Efekt Hutchisona - lewitacja jednak nie jest wymysłem z filmów sci-fi?

Strona głównaEfekt Hutchisona - lewitacja jednak nie jest wymysłem z filmów sci-fi?
02.06.2016 09:47
Efekt Hutchisona - lewitacja jednak nie jest wymysłem z filmów sci-fi?
Źródło zdjęć: © Fotolia / lassedesignen

Unoszące się w powietrzu ciężkie przedmioty, czyli lewitacja, łączenie lub dzielenie się przedmiotów metalowych i drewnianych czy zwiększanie temperatury bez użycia ciepła, pojawiające się samoistnie pęknięcia i ich znikanie to fikcja, bajka i miejska legenda. Niemal nikt nie wierzy w takie rzeczy. Jeśli już, takie rewelacje widujemy tylko w filmach. Ale w 1979 takie rzeczy można było zaobserwować w mieszkaniu pewnego mężczyzny. Czyli chyba jednak nie mamy racji i lewitacja nie jest wymysłem twórców filmów.

To jest jedna z tych "niewiarygodnych" historii, które opisują jednak rzeczywistość. John Hutchison, "nawiedzony" Kanadyjczyk, interesował się badaniami Nikoli Tesli. Jego uwagę szczególnie przykuwały cewki i przyrządy generujące silne pole elektromagnetyczne. Pewnego dnia, podczas przeprowadzania swoich eksperymentów, John zauważył, że... uderzył go w ramię kawałek metalu. Ku zdziwieniu naukowca-samouka, po odłożeniu elementu na miejsce, ten znowu poszybował w powietrzu. Hutchison za wszelką cenę chciał zrozumieć i wyjaśnić zaobserwowane zjawisko.

Mężczyzna odkrył, że skonstruowane przez niego urządzenie wytwarza pole elektromagnetyczne, które w określonym czasie i w wyznaczonym obszarze "obchodzi" grawitację. Mowa tu o sile, która równoważy przyciąganie ziemskie i dodatkowo wprawia przedmioty w ruch. Od tego momentu w mieszkaniu Kanadyjczyka można było zaobserwować efekty jego pracy. Zbiór fenomenów, zjawisk, za które odpowiedzialny jest John, nazwano "efektem Hutchisona".

288761318935443603
Źródło zdjęć: © John Hutchison na tle swojej aparatury (fot. YouTube/Funkthareserve)

Naukowiec m.in. zaprosił do siebie dwóch obserwatorów, którzy mieli być świadkami tych rewelacji. Wówczas prace "szaleńca" przyniosły nowe efekty - działaniu swojej aparatury mężczyzna poddał szkło. Wewnątrz niego zaczęły pojawiać się dziury, guma z metalem wchodziły we wspólne reakcje i łączyły się, a glin (aluminium) zamieniał się w pył. Co więcej, niektóre z przedmiotów unosiły się w powietrzu także poza mieszkaniem Hutchisona. Maszyna podczas pracy pobierała ok 75-400. W mocy przy napięciu 110 V.

Do prowizorycznego laboratorium Kanadyjczyka zaczynały ściągać rzesze naukowców. John gościł znane nazwiska z liczących się instytucji i wydawnictw. Oczywiście, jak to bywa w takich sytuacjach, każdy z nich stara się wykorzystać rewelacje naukowca do własnych interesów. Pojawiła się nawet obietnica wsparcia prac mężczyzny przez rząd USA. W 1983 roku, po przeprowadzce do Vancouver, współpracę zawiązuje z nim naukowo-badawczy instytut LANL. Wspólne badania kontynuowały serię niewyjaśnionych zjawisk - lewitację ciężkich przedmiotów, pienienie się wody w kranie, wytwarzanie się mgły itp.

Dlaczego zatem do tej pory takie zjawiska są dla nas czymś nieprawdopodobnym, niemożliwym i po prostu nie chce nam się w nie wierzyć? Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie fakt, że materiały wideo, które zarejestrowano podczas eksperymentów, nigdy nie zostały upublicznione (mimo to w serwisie YouTube znajduje się dokument, na którym widać efekty prac mężczyzny - kliknij). Naukowcy, mimo wcześniejszego ogromnego zainteresowania dokonaniami Johna, nagle znikają i nie dają o sobie znać. Mimo nalegań Hutchisona, nie udaje mu się niczego wskórać. W zamian pojawiają się pogróżki, anonimowe listy, naukowcy z laboratorium blokują wypłatę dofinansowania przez rząd.

Mężczyzna jednak nie zraża się. W jego mieszkaniu pojawili się przedstawiciele McDonnell Douglas, NASA, ekipy telewizyjne itp. John ponownie uwierzył w to, że jego badania mogą zakończyć się sukcesem i w roku 1986 przekazał do specjalistycznej ekspertyzy stopione kawałki metalu. Instytut Maxa Plancka wykrył znaczne zmiany na poziomie molekularnym struktury kawałków metalu. Wówczas Boeing przeznacza aż 80 tysięcy dolarów na kontynuowanie prac przez Hutchisona.

Wszystko brzmi fantastycznie i już możemy sobie wyobrażać karierę Johna Hutchisona w Niemczech, gdzie chciał kontynuować swoje prace w nowym laboratorium. Niestety, w tym momencie wszystko pryska jak bańka mydlana. Sprzęt naukowca zostaje skonfiskowany i wysłany w nieznane miejsce. Mężczyźnie nigdy nie udało się go odzyskać. Powód konfiskaty - (podobno) zagrożenie dla otoczenia.

To uniemożliwiło naukowcowi prowadzenie dalszych badań. Dopiero dwadzieścia lat temu, w 1996 roku Johnowi udało się zebrać nowy zestaw urządzeń do swojej aparatury, ale efekty były absolutnie rozczarowujące. Mężczyźnie zarzuca się fabrykowanie dowodów, rozpowszechnianie teorii spiskowych, mówi się o chorobie psychicznej i wariactwie. Efekt? Mężczyzna sprzedaje wszystko, co ma i zamyka się z żoną w swoim zapełnionym pozostałościami po aparaturze minivanie. Uciekając przed wojskiem i rządem amerykańskim, krąży po USA i opowiada o swoich badaniach, coraz skuteczniej uchodząc za wariata opowiadającego bajki o antygrawitacji i lewitacji. Co ciekawe, zaczęto robić wariata z naukowca, którego działania zdobywały uznanie i podziw najważniejszych nazwisk świata nauki, instytutów i koncernów.

Wnioski każdy może z tej historii wyciągnąć samodzielnie. Zwolennicy teorii spiskowych uważają, że NASA wraz z amerykańskim rządem po cichu w swoich tajnych laboratoriach kontynuuje prace naukowca z wykorzystaniem jego aparatury.

Ale co tak naprawdę działo się w aparaturze Hutchisona? Jak tłumaczy Mark A. Solis, cytowany przez _ technopasje _, nienormalne nagrzewanie się materiałów (zwykle drewna) może być oznaką, że natura zjawisk cieplnych jest jeszcze nie do końca poznana. Zjawisko to w jasny sposób potwierdza, że mamy jeszcze sporo do nauki, zwłaszcza jeśli chodzi o pogranicze termodynamiki i elektromagnetyzmu.

Z kolei lewitacja ciężkich przedmiotów nie jest wywołana zwykłym oddziaływaniem elektrostatycznym lub elektromagnetycznym. Teorie, iż to te siły mogą wyjaśnić fenomen, są łatwe do obalenia przez próbę powtórzenia zjawisk osiągniętych efektem Hutchisona. Frapującą sprzecznością jest to, że odmienne substancje mogą po prostu "zlać się", nawet jeśli osobno w ogóle nie dysocjują. Blok drewna może "zatonąć" w pasku metalu, jednakże ani drewno, ani metal nie oddzielają się od siebie.

Współcześnie naukowcy nie patrzą na Johna Hutchisona jak na zwariowanego naukowca od teorii spiskowych. Dostrzegają w jego pracach potencjał, który warto nadal badać. Pamiętajmy, że fizyka jest nauką, która nieustannie się rozwija i niemal co roku badacze zyskują nową wiedzę o otaczającym nas świecie i prawach nim rządzących. Jeszcze kilka lat temu nikt nie miał pojęcia, czym są cząstki elementarne albo bozon Higgsa. Jeśli uda się w laboratoryjnych warunkach powtórzyć eksperymenty Hutchisona, to może się to stać przyczynkiem do kolejnego, milowego kroku w rozwoju fizyki i zasad termodynamiki.

Jakub Szczęsny / słk /
technopasje / gadzetomania

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (78)