Atomowy szantaż. Azerbejdżan grozi atakiem na elektrownię jądrową Metsamor

Atomowy szantaż. Azerbejdżan grozi atakiem na elektrownię jądrową Metsamor17.07.2020 02:02
Atomowy szantaż. Azerbejdżan grozi atakiem na elektrownię jądrową Metsamor
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons, Bouarf, Lic. CC BY-SA 3.0

Lokalny konflikt o Górski Karabach przybiera niespodziewany obrót. Azerbejdżan zagroził atakiem na działającą w Armenii elektrownię jądrową Metsamor. Nie byłby to pierwszy taki przypadek w historii.

Konflikt pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem nabrał nowego wymiaru – oba państwa ostrzegają się nawzajem o możliwości ataku na infrastrukturę energetyczną.

Za potencjalny cel dla wojsk Armenii został uznany azerski Zbiornik Mingeczaurski – sztuczny zbiornik wodny o powierzchni 620 kilometrów kwadratowych, zapewniający zasilanie dla elektrowni o mocy przekraczającej 350 MW.

Deklaracja ta spotkała się z odpowiedzią Azerbejdżanu, który zadeklarował, że w przypadku ataku na zbiornik wodny odpowie atakiem na ormiańską elektrownię jądrową w miasteczku Metsamor.

Najbardziej niebezpieczna elektrownia jądrowa na świecie

To wyjątkowy obiekt – wzniesiona w 1980 roku elektrownia jest obecnie uznawana za jeden z najmniej bezpiecznych, wciąż działających obiektów tego typu na świecie. Zaprojektowano ją, by wytrzymywała trzęsienia ziemi o sile do 7 stopni w skali Richtera.

Problem polega na tym, że rejon elektrowni jest zagrożony trzęsieniami o magnitudzie 8.

Ormiańska elektrownia była już zamknięta, ale – na skutek deficytu energii elektrycznej – została ponownie uruchomiona, dostarczając około 40 proc. potrzebnego Armenii prądu.

311117756307676286
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Zbiornik Mingeczaurski - widoczna zapora i miasto Mingeczaur

Elektrownie na celowniku terrorystów

Groźba ataku na instalację atomową podczas regularnego konfliktu może budzić zaniepokojenie. Elektrownie atomowe nie były dotychczas atakowane (wyłączając liczne cyberataki i naloty Izraela) przez regularne armie – za cele uznawali je jednak wielokrotnie różni terroryści.

Najbardziej spektakularnym atakiem terrorystycznym było ostrzelanie w 1982 roku francuskiej elektrowni atomowej Superphénix przez szwajcarskiego terrorystę, który przez graniczną rzekę Rodan wystrzelił 5 pocisków z granatnika przeciwpancernego, powodując niewielkie uszkodzenia.

Celem ataków były także argentyńskie, francuskie i hiszpańskie instalacje atomowe. Te ostatnie wielokrotnie padały ofiarą ataków baskijskich separatystów, którzy byli w stanie zamordować ludzi czy wysadzić ładunki wybuchowe, ale bez istotnego uszkodzenia elektrowni.

311117756308003966
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons, Yann Forget, Lic. CC BY-SA 3.0

Francuska elektrownia jądrowa Superphénix, zamknięta w 1997 r.

Dlaczego elektrownie są trudnym celem?

Od tamtego czasu elektrownie atomowe nie są atakowane przez terrorystów. Dochodzi jedynie do nieszkodliwych demonstracji, jak roztrzaskanie małego drona o francuską elektrownię atomową przez Greenpeace, co miało na celu wyrażenie sprzeciwu wobec energetyki jądrowej.

Dlaczego terroryści nie atakują już elektrowni atomowych? Jeden z ekspertów, Michael Schellenberg, w komentarzu dla Centrum Informacji o Rynku Energii wskazał kilka przyczyn. Jedną z nich jest wysoka odporność elektrowni – nawet detonacja sporych ładunków wybuchowych nie jest w stanie dokonać zniszczeń skutkujących skażeniem radioaktywnym.

Nie bez znaczenia jest także lokalizacja większości elektrowni, bo współczesne zamachy terrorystyczne są zazwyczaj obliczone na mediany rozgłos. Elektrownie, nawet jeśli są budowane w pobliżu zamieszkałych terenów, bardzo często są osłonięte przez naturalne przeszkody, przez co uzyskanie odpowiedniego efektu medialnego, porównywalnego choćby z płonącymi wieżami WTC, mogłoby być utrudnione.

311117756308397182
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Budynek syryjskiego reaktora, zniszczony w 2007 roku podczas operacji Orchard

Izrael atakuje instalacje atomowe

Ataki na instalacje atomowe, przeprowadzone przez państwo, są – przynajmniej na razie – rzadkością. Wszystkie dwa znane takie przypadki są dziełem Izraela. W 1981 roku podczas operacji Opera izraelskie F-16 w perfekcyjnie przeprowadzonym, 40-sekundowym nalocie zniszczyły iracki reaktor Osirak. Znacząco opóźniło to prowadzone przez Saddama Husajna prace nad bronią jądrową.

Drugi atak Izraela został przeprowadzony w 2007 roku podczas operacji Orchard, której celem były syryjskie instalacje atomowe. Przeprowadzony przez izraelskie F-16 i F-15 nalot na reaktor w Dajr az-Zaur ponownie okazał się sukcesem. Izraelskie samoloty nie tylko zniszczyły reaktor, ale wykazały przy tym całkowitą nieskuteczność syryjskiej obrony przeciwlotniczej, wykorzystującej systemy produkcji rosyjskiej.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)