual.: 29.01.2013 11:59

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

To miał być koniec epoki kredy i gąbki a początek nowoczesnych technologii. Zamiast kilogramów książek - tablet, zamiast pasywnego wchłaniania wiedzy - aktywne jej poszukiwanie

Dla uczniów nastał teraz czas ferii i ostatnie, co mają teraz w głowie to nauka. Jednak z perspektywy oświaty, wprowadzenie szkół w XXI wiek jest wręcz cywilizacyjnym wyzwaniem. Powodzenie projektu wcale nie jest takie pewne. Implementowanie nowoczesnych technologii w szkołach to nie tylko wydatki, ale także zmiana sposobu myślenia. To zadanie rozpisane na lata, ale mogące przynieść niebagatelne korzyści.

Cyfrowy tubylca nie myśli?
"Cyfrowa Szkoła" miała być na razie wstępem do wieloletniego programu rozwijania kompetencji informacyjno-komunikacyjnych zarówno uczniów jak i nauczycieli. W ramach programu na zakup nowoczesnego sprzętu multimedialnego przeznaczono prawie 44 mln złotych. Same tablety, serwery i elektroniczne dzienniki nie przyniosą rezultatów, jeśli nie będą odpowiednio wykorzystane - stąd szkolenia dla nauczycieli. Założono zatem, całkiem słusznie, że potrzeba tu wysiłku nie tylko ze strony dzieci i nastolatków siedzących w szkolnych ławkach ale także samych nauczycieli, którzy powinni stać się ich przewodnikami po cyfrowym świecie. Tu pojawia się zgrzyt, bo w czym jak w czym, ale w znajomości obsługi gadżetów przodują młodzi stanowiąc grupę tzw. cyfrowych tubylców. Nie zapominajmy jednak, że dorośli, czyli cyfrowi imigranci mają lepiej rozwiniętą umiejętność krytycznego myślenia i mogą pomóc uczniom oddzielać cyfrowe ziarna od plew. _ - Obsługi urządzeń elektronicznych od strony technicznej można nauczyć się bardzo
szybko, zwłaszcza, że mają one zwykle intuicyjny interfejs. Prawdziwy klucz do sukcesu tkwi jednak w ukierunkowanym i świadomym korzystaniu z nowinek technologicznych - _ argumentuje Małgorzata Słodownik z serwisu Flotis.pl.

Jak widać nie wystarczy zalać szkół laptopami, rzutnikami aby z miejsca zamienić je w cyfrowe placówki. To czy program okaże się sukcesem będzie w dużej mierze zależało od tego, czy uczniowie będą potrafili aktywnie i w sposób przemyślany z niego korzystać.

Jak nie wiadomo o co chodzi...
Kolejny problem - pieniądze. Technologie kosztują a trzeba jeszcze pamiętać, że to co jest szczytem techniki dzisiaj, jutro będzie już starociem. Czy w dobie kryzysu starczy pieniędzy na aktualizowanie oprogramowania i wymianę urządzeń na nowsze? Tego nie sposób przewidzieć. Dotychczas budżetowe wydatki na naukę stanowiły ułamek PKB Polski (0,3-0,4 procent). Można przypuszczać, że w nadchodzącym czasie tendencja ta nie ulegnie zmianie. Dziura budżetowa kwitnie. Lekcje w towarzystwie rzutnika i tabletu z pewnością należą do tych bardziej interesujących, ale też na pewno droższych. Efekty takich działań są odłożone w czasie a kalendarz polityków działa w cyklach 4-letnich.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (7)