Eksplodowała chwilę po starcie. Rosjanie strzelili sami w siebie
Pod Orenburgiem, w pobliżu bazy startowej "Jasnoje", rakieta spadła chwilę po starcie i wybuchła. Kolor dymu sugeruje, że pocisk napędzany był niezwykle toksycznym paliwem.
W sieci pojawiły się nagrania z okolic rosyjskiego miasta Jasnyj, leżącego przy granicy z Kazachstanem. Baza, w której doszło do eksplozji, jest jednocześnie poligonem rakietowym i jednym z czterech rosyjskich kosmodronów.
Na nagraniu, trwającym około 1 minutę, widać start pocisku oraz jego natychmiastową eksplozję. Po upadku, z pocisku zaczął wydobywać się dym o specyficznej, rdzawo-fioletowej barwie. Lokalne media odmawiają komentarza i radzą zwrócić się z pytaniami do rosyjskiego ministerstwa obrony.
Co mogło być w składzie paliwa?
Ukraińskie media zwracają uwagę na charakterystyczną barwę dymu i sugerują, że kolor ten jest typowy dla dymu rakiet wykorzystujących toksyczne paliwo. Jak ocenia Defense Express, barwa dymu odpowiada toksycznemu paliwu na bazie "amylu" i "heptylu".
"Amyl" to tetratlenek diazotu, "heptyl" natomiast to UDMH, czyli niesymetryczna dimetylohydrazyna. Chemikalia te wykorzystywane były już w czasach radzieckich do produkcji paliwa pocisków atomowych. Najsłynniejszym z nim był pocisk "Proton".
Toksyczne paliwo i koszty skażeń
"Heptyl" jest niezwykle toksyczną i mutagenną substancją. W dużych stężeniach jest śmiertelny. Ponadto dekontaminacja obszaru skażonego "heptylem" jest niezwykle kosztowna. Kazachstan wielokrotnie wyceniał dekontaminację po upadkach pocisku "Proton" na 75-90 mln dol.
Miejscowe media nie podały informacji o planowanej ewakuacji. Nie oznacza to jednak, że teren faktycznie nie jest skażony. Jak można podejrzewać, ewakuacja byłaby przyznaniem się Rosjan do porażki.