Polska kupi czołgi M1A2 Abrams. Ekspert: Musimy nadążać za USA

Strona głównaPolska kupi czołgi M1A2 Abrams. Ekspert: Musimy nadążać za USA
16.07.2021 10:36
Czołg M1 Abrams
Czołg M1 Abrams
Źródło zdjęć: © Getty Images | Smith Collection

Abramsy nie są dobrze przystosowane do pokonywania akwenów wodnych. Dochodziło do sytuacji, że w przypadku zalania kadłuba Abramsy zatrzymywały się w rowach wypełnionych wodą - mówi w rozmowie z WP Tech dr Adam Buława, historyk wojskowości z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Adam Gaafar, WP Tech: Sięgnijmy do początków czołgów M1 Abrams. Ich nazwa nawiązuje do amerykańskiego generała Creightona Abramsa. Co możemy powiedzieć o tej postaci?

Dr Adam Buława: Abrams był zasłużonym dowódcą, który zapisał w swoim życiorysie zaszczytną kartę kariery oficera wojsk pancernych. W czasie II wojny światowej jego batalion czołgów 4 Dywizji Pancernej walczył przeciw III Rzeszy w Ardenach. Wtedy też jego nazwisko wyróżniło się po raz pierwszy, ponieważ kładł on nacisk na mobilność. Mimo że strona przeciwna miała lepsze pojazdy, udało mu się odnosić sukcesy.

Potem robił karierę w sztabie generalnym US Army oraz dowodził m.in. Regimentem Kawalerii Pancernej w Europie. Abrams odegrał ważną rolę w powstrzymaniu potencjalnej inwazji sił Układu Warszawskiego. Podczas konfliktu koreańskiego był natomiast szefem sztabu kilku korpusów.

Myślę, że swego rodzaju zwieńczeniem jego kariery była wojna w Wietnamie. Pełnił wówczas funkcję zastępcy szefa sztabu całej armii amerykańskiej. Później był też zastępcą generała Williama Westmorelanda, dowódcy wojsk amerykańskich w Wietnamie. W czerwcu 1968 r. Abrams przejął bezpośrednie dowództwo. Realizował w tym czasie plan wycofywania się wojsk amerykańskich oraz przekazywania całej operacji bojowej wojskom Wietnamu Południowego. Dowodził również inwazją na Kambodżę. Była to zatem w amerykańskich realiach bardzo zasłużona postać.

Na jakie potrzeby miał odpowiadać czołg M1 Abrams?

U schyłku lat 60. XX w. Amerykanie poszukiwali odpowiednich rozwiązań, wiedząc, że przeciwnik będzie na pewno liczniejszy. Nowy wóz miał stawić czoła radzieckiemu czołgowi T-64. Na początku rozważano projekt w ramach kooperacji niemiecko-amerykańskiej. Jak wiemy, pomysł ten nie został do końca zrealizowany i w końcu wycofano się z niego. Rolę zaczęły odgrywać także ograniczenia finansowe.

Pojawił się spór o napęd pojazdu – czy ma być to diesel, czy może turbina. Druga z tych koncepcji była o tyle ryzykowna, że stanowiła w zasadzie podejście "w ciemno". Turbina była też bardziej paliwożerna. Ostatecznie w Departamencie Obrony postawiono jednak na to rozwiązanie. Produkcja nowego czołgu rozpoczęła się w 1979 r.

Jak wyglądał chrzest bojowy Abramsów?

Początkowo zakładano, że zostaną użyte w hipotetycznym konflikcie, który był przewidywany w Hesji, czyli na granicy – nazwijmy to – RFN i NRD. Ostatecznie Abramsy w wariancie M1A1 znalazły się w 3. Dywizji Pancernej V Korpusu, którą przerzucono do Arabii Saudyjskiej w ramach Operacji Pustynna Burza podczas wojny w Zatoce Perskiej (1991). Należy wspomnieć, że był to najsilniejszy związek pancerny w całych dziejach wojskowości.

Cała operacja wojsk lądowych trwała około 100 godzin. Użyto w niej łącznie (nie tylko z Pancernej Trójki) ponad 1800 Abramsów. Część z nich zostało uszkodzonych, aczkolwiek warto powiedzieć, że żaden z nich nie został zniszczony przez pociski irackie. Były natomiast przypadki tzw. "friendly fire" oraz samowysadzenia. Pustynna Burza rozpoczęła pełnię chwały tego czołgu oraz jego legendę.

W jakich jeszcze bitwach brały udział Abramsy?

W 2003 roku przeprowadzono kolejną inwazję w Zatoce Perskiej, która miała być ciosem w Saddama Husajna (Iracka Wolność). Co ciekawe, doszło tam m.in. do walk na obszarze zurbanizowanym i bez wsparcia z powietrza. To o tyle istotne, że po pierwszej operacji często mówiło się, iż zakończyła się ona sukcesem wskutek przytłaczającej przewagi przeciwników Husajna. Tutaj okazało się, że Abramsy radzą sobie także w warunkach wojny miejskiej. Szczególnie znaczące był tutaj zdobycie Bagdadu.

W późniejszym okresie odnotowano przypadki trafienia Abramsów, aczkolwiek nie odniosły one większego skutku. Z drugiej strony coraz częściej zaczęła pojawiać się konieczność naprawiania tych czołgów w Stanach Zjednoczonych. Abramsy znalazły się także na wyposażeniu wspieranej przez Amerykanów armii irackiej. Część tych maszyn została utracona w walce z tzw. Państwem Islamskim.

Czy podczas tych walk odnotowano jakieś problemy z Abramsami?

Musimy przede wszystkim pamiętać, że nie ma konstrukcji idealnych. Charakterystyczne jest to, że Abramsy często były modernizowane ze względu na potrzebę dostosowania ich do teatru działań wojennych. Skupiano się m.in. na ich wytrzymałości na polu walki, stąd pojawiała się kwestia modyfikacji pancerza.

Warto zauważyć, że niezbyt wiele tych czołgów posiada tzw. obronę aktywną (zabezpieczenie przed nadlatującymi pociskami). Mówiąc o pewnych słabościach Abramsów należy wspomnieć, że zdarzają się obrażenia załogi, ponieważ część składników ich ładunku zostaje cofnięta do środka. Musimy również pamiętać, że armaty czołgowe są ładowane ręcznie. Kąt ustawienia tej armaty także powoduje, że może dojść do obrażeń.

Ponieważ na Bliskim Wschodzie, gdzie operowały te maszyny, występuje wysokie zapylenie, trzeba było często zmieniać filtry. Wspomniana już turbina Abramsa potrzebuje natomiast ogromnych ilości paliwa i powietrza, co generuje z kolei wysokie koszty. Czołgi te nie są również – delikatnie mówiąc – dobrze przystosowane do pokonywania akwenów wodnych. Dochodziło więc do sytuacji, że w przypadku zalania kadłuba Abramsy zatrzymywały się w rowach wypełnionych wodą.

Jakie wnioski wyciągnęli z tego Amerykanie? Mam na myśli udoskonalenia, które zostały wprowadzone w kolejnych wersjach M1 Abrams.

Dużym plusem tych czołgów jest fakt, że dosyć łatwo poddają się one różnego rodzaju modyfikacjom. Dość wspomnieć, że występuje bodajże około 15 różnych wariantów produkcyjnych Abramsa. Wprowadzane udoskonalenia dotyczą zarówno opancerzenia, jak i uzbrojenia. Dosyć doraźną modyfikacją jest system ochrony aktywnej. Później pojawiło się też m.in. ostrzeganie przed laserem.

Czasami mówi się, że na samym początku ten czołg - w porównaniu z założeniami, które miały być realizowane w koprodukcji z Niemcami – nie stanowił, mówiąc krótko, jakiejś rewelacji. Dzięki wprowadzonym udoskonaleniom bardzo się jednak zmienił. Ze względu na wyposażenie weń licznych armii na całym świecie na przestrzeni kilku dekad można zaryzykować twierdzenie, że M1 Abrams jest swego rodzaju symbolem podkreślającym sojusz oraz przyjaźń Amerykanów z innymi państwami.

Szczególnego podkreślenia wymaga fakt, że ten typ czołgu jest naprawdę stosunkowo długowieczny, ponieważ znajduje się w użyciu od około 40 lat. Oprócz euforycznego podejścia do tych konstrukcji, można się też czasem spotkać z dosyć negatywnym. W mojej opinii wiele zależy od tego, kto te czołgi ocenia – co wiąże się z jego nastawieniem wobec USA. Trudno powiedzieć, że prawda leży pośrodku, ale raczej, że w praktyce okazuje się, iż Abramsy są konstrukcją całkiem udaną.

Pojawiają się jednak opinie, że Abramsy nie do końca przystają do polskich warunków, ponieważ nie dysponujemy m.in. odpowiednią dla nich infrastrukturą drogową. Do tego dochodzi wspomniana już kwestia wysokich kosztów, związana z użytkowaniem tych maszyn.

Sądzę, że jako kraj powinniśmy starać się nadążać za największą potęgą militarną świata. Czasami można spotkać się z tezą, że współczesne Wojsko Polskie jest zacofane, a niektóre modele uzbrojenia są niedostosowane do realiów trzeciej dekady XXI wieku. Tymczasem w momencie, gdy następuje wprowadzenie nowej konstrukcji, która wymaga oczywiście pewnych dostosowań i modyfikacji, pojawia się natomiast krytyka odwrotna – że to rozwiązanie, które nas przerasta.

Myślę, że w dużym stopniu ocena sprowadza się tutaj do pewnej, ogólnej wizji, jaką jest spojrzenie na Stany Zjednoczone – naszego stosunku do tego państwa oraz relacji, jakie nas z nim łączą. Obawy powinno ograniczyć spostrzeżenie, iż pozyskamy ponadto pakiet logistyczny, szkoleniowy, czy też zapas amunicji. Unowocześnianie sił zbrojnych musi być procesem rozłożonym w czasie, podobnie adaptacja do nich pozyskiwanego sprzętu. Jak mawiał gen. Creighton Abrams: "Jedząc słonia, bierz jeden kęs na raz".

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (262)