"Głowa eksplodowała mi od środka". Czym jest i jak działa broń soniczna?
Sukcesowi operacji Absolute Resolve towarzyszą spekulacje na temat kulis amerykańskiego ataku na Wenezuelę. Wśród relacji świadków pojawiła się wypowiedź, sugerująca użycie przez amerykańskich żołnierzy broni sonicznej. To sprzęt, którym dysponują także polskie służby. Czym jest i jak działa?
Przebieg amerykańskiego ataku na Wenezuelę i pojmania dyktatora Nicolasa Maduro jest znany przede wszystkim z oficjalnych amerykańskich źródeł. Z tego powodu do wielu informacji warto podchodzić z dystansem – administracja Donalda Trumpa kontroluje przekaz, tworząc pożądany przez siebie obraz zbrojnej interwencji.
Jedna z relacji, udostępniona przez rzeczniczkę Białego Domu Karoline Leavitt i nagłośniona przez "The New York Post", dotyczy ataku sił specjalnych na siedzibę dyktatora. Relacja ta pochodzi od osoby opisywanej jako naoczny świadek tamtych wydarzeń i jeden z członków ochrony obalonego prezydenta.
Polska ma czego szukać w kosmosie
Przedstawiony przez ochroniarza Maduro przebieg starcia rysuje obraz niezwykle sprawnie przeprowadzonego ataku i technicznej dominacji amerykańskich specjalsów. Świadek wspomina przy tym o objawach, które można interpretować jako efekt działania broni sonicznej (akustycznej).
Nagle poczułem, jakby moja głowa eksplodowała od środka. Wszyscy zaczęliśmy krwawić z nosa. Niektórzy wymiotowali krwią. Upadliśmy na ziemię, niezdolni do ruchu.
Jak działa broń soniczna?
Czy Amerykanie faktycznie użyli podczas ataku broni sonicznej? Oficjalne źródła amerykańskie milczą na ten temat, choć można przypuszczać, że jednostki specjalne mają dostęp do różnych broni, w tym także tych eksperymentalnych czy odbiegających od standardowego wyposażenia amerykańskiej armii.
Czym jest broń soniczna? Na przykładzie systemu LRAD (long-range acoustic device, ang. urządzenie dźwiękowe dalekiego zasięgu) tłumaczy to Jakub Kwiecień z Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego.
[Urządzenie LRAD] wygląda ja dużych rozmiarów głośnik (…). Urządzenia te są wyposażone w zestaw przetworników piezoelektrycznych, które generują dźwięk w podobny sposób jak np.: głośniki wysokotonowe w typowych kolumnach audio (…). Znane są incydenty stosowania go przez służby niektórych państw na świecie, kiedy to, podobnie jak armatki wodne, [urządzenia LRAD] były wykorzystywane podczas zamieszek do opanowania tłumu za pomocą fal dźwiękowych o wysokiej intensywności i częstotliwości.
Ekspert zwraca przy tym uwagę, że – co potwierdza m.in. raport NIK – używane w Polsce systemy LRAD mają dezaktywowaną funkcję ogłuszania, co oznacza, że nie mogą być stosowane w roli broni. Ich użycie sprowadza się do roli nowoczesnych megafonów, pozwalających skutecznie docierać z komunikatami głosowymi do manifestujących, w czym pomocna jest możliwość precyzyjnego ukierunkowania dźwięku.
LRAD – głośnik w roli broni
Jest to zgodne z samą genezą systemu LRAD. Opracowano go w USA po ataku na niszczyciel USS Cole, przeprowadzonym w 2000 r. z użyciem motorówki wyładowanej materiałami wybuchowymi.
Amerykanie uznali wówczas, że konieczne jest posiadanie urządzenia, które pozwoli na przekazywanie pomiędzy okrętami i zbliżającymi się do nich obiektami komunikatów głosowych na bardzo duże odległości, znacznie większe niż w przypadku zwykłych megafonów czy głośników. Zasięg komunikatów głosowych, jakie można w wyraźny, zrozumiały sposób przekazać przez niektóre wersje LRAD, przekracza pięć km.
Odpowiednio dobierając parametry generowanego dźwięku, można jednak użyć LRAD także w roli broni – powodując dyskomfort, ból i dezorientację, z czego obecnie korzystają armie i siły porządkowe kilkudziesięciu państw na całym świecie. Jakub Kwiecień z Instytutu Łączności podkreśla przy tym, że LRAD generuje falę dźwiękową, która jest falą mechaniczną, a nie falą elektromagnetyczną.
To istotne w kontekście spekulacji, dotyczących rzekomych incydentów z użyciem niesprecyzowanej, niewidzialnej broni. Ich przykładem są doniesienia o użyciu broni sonicznej lub elektromagnetycznej (jak Active Denial System) przeciwko pracownikom amerykańskich placówek dyplomatycznych m.in. w Hawanie, Wiedniu, Bogocie, Berlinie, czy Pekinie.
Syndrom hawański
Według komunikatu, jaki w 2023 r. udostępnił rzecznik Departamentu Stanu Ned Price, amerykański personel dyplomatyczny służący w różnych krajach skarżył się na migreny, nudności, poczucie nagłego ucisku głowy, utratę równowagi i inne problemy neurologiczne.
Ponieważ po raz pierwszy objawy te zauważono w 2015 r. u pracowników ambasady na Kubie (ewakuowano wówczas do USA 24 osoby), objawy te nazwano zbiorczo "syndromem hawańskim". Jego występowanie było przez media łączone właśnie z bronią soniczną lub elektromagnetyczną, a skala zjawiska spowodowała, że sprawę tę badało m.in. CIA.
Dochodzenie nie potwierdziło jednak użycia przeciwko Amerykanom tajemniczej broni. Oficjalny komunikat głosił, że choć CIA "nie podważa doświadczeń ani rzeczywistych problemów ze zdrowiem urzędników z amerykańskiej administracji i członków ich rodzin", występujące dolegliwości nie mają jednego źródła i nie mogą być tłumaczone działaniem nieprzyjaznych państw.
Ówczesny prezydent Joe Biden podpisał jednak ustawę o wsparciu osób dotkniętych "syndromem hawańskim", które zyskały prawo do zasiłku w wysokości 180 tys. dol.
Do odmiennych niż CIA wniosków doszli jednak dziennikarze z działającej na Łotwie rosyjskiej grupy śledczej "The Insider". We współpracy z redakcją "60 Minutes" i niemieckim "Der Spiegel" wykazali, że funkcjonariusze rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU z jednostki 29155 byli wysyłani w miejsca, gdzie Amerykanie skarżyli się na występowanie "syndromu hawańskiego". Kadra jednostki 29155 otrzymała następnie nagrody za prace związane z rozwojem "nieśmiercionośnej broni akustycznej".