Kosmos nie dla Rosji. Z dawnej potęgi Roskosmosu zostały zgliszcza
Rosja wysyła na orbitę nowe satelity szpiegowskie, a Roskosmos (rosyjska agencja kosmiczna) przymierza się do budowy bazy księżycowej i kosmicznego reaktora jądrowego. Może wydawać się, że Rosja wciąż należy do technologicznych liderów świata, jednak jej sektor kosmiczny stał się cieniem dawnej potęgi.
Na początku lutego 2026 r. "Financial Times" poinformował o nietypowych manewrach rosyjskich satelitów Łucz-1 i Łucz-2. W ciągu ostatnich trzech lat rosyjskie obiekty wielokrotnie zbliżały się do satelitów należących do państw NATO.
Manewrowały tak, aby przeciąć drogę sygnałów radiowych, zapewniających komunikację pomiędzy satelitami i stacjami kontroli znajdującymi się na Ziemi. Generał dywizji Michael Trauth, dowódca Sił Kosmicznych Bundeswehry ostrzega, że celem takich działań mogło być przechwycenie komunikacji, a w konsekwencji nie tylko dostęp do danych, przekazywanych przez satelity, ale – przede wszystkim – do możliwości sterowania ich działaniem, w tym pracą silników.
Polska ma czego szukać w kosmosie
Jest to możliwe, ponieważ starsze satelity – według niemieckiego dowódcy - nie były wyposażone w zdolność szyfrowania komunikacji, co obecnie stanowi podatność na rosyjskie działania w zakresie wywiadu elektronicznego i naraża zachodnią infrastrukturę kosmiczną na zniszczenie.
Niemal równolegle Rosjanie poinformowali o wyniesieniu na orbitę nowych satelitów wojskowych. 5 lutego 2026 r. z kosmodromu w Plesiecku wystartowała rakieta Sojuz-2.1b z nieujawnionym ładunkiem na pokładzie. Według amerykańskich sił kosmicznych stanowiło go dziewięć różnych ładunków, które zostały umieszczone na orbitach od 300 do 500 km nad Ziemią.
Cień dawnej potęgi
Rosja deklaruje także zamiar szybkiego rozpoczęcia budowy własnej – niezależnej od partnerów zagranicznych – stacji kosmicznej ROS, a dalsze plany zakładają budowę księżycowej bazy zasilanej kosmicznym reaktorem jądrowym.
Wszystko to może sprawiać wrażenie, że Rosja, która w połowie XX wieku zainicjowała i początkowo zdominowała kosmiczną rywalizację, w kwestii eksploracji kosmosu i zdolności kosmicznych nadal jest globalną potęgą.
Wrażenie to starają się podtrzymywać rosyjscy propagandyści. Przykładem jest akademik Rosyjskiej Akademii Kosmonautyki im. Ciołkowskiego i członek Rady Społecznej Roskosmosu Igor Marynin, który w wywiadzie dla prokremlowskiego serwisu Swobodnaja Pressa stwierdził:
Są trzy kraje, które technicznie mogą sobie pozwolić na zrobienie czegoś na Księżycu: Stany Zjednoczone, Chiny i my. No, może czwarta potęga – Europa, jeśli przetrwa.
Rosja nadal na podium
Jakie są fakty? W 2025 r. przeprowadzono łącznie 329 startów rakiet kosmicznych. 181 startów przypada na Stany Zjednoczone, a na Chiny – 91. Jak poinformował wicepremier Rosji Denis Manturow, w 2025 r. jego kraj przeprowadził 17 udanych startów – najmniej od czasu, gdy w kosmos wyruszył z pionierską, załogową misją Jurij Gagarin.
Pozostałe starty przypadają na Nową Zelandię (17 startów – wielki sukces rakiety Electron), liczoną jako jeden kraj Europę (8 misji), Indie, Japonię, Koreę Południową, oraz zamykające stawkę Australię i Iran, które wykonały po jednej misji. Liczby – według których Rosja jest przecież, równolegle z Nową Zelandią, na trzecim miejscu na planecie pod względem liczby startów – nie mówią jednak wszystkiego.
Problemy z kosmodromami
Jeszcze w listopadzie na skutek niedbałej obsługi, podczas startu załogowego statku Sojuz MS-28, na kosmodromie Bajkonur zniszczona została jedyna mobilna platforma serwisowa, służąca do przygotowania rakiet przed startem. Ważący 144 tony kolos został wyrwany ze stanowiska, wpadł do kanału ogniowego i został całkowicie zniszczony. Zapasowego nie ma.
Problemy dotknęły także inny z rosyjskich kosmodromów - Wostocznyj. Jak podaje rosyjskojęzyczny serwis Moscow Times, w listopadzie 2025 r. Wostocznyj pogrążył się w ciemnościach.
Światła zgasły, ponieważ – jak się później okazało – władze placówki od dawna nie płaciły za prąd, który w końcu został odcięty. Choć wydany krótko po tym wydarzeniu komunikat uspokajał, że "Wostocznyj działa normalnie", trudno o lepszy przykład problemów rosyjskiego sektora kosmicznego.
Stara technologia
Zwłaszcza, że światowa konkurencja pod względem technologii wyprzedza Rosję o dekady, w miejsce jednorazowych, drogich rakiet rozwijając systemy wielorazowego użytku. Rosjanie również deklarują rozwój takiego sprzętu – wielorazowej rakiety Amur-SNG, jednak – na razie – poza deklaracjami niewiele z tych zapowiedzi.
Zapowiedzi, że rakieta nowej generacji wystartuje już w 2030 r. wydają się oderwane od realiów. Nawet los rakiet Angara, które są uznawane za przyszłość rosyjskiego sektora kosmicznego, stoi dziś pod znakiem zapytania – producent silników, KBKhA, nie ma już pieniędzy na dalszą działalność. Nadzieje na nawiązanie rywalizacji ze światowymi liderami technologii dają prace nad lekką, budowaną za prywatne pieniądze rakietą Kamczatka-1, jednak na obecnym etapie prac jest ona wielką niewiadomą.
Trafnym podsumowaniem kondycji rosyjskiego sektora kosmicznego wydaje się deklaracja dotycząca budowy przez Rosję samodzielnej, własnej stacji kosmicznej. Plan przewiduje odłączenie w 2030 r. od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej rosyjskiej części, dzięki czemu na orbicie Ziemi pojawi się "nowa", czyli 30-letnia, rosyjska stacja kosmiczna ROS. Można przypuszczać, że Moskwa ogłosi wówczas wielki sukces.