Zauważyli bombę z czasów II wojny światowej. Okręty NATO musiały interweniować

Wybuch miny morskiej - zdjęcie ilsutracyjne
Wybuch miny morskiej - zdjęcie ilsutracyjne
Źródło zdjęć: © Getty Images | Christian Thiel / EyeEm
Karolina Modzelewska

20.02.2023 18:27, aktual.: 20.02.2023 18:59

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Stały Zespół Sił Obrony Przeciwminowej NATO Grupa 1 (ang. Standing NATO Mine Countermeasures Group 1, SNMCMG1) przeprowadził kontrolowaną detonację brytyjskiej bomby lotniczej z czasów II wojny światowej u wybrzeży Holandii, niedaleko Amsterdamu, o czym donosi UK Defence Journal. Bomba o masie 230 kg mogła stanowić zagrożenie dla rybaków.

Akcja kontrolowanej detonacji bomby lotniczej z czasów II wojny światowej została przeprowadzona 7 lutego br. Jak wyjaśnia UK Defence Journal, zaangażowano w nią cztery jednostki, zdalnie sterowane pojazdy, a także nurków wyspecjalizowanych w usuwaniu amunicji wybuchowej. Byli to członkowie załogi niemieckiego niszczyciela min FGS Rottweil. Efektem prac było znalezienie 11 podwodnych obiektów, w tym 230-kilogramowej bomby. Cała akcja została zainicjowana, kiedy lokalni rybacy zaczęli zgłaszać władzom obecność obiektów przypominających miny u wybrzeży Holandii.

Okręty NATO znalazły stare ładunki wubuchowe

SNMCMG1 jest częścią Połączonych Wielonarodowych Sił Zadaniowych o Bardzo Wysokim Stopniu Gotowości (ang. Very High Readiness Joint Task Force – VJTF), które wchodzą w skład Sił Odpowiedzi NATO (NRF). Obecnie jednostkę tworzą: estoński statek morski Admirał Cowan, norweski partolowiec HNoMS Nordkapp, niemiecki niszcyciel min FGS Rottweil oraz holenderski okręt HNLMS Schiedam. Głównym zadaniem tego zespołu okrętowego, który stale operuje na morskich akwenach Europy, jest zapewnienie zdolności do natychmiastowego reagowania operacyjnego.

Holandia to niejedyne państwo, które mierzy się z problemem pozostałości po wojnach. W podobnej sytuacji znajduje się Polska. Jak donosi Portal Morski, zespół ds. zagrożeń wynikających z zalegających w obszarach morskich RP materiałów niebezpiecznych, który działał od lipca 2021 r. do stycznia 2022 r., zlokalizował na dnie Morza Bałtyckiego "639 obiektów punktowych (wraki statków, broń konwencjonalna, bojowe środki trujące); 45 obszarów występowania broni konwencjonalnej i bojowych środków trujących; wrak statku Franken, wrak statku Stuttgart oraz dwa obszary, na których były zatapiane materiały bojowe (Głębia Gdańska i Rynna Słupska)".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zdaniem niektórych ekspertów broń zalegająca na dnie Bałtyku jest tykającą, ekologiczną bombą. Potwierdzają to wnioski zawarte w raporcie Najwyższej Izby Kontroli (NIK) "Przeciwdziałanie zagrożeniom wynikającym z zalegania materiałów niebezpiecznych na dnie Morza Bałtyckiego" z maja 2020 r. Dokument wskazuje, że największymi zagrożeniami dla Bałtyku są rozlewy paliw i substancji ropopochodnych ze wraków statków oraz uwalnianie się substancji z broni chemicznej.

Jest to bardzo niepokojące, zwłaszcza że w samym "rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych iperyt siarkowy", który można również spotkać pod nazwą gazu siarkowego. Bardzo wysokie stężenie iperytu siarkowego (większe niż 30 mg/m³), może doprowadzić do śmierci w zaledwie kilka minut. Jak wskazuje NIK, "od wojny już kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów".

Karolina Modzelewska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie