Jeśli coś jest za darmo, ty jesteś produktem. Twórca Opery bije na alarm

Jeśli coś jest za darmo, ty jesteś produktem. Twórca Opery bije na alarm25.10.2017 13:01
Jeśli coś jest za darmo, ty jesteś produktem. Twórca Opery bije na alarm
Źródło zdjęć: © CYBERSEC

Każdy nasz ruch w sieci jest monitorowany. Firmy płacą spore pieniądze, by dowiedzieć się o naszych nawykach, hobby i potrzebach. Skala zaczyna być przytłaczająca - ostrzega Jon von Tetzchner, współtwórca przeglądarki Opera.

Grzegorz Burtan: NATO oraz państwa zastanawiają się nad ochroną cyberprzestrzeni. A co, pana zdaniem, może zrobić sektor prywatny?

Jon von Tetzchner: Dla mnie ta dyskusja jest przeprowadzana na niewłaściwy temat.

A jaki jest właściwy?

Oczywiste jest, że będę mówić o prywatności. Bo to jest naprawdę poważny problem. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo. Przez to nie widzą większego obrazu.

A tutaj Facebok trzyma nasze dane

Co on prezentuje?

Prywatność nie dotyczy tylko informacji o mnie czy o tobie. Chodzi o wszystkich użytkowników i o narzędzia, które pozwalają zagłębić się w te dane. Wszystko, co robimy, zostaje na nie przerobione – gdzie chodzimy, co odwiedzamy, co oglądamy. I w znacznej mierze jest to zbierane przez prywatne firmy. Taka ilość danych jest udostępniana reklamodawcom. Co zaś się wtedy dzieje, wiadomo. Reklamodawcy mogą personalizować przekazy, do tego informacja zwrotna jest niemal natychmiastowa.

Mówi się, że jeśli coś jest ci oferowane za darmo, ty jesteś produktem.

Dokładnie. I teraz bardzo wyraźnie to widać. Obecnie w USA toczy się debata, czy reklamy na Facebooku nie były umieszczane przez rosyjskie firmy. I nagle, z jakiegoś powodu, te informacje nie są dostępne. Reklamodawcy nie chcą się nimi dzielić. A jeśli pokazują różne reklamy różnym grupom, to jednak możemy wymagać od nich pewnej transparentności. Pomysł, że dane, które w większości dotyczą nas, są tajne, a my nie mamy w nie żadnego wglądu, jest szalony.

Niedawno brytyjska dziennikarka poprosiła twórców aplikacji randkowej Tinder o przesłanie danych, które zebrano na jej temat. Przesłali jej 800 stron dokumentów. A to tylko aplikacja randkowa. Nie przywykliśmy już, że handlujemy naszymi danymi za coś "darmowego"?

Problemem jest to, że powiedziano nam, że za bezpłatne rzeczy musimy oddać naszą prywatność. I dość często otrzymujemy jakiś wybór, na przykład podczas instalacji nowego oprogramowania. Ale to nie jest równorzędny wybór. Często to, co nam się oferuje, nie jest warte tej ceny.

Twierdzenie, że musimy oddać nasze dane w ramach barteru, jest mitem. Ten poziom zbieractwa i "targetowania" jest tak naprawdę stosunkowo młody. Wiem, bo obserwuje internet mniej więcej od jego początków.

Stworzył pan Operę.

Powiedzmy, że współtworzyłem. Ale w sieci jestem obecny mniej więcej od 1992 r.

Sporo czasu.

Zaczynałem w Norwegii w laboratorium. Z moimi współpracownikami założyliśmy tam pierwszy serwer w historii kraju. To był punkt wejścia dla tego kraju.

To była urządzenie wielkości szafy?

Nie, skąd, zwykła maszyna normalnych rozmiarów. To nie był aż tak dawno temu. Internet jest dalej względnie nowy. Jednak ten poziom personalizowania reklam, który rozwinął się w ciągu ostatnich kilku lat, jest bezprecedensowy.

Kiedy to się zmieniło?

Kiedy Facebook zmienił, a właściwie stworzył sobie, model biznesowy. Tak samo Google dokonał pewnych modyfikacji. Proszę na to spojrzeć na to z tej strony: Facebook to dla wielu z nas platforma społecznościowa, gdzie widzimy, co się dzieje u naszych przyjaciół, a Google to wyszukiwarka internetowa. Ale ich modele biznesowe sporo psują.

Te problemy są powodowane tym, jak wiele danych zbierają, mają ich znacznie więcej od innych firmy. Co ciekawe, w USA zdecydowano, że firma Telco nie powinna zbierać tyle informacji do dalszej sprzedaży, bo uznano, że nie jest to sprawiedliwe. To zwariowane. Dwa minusy nie zawsze dają plus.

Czy internet jest już całkowicie zmonopolizowany?

Tak, jest kilka dużych firm, których posunięcia trzeba stale obserwować. Musimy przemyśleć, czy nie będzie konieczna zmiana prawa, która pozwoli nam na lepszą ochronę naszej prywatności. Stawka jest bardzo wysoka, bo dotyczy tego, w jakim społeczeństwie chcemy żyć i czy chcemy, by internet był ciągłym polem propagandowej walki.

Skoro główny nurt jest tak nieprzejrzysty, to możemy oczekiwać, że powstanie coś w rodzaju kontrkultury? Grupy, która będzie używać na przykład DuckDuckGo?

Próbowałem zastanowić się, jak można zwalczać ten wszechobecny monitoring. Używanie DuckDuckGo [wyszukiwarki, która nie "śledzi" użytkownika - przyp. red.] pomaga w tym, bo wyszukiwarka cię nie śledzi. Ale z drugiej strony, kiedy tylko odwiedzisz jakąś stronę, śledzenie zaczyna się znowu. Po prostu jest tyle firm, które chcą mieć twoje dane. Koncepcja własnego bezpieczeństwa jest po prostu trudna.

Są różne sposoby, by zachować prywatność.

Zawsze można powiedzieć ludziom, żeby używali TOR-a [przeglądarki, anonimizującej poruszanie się po sieci - przyp. red.], ale nagle odkryją, że istnieje coś takiego jak Dark Net. Co z perspektywy władz może wyglądać jak próba zatuszowania jakiejś działalności kryminalnej. A moje myślenie jest takie: nie powinieneś być zmuszany do korzystania z niego. Powinieneś robić co chcesz, w granicach prawa oczywiście, a twoje dane nie powinny być zbierane. Nie powinieneś być lokalizowany. Tak było kiedyś i do takich priorytetów powinniśmy wrócić. Big Data może zostać użyta do innych, bardziej przydatnych i ambitnych celów.

Czy powinniśmy winić korporacje za taki stan rzeczy?

Sądzę, że konkretne firmy zbierają zbyt dużo informacji i to o nie mi chodzi. I powiem szczerze – lubię gości z Facebooka czy Google. Mam wrażenie, że nie zdają, albo nie chcą zdawać sobie sprawy ze skali problemu. Po prostu w pewnym momencie zapomnieli, dlaczego robią to, co robią. Moje wrażenie jest takie, że kiedy spojrzysz na opracowane przez nich technologie to widzisz, jak bardzo się rozwinęły. Tylko wchodzi ten model biznesowy, który początkowo nie był taki groźny, ale wraz z coraz większym zapotrzebowaniem na dane, zaczynał być i dalej jest problematyczny.

Co może pomóc?

Regulacje rządowe mogą okazać się słusznym rozwiązaniem. Nie poprosisz przecież korporacji, by całkowicie zmieniła swój model biznesowy – to jest po prostu zbyt skomplikowane. Ale rzeczywistość jest taka, że bez interwencji rządowej niewiele da się zmienić.

Czy możemy ufać Markowi Zuckerbergowi?

Lubię myśleć, że ludzie mają najlepsze intencje. Zbudował coś, co nie działa, ale wierzę, że będzie próbował to naprawić. Cóż, z natury jestem optymistą.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (74)