Moment trafienia w fabrykę potężnej broni Rosjan. Użyto pocisku ze złomu
W sieci pojawiło się nagranie uderzenia w rosyjską fabrykę pocisków balistycznych Iskander-M. Przedstawiamy kulisy ataku oraz omawiamy w praktyce powstały ze złomu pocisk manewrujący FP-5 Flamingo.
W nocy z 20 na 21 lutego Ukraińcy uderzyli za pomocą pocisku manewrującego FP-5 Flamingo w Zakład Wotkiński w mieście Wotkińsk w Republice Udmurcja w Rosji, gdzie produkowane są pociski balistyczne Iskander-M.
W sieci pojawiło się nagranie z ataku pokazujące chwilę uderzenia pocisku manewrującego FP-5 Flamingo przenoszącego głowicę nawet o wagomiarze szacowanym nawet na 1 tonę. Dobrze widać jak głowica przebiła się przez strop i eksplodowała już wewnątrz hali produkcyjnej.
FP-5 Flamingo - ukraiński Tomahawk zbudowany ze złomu
Ukraińcy potrzebują broni dalekiego zasięgu aby razić rosyjski kompleks produkcyjny, a opracowany przez firmę Fire Point pocisk jest doskonałym przykładem jak kadra inżynierska jest w stanie opracować coś zbliżonego do pocisków manewrujących BGM-109 Tomahawk.
FP-5 Flamingo o skrzydlaty pocisk manewrujący o masie 6 ton i rozpiętości skrzydeł wynoszącej 6 m przystosowany do odpalania z lądu o zasięgu szacowanym nawet na 3 tys. kilometrów z naprowadzaniem opartym o moduły nawigacji satelitarnej i inercyjnej. Ta ma zapewniać precyzję trafienia rzędu nawet 14 metrów, ale może być niższa w przypadku obecności w miejscu ataku zagłuszarek.
Wiadomo, że Ukraińcy w charakterze napędu pocisku FP-5 Flamingo wykorzystują silnik odrzutowy stosowany w samolotach L-39 Albatros. Te maszyny szkoleniowe popularne w ZSRR i wielu innych państwach Układu Warszawskiego zostały z czasem wycofane, a Ukraińcy po prostu skupowali z nich silniki w zasadzie od kogokolwiek.
Jednakże podczas startu z wyrzutni lądowej wykorzystywany jest klasyczny booster rakietowy na paliwo stałe pozwalający na osiągniecie optymalnej prędkości aby napęd przejął silnik odrzutowy utrzymujący prędkość lotu na poziomie 800-900 km/h.