"Jak Hitler atakował Polskę to nie mógł się zająć tymi botami z Polski?". Oburzenie Szwedów jest bezpodstawne

"Jak Hitler atakował Polskę to nie mógł się zająć tymi botami z Polski?". Oburzenie Szwedów jest bezpodstawne
18.01.2017 17:33
"Jak Hitler atakował Polskę to nie mógł się zająć tymi botami z Polski?". Oburzenie Szwedów jest bezpodstawne
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Polak żadnej promocji w internecie nie przepuści. Zainteresowanie darmowymi fantami jest tak duże, że zagraniczne sklepy przed nami się bronią i zabraniają udziału. Czy to źle o nas świadczy? Wcale nie.

Szwedzki portal PC Gamer rozdawał chętnym użytkownikom kody premium do gry "World of Tanks" - normalnie trzeba za nie płacić, w ramach akcji można było zgarnąć je za darmo. Serwery ogromnego zainteresowania promocją nie wytrzymały, serwis miał problemy z działaniem, a organizatorzy całą winę zrzucili na... Polaków.
- Jak Hitler atakował Polskę, to nie mógł wtedy się zająć tymi botami z Polski? Strona pcgamer.se zmaga się obecnie z hordą zombie z Polski - napisano na Facebooku, o czym informuje dom1n.com.

Szwedzi, widząc oburzenie wpisem, tłumaczyli się, że nawiązanie do Hitlera to tylko taki żart. Możemy im tylko współczuć poczucia humoru, nie ma sensu nad tym “dowcipem” zbyt długo się rozwodzić. Ciekawsze jest to, że Szwedzi… zablokowali możliwość pozyskania kodu osobom z Polski. Zainteresowanie było zbyt duże. Zresztą nie był to pierwszy przypadek, kiedy dla Polaków coś przestało być dostępne - właśnie ze względu na olbrzymie zainteresowanie. Czy jesteśmy zbyt łapczywi?

Konieczność ratowania serwerów przed rzucającymi się na wszystko, co darmowe, Polakami to według niektórych kolejny dowód na to, że Polacy wystawiają sobie złe świadectwo. Podobne emocje, co “żart” szwedzkiego portalu, budzi sam fakt, że Polacy zainteresowali się promocją. Nawet na wspomnianej polskiej stronie dom1n.com wywiązała się dyskusja o “żebrzących” użytkownikach czy “cebulakach”, których nie stać na konto lub którzy wolą oszczędzić drobną sumę, bo gdzieś ktoś rozdaje gratis. A skoro nie dostają czegoś za darmo, to na złość robią aferę o tym, że zostali obrażeni.

Polak-cebulak to bardzo krzywdzący stereotyp. Wiecie, Polak zrobi wszystko, żeby oszczędzić - i nie zawsze jest to zdrowe podejście do życia, polegające na niepotrzebnym roztrwonieniu pieniędzy. Bardziej w tych żartach czy memach chodzi o piętnowanie cwaniactwa, oszukiwania tak, by zapłacić mniej albo żeby sprzedać drożej (np. uszkodzony produkt). Polak-cebulak dorobił się nawet symbolu - małpy z wielkim, czerwonym nosem, do której doklejane są wypowiedzi “typowego Polaka”. Na przykład o radości z tego, że drogie auto sąsiada nie odpala albo o zazdrości, że sąsiad kupił plazmę.

Żartowanie z przywar nie jest niczym nowym, więc oburzać się nie ma sensu. Ale takie obrazki czy żarty to nie zawsze tylko satyra. Wielu lubi samobiczować się lub wywyższać, wskazując na nieokrzesanych Polaków, którzy szaleją, gdy mogą dostać coś za darmo lub - co jeszcze lepsze - wykorzystać, zwrócić, nie płacić i dostać to samo raz jeszcze. Widzieliśmy to przy okazji promocji Lidla, widzieliśmy przy otwarciach supermarketów, śmialiśmy się z “chyrtej baby z Radomia”. Śmialiśmy, ale był to przecież śmiech przez łzy.

Nie rozumiem jednak, dlaczego to samo szydzenie spotyka tych, którzy z internetowych promocji korzystają. Polacy rzucili się na darmowe kody w Szwecji? Przecież po to akcja była zrobiona - żeby ktoś dostał kody za darmo. A że naiwni Szwedzi myśleli, że ich post trafi tylko do posługujących się ich językiem - cóż, to ich problem. W internecie granic - teoretycznie - nie ma, więc korzystamy. Trudno wyobrazić sobie, by szwedzki sprzedawca wyprosił z “prawdziwego” sklepu grupkę Polaków, bo było ich za dużo. Tymczasem w wirtualnym świecie jest to normą. Co jest więc dziwniejsze - zachowanie Polaków czy Szwedów?

Internet granic nie ma, handel jest banalnie prosty, a także absurdalnie tani. Zniżkę można dostać za wpisanie jednego kodu, cyfrowy produkt za darmo po kliknięciu w link. I Polacy świetnie to rozumieją, doskonale się w tym odnajdują. Głupotki z chińskiego portalu za grosze? Świetnie, bierzemy. Jasne, można kiwać z niezrozumienia głową, gdy ktoś zamawia przedmiot tylko dlatego, że kosztuje mniej niż paczka czipsów, ale co w tym złego? Skoro ktoś to sprzedaje, wysyła do Polski, to dlaczego Polak miałby tego nie zamawiać?

Chińskie serwisy aukcyjne cieszą się w Polsce olbrzymią popularnością. Organizator jednej z wykopowych promocji, firma Planet Plus, napisała, że użytkownicy przez 12 godzin trwania specjalnej oferty wygenerowali “łącznie 35 tysięcy transakcji na łączną kwotę prawie 600 tysięcy złotych”. Wynik wykręcony w tak krótkim czasie pokazuje, jakimi pieniędzmi się obraca. Z kolei średnia wartość zamówienia - 15 zł - zwraca uwagę na to, że Polacy kupują, nie oszukujmy się, głupoty. Za te pieniądze raczej nie ma przedmiotów pierwszej potrzeby, na lata, dobrej jakości.

Tylko co z tego? Jest okazja, to bierzmy, najwyżej się nie przyda. Poza niewielką sumą i chwilką czasu poświęconego na wpisywanie danych, nic się nie traci. To nie dowód na polskie cwaniactwo, specjalność w wyszukiwaniu promocji, byleby zapłacić mało. To raczej po prostu specyfika niesamowitych czasów, w jakich żyjemy. Możemy zamawiać “głupoty” z Chin za grosze - czemu tego nie robić?

Przyznaję, sam byłem w obozie krytyków. Jeszcze niedawno wydawało mi się niezrozumiałe, dlaczego tak wiele osób “rzuca” się np. na kod na darmową grę. Albo korzysta z 75-proc. zniżki - coś kosztuje tylko 5 zł, więc już jest powód, żeby to wziąć, nawet jeśli jest to tytuł, w który nie będzie się grało. Rejestrowanie się na stronach, by coś dostać, było dla mnie stratą czasu. Niepotrzebnie.

To po prostu dowód na to, co daje internet - zgoda, cyfrowe dobra tracą na znaczeniu, już ich się tak nie szanuje, nie są obiektem pożądania, skoro “sprzedaje” się je za wpisanie do newslettera. Z drugiej strony niesamowite jest to, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. A raczej na kliknięcie myszką.

Może i w ten sposób odbijamy sobie czasy, kiedy wszystko, co zachodnie, było niedostępne. Ale to nic złego. Zamiast krytykować tych, którzy biorą, lepiej zwracać uwagę na tych, którzy chcą nam tego zabraniać.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (303)