Windows i MacOS w jednym Macu stały - test Parallels Desktop 9

Windows i MacOS w jednym Macu stały - test Parallels Desktop 916.01.2014 11:05
Windows i MacOS w jednym Macu stały - test Parallels Desktop 9
Źródło zdjęć: © iMagazine.pl

Niedawno światło dzienne ujrzała dziewiąta już odsłona uznanej na całym świecie aplikacji umożliwiającej równoległe korzystanie zarówno z OS X, jak i innych systemów operacyjnych. Mowa oczywiście o Parallels Desktop 9 for Mac.

Wśród programów, wirtualnych maszyn na OS X, od dawien dawna konkurują ze sobą dwa: Parallels Destkop oraz VMWare Fusion. Mi dane było pracować na czterech wersjach tego pierwszego (wersje 5. 6, 8 oraz obecnie – 9). Dało mi to sposobność zaobserwowania, w jaki sposób Parallels ewoluowało w kierunku zarówno łatwiejszej obsługi, jak również większych możliwości i komfortowej pracy. Co wnosi ze sobą wersja dziewiąta? Czy warto w ogóle inwestować w ten program lub aktualizować ze starszych wydań? Postaram się udzielić odpowiedzi na te pytania.

Aktualizacja przynosi przede wszystkim wsparcie dla najnowszych systemów, zarówno dla OS X Mavericks, jak i Windows Blue (czyli wersji 8.1). Oczywiście bez problemu zainstalujemy również wcześniejsze wersje różnych systemów, także Linuksy lub inne wariacje. Jeśli już przy instalacji jesteśmy, to muszę przyznać, że chciałoby się instalować system tak normalnie (szczególnie jeśli chodzi o Windows). Wystarczy, że przy tworzeniu nowej maszyny wirtualnej wskażemy, jaki system chcemy zainstalować. W moim przypadku był to Windows 8 (w tym miejscu chciałbym podziękować Wojtkowi Skarżyńskiemu za pomoc).

Gdybym nie zagłębiał się w jakieś dodatkowe ustawienia (typu przydzielenie pamięci maszynie wirtualnej, wskazanie liczby rdzeni procesora itd. itp.), to cała instalacja sprowadza się tylko do wprowadzenia numeru seryjnego i paru kliknięć w przycisk Kontynuuj. Resztą konfiguracji zajmuje się Parallels. Po zainstalowaniu Windowsa dogrywane są dodatkowo narzędzia Parallels integrujące system okienkowy z jabłkowym. Po paru minutach nowy system był gotowy do pracy. A potem zaczęły się aktualizacje…. Tydzień później… oczywiście przesadzam, ale Windows naprawdę powinien coś zrobić z tymi „apdejtami”. W zasadzie każde włączenie Windowsa kończy się instalacją nowych aktualizacji. No dobrze, ale nie to jest przedmiotem naszych rozważań.

Od dawna Parallels pozwalał na bezproblemowe dostanie się z jego poziomu do katalogu użytkownika OS X. Jest on po prostu podpięty jako wirtualny dysk sieciowy z prawami odczytu i zapisu, dostępny w widoku Mojego Komputera. Ale zdziwiłem się trochę, jak zobaczyłem tam również trzy inne „dyski”, co związane jest z nowością w wersji 9. Wprowadza ona bowiem integrację z zainstalowanymi pod OS X chmurami takimi jak Dropbox, Google Drive czy oczywiście SkyDrive. W skład tego grona wchodzi również zawartość iCloud i Strumień Zdjęć. Jest to świetne rozwiązanie. Po pierwsze nie musimy tracić miejsca na wirtualnym dysku, aby instalować jeszcze raz klientów usług w chmurze, które mamy przecież w OS X. Po drugie wszystkie pliki synchronizują się tylko raz, bo odwołują się do folderów w systemie Apple. Po trzecie, jeśli chodzi o iCloud i Strumień Zdjęć, to z poziomu Windows mamy do nich nawet jeszcze łatwiejszy dostęp niż z OS X, bo nie trzeba kombinować z żadnymi inteligentnymi folderami czy wpisywaniem ścieżki
docelowej. Tutaj mamy wszystko na tacy.

Twórcy Parallels Desktop z każdą wersją swojej aplikacji dążą również do tego, aby jak najbardziej zatrzeć granicę jeśli chodzi o przełączanie się między aplikacjami obydwu systemów. W tym celu powstał przecież już dawno tryb koherencji, w którym windowsowe okienka mogą być wspólnie wyświetlane na Biurku obok aplikacji OS X. Podobnie rzecz się ma ze skrótami klawiszowymi. Wiadomo przecież, że w Windowsie nie używa się klawisza Cmd, który z kolei pełni główną rolę w OS X. Zamiast jednak pamiętać o ciągłym zmienianiu skrótów w zależności od systemu, z jakim obecnie pracujemy, Parallels automatycznie podpina najczęściej używane skróty pod te natywne (np. żeby skopiować coś w Windowsie nie musimy wciskać Ctrl+C, ale swojskie Cmd+C). Ale skróty klawiszowe to nie wszystko. Parallels pozwala również na wykorzystywanie natywnych gestów, które pełnią przecież coraz większą rolę już od systemu 10.7. Jednym z przykładów niech będzie „tapnięcie” trzema palcami na trackpadzie (w MacBookach lub na Magic Trackpadzie) w
jakiejś aplikacji windowsowej, co przywoła podpowiedź z apple’owej aplikacji Słownik. Taka integracja naprawdę pozwala niemal zapomnieć, że korzystamy z odrębnego systemu.

Wraz z pojawieniem się OS X 10.8 zaprezentowany został PowerNap, umożliwiający aktualizacje aplikacji w trakcie, gdy nasz Mac śpi. W Paralells Desktop 9 dodano wsparcie dla technologii PowerNap w odniesieniu do aktualizowania systemu i aplikacji Windows. Gdybym tylko miał nowszego Maka, który wspiera PowerNap, może bym nie narzekał aż tak na te aktualizacje parę akapitów wcześniej. Po prostu byłyby już zainstalowane, gdy mnie nie byłoby przy komputerze.

A jak się przedstawia sprawa z wydajnością? Na stronie Parallels Desktop możemy zobaczyć, jaki jest wzrost procentowy względem wcześniejszych wersji. Jak jednak wiadomo, całość wychodzi dopiero „w praniu”. Przyznam, że na moim Maku (MBP z 200. roku) podczas korzystania ze starszych odsłon Parallels całość potrafiła gdzieniegdzie nieźle zamulić i to zarówno w OS X, jak i Windowsie. Teraz jest zauważalnie lepiej. Całość działa nadzwyczaj płynnie i szybko. Widać więc, że również w tym względzie nastąpiła wyraźna poprawa. Najbardziej jednak ucieszył mnie fakt, że w końcu udało mi się uruchomić na wirtualnej maszynie Minecrafta. Próby instalacji na wcześniejszych wersjach Parallels kończyły się niepowodzeniem, ale tym razem wszystko poszło bezproblemowo. I nawet sama gra chodziła płynnie, co nie jest takie oczywiste, biorąc pod uwagę leciwość mojego sprzętu, działanie gry na wirtualnej maszynie, która z góry przecież ma gorsze parametry niż komputer korzystający na co dzień z OS X oraz fakt, że Minecraft, który
napisany jest przecież (niestety) w Javie, niesamowicie obciąża procesor. Jestem pod wrażeniem wydajności!

W ten sposób dobrnęliśmy do końca tego artykułu. Jakie można wyciągnąć z niego wnioski? Parallels Desktop 9 to niewątpliwie zacna aktualizacja. Wprowadza jeszcze większą integrację w działaniu między OS X a Windowsem między innymi przez poszerzenie zakresu działania gestów czy też rzeczy, o której tylko napomknę –. wsparciu dla urządzeń podłączonych przez Thunderbolt i FireWire. Niezwykle udanym ficzerem jest również możliwość korzystania z chmur bez konieczności ponownego instalowania ich klientów. Wreszcie jeśli chodzi o wydajność – optymalizacja wyraźnie zauważalna nawet na starszych maszynach mówi chyba sama za siebie. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko polecić tę odsłonę. Jest warta swojej ceny!

Maciej Skrzypczak

Polecamy wydanie internetowe iMagazine.pl --> http://imagazine.pl/

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (4)