Kolejna ofiara dmuchanych zabawek. Sprawdzamy, czy jeden z symboli lata jest bezpieczny

Kolejna ofiara dmuchanych zabawek. Sprawdzamy, czy jeden z symboli lata jest bezpieczny
03.07.2018 13:18
Kolejna ofiara dmuchanych zabawek. Sprawdzamy, czy jeden z symboli lata jest bezpieczny
Źródło zdjęć: © Wikipedia

Są wszędzie. Na festynach, dniach miasta, odpustach, w obwoźnych lunaparkach, na plażach. Dzieciaki je uwielbiają. Tyle że dmuchane zamki mają na swoim koncie również ofiary. Czy na pewno są bezpieczne?

Czterolatka wyleciała w powietrze, gdy dmuchany zamek eksplodował na plaży Gorlestone w Norfolk w Wielkiej Brytanii. Po upadku z wysokości sześciu metrów dziewczynka została przewieziona do szpitala, ale nie udało się jej uratować. Nie ma wakacji, by media w Polsce i na świecie nie informowały o podobnych przypadkach.

Historie rzadkie, ale przykre

Czerwiec 2017: na festynie w Twardogórze wiatr porwał dmuchany zamek. Do szpitala trafiło dwoje dzieci i 32-letnia kobieta.

Maj 2017: Caldes de Malavella w północno-wschodniej Hiszpanii. Wiatr porywa zamek, dzieci upadają z wysokości 20 metrów, 6-letnia dziewczynka ginie.

Marzec 2016: w Harlow Town Park w wyniku obrażeń po zabawie w dmuchańcu umiera 7-letnia dziewczynka. Nie udało się jej uratować po przewiezieniu do szpitala.

Czerwiec 2015: w wyniku silnego wiatru, dmuchany zamek przygniótł 6-latka w Golejewku.

Opisy zdarzeń są przerażające. Zamek unosi się na wysokość kilkunastu metrów i z takiej wysokości spadają dzieci. Statystyka sugeruje, że - na szczęście - tragiczne wypadki zdarzają się rzadko. Ale występują - dlaczego?

Wiatr i temperatura

Wspólny mianownik: silny wiatr. Nie licząc wypadku w Norfolk, gdzie przyczyną był upał, to właśnie porywisty wiatr powodował, że dmuchana zabawka została wyniesiona w powietrze i zrzucała z dużych wysokości dzieci.

- Na dwadzieścia kilka zabezpieczeń, jakie wykorzystuje się w celu prawidłowego przymocowania urządzenia, wykorzystanych zostało zaledwie cztery - mówiła TVN24 Beata Jarczewska, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Rawiczu, gdy doszło do wypadku w Golejewku w 2015.

"Jeżeli dmuchaniec eksploatowany jest na wolnym powietrzu, wówczas wymagane jest zakotwiczenie poduszki (podłogi). Jeżeli poduszka jest eksploatowana na twardym podłożu, gdzie niemożliwe jest wbicie kotew, wówczas należy mocować w inny trwały sposób np. do trwałych elementów konstrukcji budynków, pojazdów, czy ciężkich płyt lub worków z piaskiem", pisał Kazimierz Chojnowski, prezes Stowarzyszenia Rzeczoznawców Technicznych Urządzeń Rozrywkowych. I dodał, że nie należy rozkładać i eksploatować zabawek na zbyt silnym wietrze. Z kolei odporność materiału na temperaturę to maksymalnie 60 stopni.

Nie namawiać, reagować

A jednak zdarza się, że mimo porywistego wiatru zabawka jest czynna. Pazerność organizatorów imprezy? Niekoniecznie. W rozmowie z WP Tech Katarzyna Szymczak z łódzkiej firmy Gumiś Events, zajmującej się organizacją wydarzeń dla dzieci, przyznaje, że czasami to rodzice sami nalegają, by zabawa dalej trwała. I to mimo pogarszających się warunków atmosferycznych.

- "Niech skorzysta jeszcze tylko moje dziecko", "Państwu nie chce się pracować, przecież pogoda nie jest aż tak zła", "Pan serca nie ma, pan widzi, że dziecko płacze", "Czterdzieści minut czekaliśmy, państwo nie szanują naszego czasu" - takie sytuacje powtarzają się prawie zawsze, kiedy warunki atmosferyczne nie pozwalają na kontynuowanie imprezy - mówi Katarzyna Szymczak.

- Drugą przyczyną może być chęć zysku właściciela i przeciąganie czasu, żeby jeszcze parę osób zdążyło skorzystać i zapłacić, ale to są raczej kwestie groszowe. Uważam, że mało kto za parę złotych godzi się ponieść tak duże ryzyko - dodaje.

Jeden z organizatorów imprez informuje, że na zabawkach opisana jest siła wiatru, do której może pracować urządzenie, oraz liczba niezbędnych zabezpieczeń. Jednak dodaje, że nie zawsze właściciele atrakcji kwapią się, by sprawdzić, czy wszystko się zgadza. Czy jest na to rada? Możliwość zareagowania ma straż miejska. Z kolei weryfikacją techniczną sprzętu zajmują się orzecznicy techniczni i instytucje, które robią coroczne przeglądy.

Każda dbająca o bezpieczeństwo firma już na swojej stronie zaznacza, że ma wszelkie niezbędne certyfikaty i potwierdzenia o sprawności sprzętu. To dla rodziców cenna wskazówka, która pozwala sprawdzić, czy ktoś rzetelnie podchodzi do tematu bezpieczeństwa. Także podczas "oględzin" zabawki można przekonać się, czy na pewno jest odpowiednio zamontowana.

Bezpieczeństwo ma cenę

Niestety, jak mówi Katarzyna Szymczak, w branży obecne są firmy, które na pewne kwestie związane z bezpieczeństwem przymykają oko.

- Zaniedbania wynikają z tendencji obniżania stawek za wynajem takich atrakcji. Solidnemu i odpowiedzialnemu pracownikowi trzeba zapłacić odpowiednie pieniądze. Urządzenie trzeba czyścić, serwisować i ubezpieczać. Przy obniżaniu stawek do minimum nie da się tego wszystkiego zrobić. Rodzice i organizatorzy imprez chcą wynajmować urządzenia za bezcen, przymykając oczy na jakość świadczonych usług. A jakość równa się niestety cenie. Uważam, że nigdy nie skorzystałabym z usług najtańszego stomatologa czy fryzjera na rynku, więc dlaczego rodzice i organizatorzy oddają los swoich dzieci w ręce najtańszych firm obsługujących takie atrakcje? Dla nas priorytetem jest bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo ma swoją cenę - mówi Katarzyna Szymczak.

Tymczasem zagrożenie związane z bezpieczeństwem to nie tylko warunki pogodowe. Firmy zalecają, by dzieci bawiąc się w dmuchanych zabawkach były odpowiednio ubrane - odsłonięte części ciała przy dużej temperaturze mogą zostać poparzone lub obtarte.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (11)