Genialny pomysł Ukraińców. Tak oszukują rosyjskie drony termalne
Wojna w Ukrainie przypomniała, że odwieczna "zabawa w kotka i myszkę" dotycząca maskowania i wykrywania sprzętu dalej jest niezbędna w wojnie mimo dostępności nowych technologii. Te mają jednak słabe punkty, które wciąż można wykorzystać na swoją korzyść.
Zarówno Ukraińcy, jak i Rosjanie masowo wykorzystują makiety do zmylenia drugiej strony pod kątem obecności sił czy w charakterze wabika na cenną broń. Przykładowo drewniane makiety samolotów F-16 lub wyrzutni systemu IRIS-T SLM mogą skłonić Rosjan do użycia cennego pocisku balistycznego Iskander-M, który w innym przypadku mógłby spaść na prawdziwy obiekt.
Jednakże samo fizyczne odwzorowanie obiektów to obecnie zbyt mało w dobie dronów z termowizją, które są w stanie odróżnić taką makietę od rzeczywistego sprzętu. Okazuje się, że Ukraińcy produkują specjalne makiety amerykańskich haubic M777 i izraelskich radarów MHR 42 z podgrzewanymi elementami.
Na poniższym zdjęciu widać taką makietę być może nawet z oryginalną zużytą lufą, do której wnętrza umieszczono elektryczną grzałkę zasilaną z baterii ładowanej przez dzień z paneli fotowoltaicznych. Taka konstrukcja w typowej zamaskowanej pozycji ogniowej dla drona z termowizją może wyglądać na prawdziwą haubicę.
Nowoczesne makiety na wojnie — bardziej skomplikowane niż się wydają
Samo odwzorowanie wizualne to już zbyt mało, ponieważ ze względu drastyczną obniżkę cen kamer termowizyjnych i wzrost ich powszechności w stosunku do np. 20 lat temu łatwo jest takie drewniane makiety odróżnić. Prawdziwy sprzęt wojskowy generuje mnóstwo ciepła, począwszy od silników pojazdów pancernych po lufy rozgrzewające się wskutek prowadzenia ostrzału.
Po prostu, jeśli makieta nie będzie się grzać w miejscach charakterystycznych dla oryginału, to nie spełni swojej funkcji. Dlatego np. nowoczesne dmuchane makiety pokroju tych od czeskiej firmy Inflatech mają wbudowane grzałki. Nic więc dziwnego, że tego typu rozwiązania trafiają do improwizowanych konstrukcji frontowych.
Kolejnym problemem są radary bądź np. satelity w nie wyposażone, które przy zastosowaniu odpowiedniego oprogramowania są w stanie zidentyfikować materiał makiety w oparciu o sygnaturę radiolokacyjną materiału, z którego są wykonane. Istnieją jednak metody zdolne sobie z nimi poradzić, ale są trudne w realizacji i bywają dostępne jedynie w dedykowanych makietach wojskowych.