Nowe siły USA na morzu i lądzie? Gigant kieruje się na Bliski Wschód
Wielozadaniowy okręt desantowy USS Tripoli (LHA-7) typu America opuścił bazę w japońskim Sasebo i kieruje się na Bliski Wschód. Na pokładzie znajduje się 31. Marine Expeditionary Unit - około 2500 żołnierzy piechoty morskiej wraz z komponentem lotniczym i bojowym. Według amerykańskich urzędników przerzut tej formacji potrwa od jednego do dwóch tygodni.
W praktyce oznacza to, że na wodach Bliskiego Wschodu pojawi się jedna z najbardziej elastycznych formacji szybkiego reagowania na świecie. Na pokładzie okrętu znajdują się między innymi myśliwce F-35B zdolne do pionowego lądowania, samoloty transportowe MV-22 Osprey, ciężkie śmigłowce CH-53K, śmigłowce uderzeniowe AH-1Z oraz komponent bojowy Marines zdolny do prowadzenia działań zarówno na morzu, jak i na lądzie.
Decyzja o wysłaniu jednostki zapadła na wniosek Dowództwa Centralnego Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) i została zatwierdzona przez sekretarza obrony. Sam fakt jej podjęcia pokazuje jednak coś znacznie istotniejszego niż tylko kolejne przesunięcie okrętów w regionie.
Potęga lotniskowców – i jej granice
W rejonie Bliskiego Wschodu operują już trzy amerykańskie grupy uderzeniowe lotniskowców. W Morzu Czerwonym działa USS Gerald R. Ford, na Morzu Arabskim USS Abraham Lincoln, a na wschodniej części Morza Śródziemnego wsparcie zapewnia USS Harry S. Truman.
Polska ma czego szukać w kosmosie
Łącznie oznacza to ponad 200 samolotów pokładowych, około 20 tys. marynarzy oraz koncentrację sił morskich, jakiej świat nie widział od czasów wojny w Zatoce Perskiej.
Choć potencjał ten robi ogromne wrażenie, jego możliwości są w praktyce dość jasno określone. Lotniskowce służą przede wszystkim do prowadzenia intensywnych działań lotniczych z pokładu tego okrętu.
Różnica polega jednak na tym, że nie są one narzędziem do wszystkiego. Nie oczyszczają pól minowych, nie eskortują tankowców przez wąskie cieśniny i nie prowadzą operacji specjalnych w górzystym terenie. Nie są też platformą do przejęcia lub zabezpieczenia instalacji na lądzie.
USS Tripoli – okręt o innej filozofii działania
Tu właśnie pojawia się rola USS Tripoli. Jednostki typu America zaprojektowano jako okręty zdolne do prowadzenia operacji ekspedycyjnych, których nie są w stanie realizować klasyczne grupy lotniskowcowe.
Kluczowym elementem tej koncepcji jest obecność piechoty morskiej. Marine Expeditionary Unit to w praktyce samowystarczalna formacja bojowa obejmująca piechotę, rozpoznanie, saperów, specjalistów od neutralizacji materiałów wybuchowych oraz własny komponent lotniczy umożliwiający szybki przerzut sił w głąb lądu.
W odpowiedniej konfiguracji lotniczej USS Tripoli może funkcjonować w koncepcji tzw. Lightning Carrier, umożliwiającej bazowanie nawet około 20 samolotów F-35B Lightning II i prowadzenie intensywnych działań lotniczych z pokładu okrętu.
W praktyce sprawia to, że w niektórych analizach okręty tej klasy określane są jako tzw. lekkie lotniskowce, choć formalnie pozostają wielozadaniowymi okrętami desantowymi typu America.
Samoloty te są jedynymi myśliwcami piątej generacji zdolnymi do startu z krótkiego pokładu i pionowego lądowania. Nie wymagają katapult startowych ani lin hamujących stosowanych na klasycznych lotniskowcach.
W praktyce pozwala to wykorzystywać okręt jako platformę prowadzenia operacji lotniczych przeciwko celom lądowym i morskim, w tym przeciwko bateriom rakiet nadbrzeżnych.
Dlaczego jednak wysłano Marines
Choć komponent lotniczy jest istotny, wysłanie USS Tripoli ma przede wszystkim znaczenie operacyjne na poziomie działań lądowych.
Marine Expeditionary Unit jest przygotowana do prowadzenia operacji desantowych, działań w środowisku zurbanizowanym, walki w podziemnych instalacjach czy misji ratowania zakładników. W ostatnich latach jednostki te intensywnie trenowały także operacje w trudnym terenie oraz szybkie przerzuty sił śmigłowcami.
W praktyce oznacza to zdolność do przejęcia lub zabezpieczenia kluczowych obiektów, których nie da się zneutralizować samymi uderzeniami lotniczymi.
Operacje, których nie wykona lotniskowiec
Z perspektywy operacyjnej pojawienie się USS Tripoli pokazuje ograniczenia działań opartych wyłącznie na lotnictwie.
Choć amerykańskie lotnictwo jest w stanie niszczyć cele na lądzie i prowadzić działania odstraszające, nie rozwiązuje to kilku kluczowych problemów regionu.
Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo żeglugi w Cieśninie Ormuz. Ten wąski szlak transportowy o szerokości zaledwie kilkudziesięciu kilometrów może zostać sparaliżowany nawet przez niewielką liczbę min morskich. W takiej sytuacji kluczowe stają się zdolności do eskorty statków handlowych, prowadzenia operacji specjalnych na lądzie oraz szybkie przerzucenie sił zdolnych do reagowania w sytuacji kryzysowej.
Warto zwrócić uwagę, że samo przebazowanie okrętu tej klasy wiele mówi o przygotowaniach sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Wysłanie wielozadaniowego okrętu desantowego z kilkutysięcznym komponentem piechoty morskiej nie jest bowiem wyłącznie demonstracją siły. W praktyce oznacza to przygotowanie do operacji, których nie rozwiążą same uderzenia lotnicze – od zabezpieczenia żeglugi w rejonie Cieśniny Ormuz po działania ekspedycyjne prowadzone bezpośrednio z morza.
Artykuł: Marines w drodze na Cieśninę Ormuz. USS Tripoli niesie zdolności, których nie mają lotniskowce - pochodzi z serwisu Portal Stoczniowy.