Trwa ładowanie...
d4lya7b

Na YouTube'ie w końcu będzie można zarobić? Nowy plan Google'a

Jak podały największe branżowe serwisy, powołując się na informacje uzyskane od Google'a przez największych autorów treści na YouTubie, internetowy gigant jest już o krok od uruchomienia płatnej wersji serwisu. Za "około 10 dolarów miesięcznie" (w Polsce będzie to zapewne ok. 30 złotych) użytkownicy będą mogli oglądać wideo bez reklam, dostaną też dodatkowe opcje.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na YouTube'ie w końcu będzie można zarobić? Nowy plan Google'a
(Esther Vargas / CC)
d4lya7b

O tym, że Google planuje wprowadzenie opłat za korzystanie z YouTube'a, mówi się już od paru ładnych lat. Nic dziwnego – internetowy gigant cały czas szuka sposobu na zwiększenie rentowności tej platformy. Tajemnicą poliszynela jest, że chociaż dla wideo w sieci serwis stał się tym samym, co wyszukiwarka Google'a dla dostępu do informacji, to jego właściciel nie jest tym faktem wcale zachwycony.

Jeszcze kilka lat temu mówiło się, że YouTube przynosi firmie z Mountain View straty na poziomie ponad 100 milionów dolarów rocznie. Obecnie jest zapewne nieco lepiej, ale zyski z reklam nie wystarczają, by obsługiwać usługę, w której codziennie miliony ludzi na całym świecie umieszczają własne wideo. Przez to też sami twórcy narzekają, że zarobek na umieszczaniu w serwisie klipów jest zbyt mały. Mówi się, że średni zysk to dla twórcy ok. 2 dolarów (niecałe 7,5 złotego) za tysiąc wyświetleń. Żeby mówić o jakimkolwiek rozsądnym zarobku na tworzeniu treści w tej platformie osiągać trzeba milionowe wyniki na każdym klipie.

Według twórców, Google zabiera im zbyt wiele – 45 procent zysków z reklamy trafia do operatora usługi. Wprowadzenie płatnej subskrypcji rozwiązać ma więc dwa problemy naraz – zwiększyć rentowność serwisu i sprawić, że i dla twórców pieniędzy będzie więcej. Pytanie tylko, czy ludzie zechcą płacić?

d4lya7b

We wprowadzaniu abonamentu na YouTube'a myślenie Google'a idzie dwutorowo. Kilka miesięcy temu gigant wystartował z wersją beta usługi, nazwanej YouTube Music Key. Stanowić ma ona konkurencję dla Spotify i jako taka koncentruje się wyłącznie na muzyce. Poza możliwością odtwarzania klipów bez reklam da użytkownikom również opcję korzystania z trybu offline, czyli słuchania muzyki bez dostępu do sieci po jej wcześniejszym zapisaniu na dysku.

Google nie chce jednak ograniczać się wyłącznie do teledysków. Nowa płatna usługa obejmie wszystkie treści publikowane na YouTube'ie, przy zachowaniu dotychczasowego podziału zysków. 45 procent opłaty trafi więc do Google'a, reszta – do autorów treści. Według informacji, uzyskanych przez branżowy serwis "The Verge", abonament miałby wynosić około 10 dolarów, czyli dokładnie tyle samo, co Spotify Premium.

Jest jeszcze jeden haczyk – twórcy będą mogli według własnego uznania skonfigurować swój kanał tak, by dostępny był wyłącznie dla płacących użytkowników. Ci, którzy tak zrobią, mogą ryzykować stratę znacznej ilości widzów, ale też liczyć na wzrost zysków. Google zachowa zaś czyste ręce – to nie oni będą ostatecznie odpowiedzialni za blokowanie odwiedzającym dostępu do części treści. Internautom pozostanie zaś jedno – zapłacić albo pójść gdzie indziej. Tyle że patrząc na to, co mówi się w ostatnich miesiącach o usługach udostępniających treści za darmo, wkrótce może już nie być gdzie.

_ DG _

d4lya7b

Zobacz także: Ile zarabiają gwiazdy internetu?

d4lya7b

Podziel się opinią

Share

d4lya7b

d4lya7b